Poprzedni temat «» Następny temat
Zasłyszane - poruszajace - wiersze
Autor Wiadomość
Ruffle_truffle 


Wiek: 32
Posty: 1041
Podziękowania: 23/86
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2013-07-20, 14:18   

Polecam Tomaža Šalamuna, niestety nic nie przytoczę tym razem, gdyż książka w obrocie.

A z tych bardziej znanych:
Artur Rimbaud

Moja Bohema

Włóczyłem się - z rękoma w podartych kieszeniach,
W bluzie, co już nieziemską prawie była bluzą,
Szedłem pod niebiosami, wierny ci o Muzo!
Oh! La la! co za miłość widziałem w marzeniach!

Szeroką dziurę miały me jedyne portki,
W drodze, pędrak - marzyciel, układałem wiersze,
Na Wielkiej Niedzwiedzicy miałem swą oberżę,
A od mych gwiazd na niebie płynął szelest słodki.

Słuchałem gwiazd w te dobre wieczory wrześniowe,
Siedząc na skraju drogi, i czułem, że głowę,
Jak mocne wino, rosa kroplista mi rasza.

Lub gdy w krąg fantastycznych cieni rosły tłumy
- Jak gdybym lirę trącał, wyciągałem gumy,
Stopę mając przy sercu, z zdartego kamasza.

Lubię też Iwaszkiewicza, ale nie jest zbyt odkrywczym wpisanie wierszy autorów, których lubię, więc teraz ktoś mniej znany:

Maria Cyranowicz

epoka geni[t]alna

Akmel i Lemka bliźnięta jednojajogłowe
jak narządy kopulacyjne śpią wtulone w siebie
zimno uszczelnia je opakowując chłodem
czas zza tarczy zegarka przestępuje z nogi mimochodem

gdy ssanie w sen przechodzi o dziąsłach wyluzowanych
których się nic nie trzyma ręką ani głodem
wtulając się w jamę oka coraz głębiej jeszcze
kołyszą się w mlecznej machinacji rytmie

i magii nacja ta pulsuje w dwutakcie ewolucji
cel jest w środku w środku wnętrzności
we wnętrznościach ciepło w cieple krew
we krwi ruch w ruchu zmienność
dopiero skrzydła głupie dziecko to prawdziwe kalectwo

A ze średnio znanych:

Tadeusz Miciński

Wolnomularze polscy

Dałeś nam, Mroku, mieczów siedem,
a wszystkie miecze obosieczne:
nieszczęsną Miłość - brak Miłości,
wpatrzenie oczu ślepych - wieczne!

Nieugaszonych marzeń - kwiat parości,
zwątpienie, które jest nam Credem;
zamek Chrystusa na bajorze;
tętent szatana wśród Golgoty -
i krzyż milczący, w głębiach złoty,
który niewiarą pług zaorze!
_________________
wybiłaś mi z głowy wiersz
prozę życia znam

(...)

odarłaś mi wiarę w cud
prawie jak ze szmat

IRA - Za późno już
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 407
Podziękowania: 178/134
Wysłany: 2013-07-31, 19:59   

Może to dlatego, że od lat nie czytałem żadnej fraszki, a może dlatego, że umieszczona została pośród wzniosłych na ogół wierszy mistycznych i autor antologii (Stanisław Barańczak) wziął mnie z zaskoczenia, tak czy owak zaraz po pierwszym przeczytaniu utworek ten rozpier..lił mnie na dłuższą chwilę.

Autor: Robert Herrick (1591-1674); osoba duchowna zresztą


Na Scobble'a: Fraszka
(tłum. S.Barańczak)

Że mu się żona k..wi, Scobble trzonek bata
Łapie i grozi babie, że nos jej rozpłata.
Ta z bekiem: „Nie tnij skóry, mężu mój jedyny,
Aby grzech wpuścić, dosyć już jednej szczeliny.”


Upon Scobble. Epigram
Scobble for whoredom whips his wife; and cries
He'll slit her nose; but blubb'ring, she replies,
Good sir, make no more cuts i' th' outward skin,
One slit's enough to let adultry in.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
morgan 
Exiled Bard


Posty: 5556
Podziękowania: 459/316
Skąd: Island of Misfit Toys
Wysłany: 2013-07-31, 20:06   

A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.

Jan Kochanowski: Na matematyka

Ziemię pomierzył i głębokie morze,
Wie, jako wstają i zachodzą zorze;
Wiatrom rozumie, praktykuje komu;
A sam nie widzi, że ma k***ę w domu.
_________________
Pozdrawiam
\m/organu\m/
\m/agnu\m/

Kontakt ze mną - via mail (morgan19[at]interia.pl) lub GG (9928331)

Szukał długo...długo, tajemnie, nie zwierzając się ludziom.
Oczy jego były rozświecone wewnętrznym odbłyskiem jasnej idei.
Szukał....
- i to, na co patrzał, nie zadowalało go.
Gdzie?
(...)
Trwożnie, pytająco usiłował wszystko poznać, zobaczyć...
Nie ma....
badał, wgłębiał się, szukał...
Nie ma, w ludziach nie ma, w ich myślach, tworach...
Wszystko szare, przeciętne, monotonne....
(...)
wszystko obszedł... w społeczeństwie, w ludziach, nigdzie.
a może źle szukał?
nie - ależ nie. Obszedł wszystko, wszystko widział, wszędy pytał....
a może jest za brutalny? może jego dusza - ta harfa Eola - ma za grube struny, by na nich mogły zadrgać i zafalować subtelne tajemnice?
nie.
przecież ten błysk, przecież czuł, dlatego szukał......."
I jeśli kiedykolwiek umrę – a wiem, że umrę w bardzo krótkim czasie – umrę, zgłębiwszy ten świat z bliska i z daleka, z góry i z dołu, ale z nim nie pogodzony. Umrę i On zapyta mnie wówczas: «Czy było ci tam dobrze, czy źle?» Ja zaś będę milczeć, opuszczę wzrok i będę milczeć. Niemota taka znana jest wszystkim, którzy zebrali żniwo wielodniowego i zapamiętałego pijaństwa. Czyż bowiem życie ludzkie nie jest chwilowym otępieniem duszy, a także jej zaćmieniem? Wszyscy jesteśmy jakby pijani, każdy na swój sposób; jeden wypił mniej, inny więcej. I na różnych różnie to działa: jeden śmieje się światu w twarz, a inny skłania głowę na piersi tego świata i płacze. Jeden już się wyrzygał i jest mu dobrze, a innego dopiero zaczęło mdlić. A cóż ja? Wiele zaznałem, ale nic nie zdziałałem. Nigdy się nawet tak naprawdę nie roześmiałem i ani razu mnie nie zemdliło. Ja, który doznałem w tym świecie tyle, że tracę rachunek i zapominam kolejności – ja jestem najtrzeźwiejszy z całego świata; na mnie to wszystko marnie działa... «Dlaczego milczysz?» – spyta Pan, spowity w błękitne błyskawice. A co ja mu powiem? Nic, tylko będę milczeć i milczeć... Ta łza nie jest wyrazem żalu, ta łza nie jest smutkiem,
to łza ...
nieporadności,
bolesne piękno,
bezsilność bezkresu piękności
i minimalistycznych możliwości.
Ta łza, to łza niewolnika.
Chcę czuć, móc czuć piękno
zamknięty w szklanej łzie ...
Ja umieram na zawsze
szczelnie zamknięty w podświadomości,
zatruty, zawstydzony,
zaszczuty ...
Ja umieram na zawsze.
To bezkres palety odczuć zamknięty
w zubożałości możliwości ...
Ja umieram
na zawsze.

Lost Illusions Tavern
Impressiones (Ænigmællæ) || Antiimpressiones (sanguine scriptæ) | Antiimpressiones (ira scriptæ) || Impressiones (Divinæ)
Corpus Tuum (18+) | Impressiones (Rosellæ) || Impressiones (epicæ) || Impressiones (musicæ) | Anti- et postimpr. (musicæ)

Hiperestezja | Witold Zimmer | (N)e(u)rotica



Jvegi napisał/a:
Nie, nie można się cieszyć, że mamy nową formę sponsorowania developmentu, szansę na spełnienie tych marzeń o prawdziwej ewolucji crpegów, gier lepszych niż baldury czy arcanum.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 407
Podziękowania: 178/134
Wysłany: 2013-08-11, 15:01   

Pierwszy utwór to wiersz typu waka z antologii Man’yōshū (Zbiór dziesięciu tysięcy liści) zebranej w VIII w.
Drugi pochodzi z innej antologii z VIII w. – Kaifūsō (Dawne ulubione strofy), gdzie znalazła się japońska poezja dworska pisana w języku chińskim, uważanym przez ówczesnych Japończyków za język klasyczny.

***
Myślę o tobie, kochana,
wieczorami, gdy nad sitowiem
unosi się szara mgła
i przeszywający
krzyk dzikich kaczek.



Na przyjęciu dla koreańskiego posła

Okna gór spoglądają na doliny,
sosnowe gaje otaczają wieczorne strumienie.
Zaprosiliśmy na naszą ucztę posła z daleka,
a przy tym stole kosztujemy rozkoszy poezji.
Ucichły cykady, wieje zimny, nocny wiatr,
gęsi lecą w czystym świetle jesiennego księżyca.
Podajemy wino przyprawione ziołami,
byś zapomniał o troskach powrotnej drogi.


W obu utworach prostota, harmonia, statyczne oznajmienia; uczucia i emocje ledwie zarysowane, wszystko gustownie zawinięte w opisy przyrody. Muszę przyznać, że podoba mi się. Czytane powoli i uważnie (ale nie w zamyśleniu) działają na mnie. Dobra odtrutka na europejską poezję (przynajmniej na tę, którą czytałem ostatnimi czasy).

Wiersze przepisałem z „Kultury japońskiej” Paula Varleya.
Zbiór dziesięciu tysięcy liści został przetłumaczony na polski przez Wiesława Kotańskiego i wydany w 1961 r., zaś po pięćdziesięciu latach wznowiony przez PWN.*
Nic mi nie wiadomo, aby Kaifūsō zostało przetłumaczone na język polski.

E:
* Książka ta okazuje się być jednak szerszą antologią obejmującą wybór utworów z różnych zbiorów - głównie z okresu literatury dworskiej. Zawartych jest w niej tylko kilkadziesiąt wierszy z Man’yōshū.
Ostatnio zmieniony przez Aristo 2014-02-02, 10:37, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 407
Podziękowania: 178/134
Wysłany: 2014-01-09, 21:11   

Jeden z najbardziej znanych wierszy Williama Blake'a w mistrzowskim tłumaczeniu.

Tygrys
(tłum. Stanisław Barańczak)

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
Jakiemuż nieziemskiemu oku
Przyśniło się, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?

Jakaż to otchłań nieb odległa
Ogień w źrenicach twych zażegła?
Czyje to skrzydła, czyje dłonie
Wznieciły to, co w tobie płonie?

Skąd prężna krew, co życie wwierca
W skręcony supeł twego serca?
Czemu w nim straszne tętno bije?
Czyje w tym moce? kunszty czyje?

Jakim to młotem kuł zajadle
Twój mózg, na jakim kładł kowadle
Z jakich palenisk go wyjmował
Cęgami wszechpotężny kowal?

Gdy rój gwiazd ciskał swoje włócznie
Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię,
Czy się swym dziełem Ten nie strwożył,
Kto Jagnię lecz i ciebie stworzył?

Tygrysie, błysku w gąszczach mroku:
W jakim to nieśmiertelnym oku
Śmiał wszcząć się sen, że noc rozświetli
Skupiona groza twej symetrii?



Ponoć niezwykle trudno oddać w języku polskim melodykę angielskiej poezji. Chociażby dlatego, że w angielskim występuje stosunkowo dużo krótkich wyrazów: jedno- i dwusylabowych. Wpływa to na długość wersów (w oryginale „Tyger” ma po 7 lub 8 zgłosek w wersie) oraz rozłożenie akcentów, szczególnie jeśli jednosylabowy wyraz pojawi się na końcu wersu.
W polskim przekładzie mamy już po 9 zgłosek na wers, co i tak nie wydaje się dużą liczbą; na końcu żadnego z wersów nie występuje przy tym ani razu wyraz jednosylabowy, co przy dominującym w naszym języku akcencie paroksytonicznym daje już kompletnie inną rytmikę.

Powiadają niektórzy, że tłumaczenia są jak kobiety: albo piękne, albo wierne. Tu jednak Pan Barańczak wzniósł się chyba na wyżyny swojej sztuki i stworzył niedościgniony wzór. Gdzie szukać – w jakich zakamarkach umysłu - takich czasowników jak „zażegła”, „wwierca” czy „wilżąc”? Jak w ogóle skomponować takie pojedyncze pokręcone zdania, jakimi są strofy czwarta i piąta? Czy ktoś, kto sam nie jest poetą, byłby w stanie dokonać przekładu z takim kunsztem?

E:
@Kliwer: Oczywiście masz rację. Odzyskałem już wersję drukowaną, zweryfikowałem i poprawiam.
Ostatnio zmieniony przez Aristo 2014-02-02, 10:35, w całości zmieniany 2 razy  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Kliwer 


Wiek: 32
Posty: 1390
Podziękowania: 146/214
Wysłany: 2014-01-10, 00:49   

Barańczaka nie cenię szczególnie (tłumaczenia Szakspira są wprost koszmarne), ale ten przekład jest bardzo ładny. Powiedziałby, że daleko lepszy od oryginału... Wiersze Blake'a brzmią zawsze dla mnie jak wyciosane szpadlem; krótkie, rwane, mało melodyjne. Na pewno dużą winę za taki stan rzeczy ponosi sam język angielski- mało śpiewny, mało poetycki (w porównaniu do polskiego, rosyjskiego czy hiszpańskiego). Rymy męskie brzmią, moim zdaniem, dobrze tylko w pewnych konfiguracjach z żeńskimi. No a cała poezja angielska na rymie męskim się zasadza...

Barańczak zabłysną rzeczywiście tu bardzo niekonwencjonalnymi rymami i ciekawym słowotwórstwem. Niewiele rymów gramatycznych- to zawsze wpływa dodatnio na jakość poezji, moim zdaniem.

Cytat:
Gdy rój gwiazd ciskał swe włócznie

Tu chyba powinno być swoje, bo inaczej się wersyfikacja rozłazi.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 407
Podziękowania: 178/134
Wysłany: 2014-02-11, 21:06   

Charles Baudelaire

POTOK KRWI
(tłum. Bohdan Wydżga)

Niekiedy ze mnie – zda się – płyną krwi fontanny;
Fala jej łka rytmicznie opuszczając łono -
Czuję dobrze, jak płynie strugą gęstą, słoną,
Lecz próżno ciało badam – próżno szukam rany...

Płynie przez miasto, brukiem, pod domostw osłoną -
Gdzieniegdzie wyspą stworzy głaz wkoło oblany;
Tłoczy się do tej uczty krwawej tłum pijany,
Wszystko po drodze znacząc posoką czerwoną.

Nieraz wzywałem próżno mamiącą moc wina,
Aby uśpiło grozę, która mi mózg ścina. -
Wino oko jaśniejszym, a słuch czulszym czyni!

Wreszciem myślał, że miłość będzie zmiłowaniem -
Ale miłość się stała igielnym posłaniem,
Co znów toczy poidło – dla dziewki zdrajczyni!


Rzecz o cierpieniu - nie ciała, ale duszy; wśród nieprzychylnych ludzi, gdzie wino nie pomogło, a kobieta przydała jeszcze bólu; potok krwi nadal płynie niezmiennie.


Coś o autorze:
Barwna to była postać, pełna sprzeczności, niestabilna; biografowie przypisują mu przeróżne cechy i przypadłości: dandyzm, fetyszyzm (lubił ponoć w ubraniu, lubił też tylko podglądać) i inne dewiacje seksualne, narcyzm, uwielbienie dla sztuczności i pogarda dla wszelkiej naturalności, przy tym impotent (przez część życia przynajmniej), człowiek z nierozwiązanym kompleksem Edypa (jego słynne słowa z listu do matki: „Gdy ma się syna takiego jak ja nie wychodzi się powtórnie za mąż” są tylko jednym z przykładów); o niejednoznacznym i zmiennym stosunku do religii - miewał okresy dewocji, ale potrafił też napisać w liście „Gdy będę absolutnie sam, poszukam jakiejś religii..., a w chwili śmierci i tej ostatniej religii wyrzeknę się, aby dowodnie ukazać mój niesmak dla powszechnej głupoty.”; mierziło go wszystko to, co powszechne i chciał za wszelką cenę odróżniać się od znienawidzonego motłochu; uwielbiał być w centrum uwagi, słuchać i czytać o sobie, ale jednocześnie samemu mieć wpływ na to, co o nim mówiono (do tego stopnia, że potrafił sam rozsiewać plotki na swój temat, np. o swym rzekomym homoseksualizmie); niemało aspektów jego życia wydaje się pozą, udawaniem; jego wiersze są zapewne szczere, z pewnością też większość listów, ale np. recenzje sztuk czy książek pisane do gazet już nie (zdarzało się, że napisał jakąś pochlebną recenzję, a tego samego dnia w liście do przyjaciela wyrażał opinię całkiem przeciwną); nie był do końca zadowolony z życia, które nie wydawało mu się dość intensywne (mimo że nie stronił od używek, rozpusty i świadomie ponoć podejmował ryzyko zarażenia chorobami wenerycznymi – zresztą skończyło się to syfilisem).
No i oczywiście znakomity artysta; zarzucają mu niektórzy brak poetyckiego oddechu w utworach, ale jednocześnie chwalony jest za jakość rymów (mowa oczywiście o wierszach w wersji oryginalnej) czy odwagę w eksperymentowaniu (np. Marcel Ruff jedynie w czterech z siedemdziesięciu napisanych przez Baudelaire'a sonetów odnalazł zachowaną ścisłą klasyczną formę). Nie chcę tu jednak wchodzić zbytnio w biografię literacką tego człowieka. Żałuję jedynie, że nie znam francuskiego, bo chętnie poczytałbym jego wiersze w oryginale, tym złowrogim półszeptem, dzięki któremu tak wspaniale potrafi zabrzmieć poezja francuska o odpowiedniej tematyce.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 407
Podziękowania: 178/134
Wysłany: 2014-02-16, 18:44   

Leconte de Lisle (1818-1894) - jeden z prekursorów parnasizmu, wychowawca wielu symbolistów, sam zakorzeniony w romantyzmie romantykiem już nie był. Znaczną część jego utworów wypełnia pesymizm i nihilizm, nienawiść do współczesności. Dość mocno krytykował Kościół Katolicki; przypisuje mu się również ateizm. Tępił bezideowość, konsumpcjonizm, z niechęcią obserwował ekspansję maszyn i wielkiego kapitału. W młodości był działaczem rewolucyjnym, występował też przeciwko niewolnictwu i – co ciekawe - przeciw rabunkowemu korzystaniu z zasobów przyrody. Po trzydziestym roku życia skupił się głównie na twórczości literackiej; wobec kłopotów materialnych przyjął w 1864 r. stałą pensję od Napoleona III, co wnet zaczęto mu wytykać jako dawnemu socjaliście. Z upływem lat zyskiwał coraz większe uznanie jako poeta, w 1886 r. wybrano go nawet do Akademii Francuskiej, na miejsce opróżnione po śmierci Victora Hugo. Podejmował tematykę filozoficzno-światopoglądową, ale opisywał też egzotyczną przyrodę, czerpał z historii i mitologii – wszystko to przedstawiał w dopracowanej formie, z wielką precyzją słowa i obrazu.

Janusz Strasburger w przedmowie do wydania zbioru poezji Leconte de Lisle z 1980 r. pisze:
Moje pierwsze wrażenie przy bliższym zetknięciu się z poezją francuską – kiedyś, na progu młodości – było takie: jako wszechstronni artyści poetyckiego słowa Baudelaire i Leconte de Lisle, a nie Ronsard czy Racine, Hugo czy Vigny, Verlaine czy Apollinaire, Mallarme czy Valery, stanowią szczyt jej osiągnięć. Teraz, po latach, po przeczytaniu tysięcy wierszy i wypowiedzi czołowych znawców, po tylu przekładach poetów francuskich, które pozwoliły mi wniknąć w przeróżne tajniki ich warsztatu, ten jeden sąd przetrwał niewzruszenie.
Tym większa szkoda, że ten zbiorek wydany przez PIW w 1980 r. jest bodaj jedynym, jaki ukazał się dotąd w naszym kraju.


SMUTEK DIABŁA
Milcząc, wsparty na dłoniach, z plecmi zgarbionymi,
W płaszcz długi dwojga skrzydeł szczelnie otulony,
Na igłach wiecznych lodów zasiadł Potępiony
I pośród ciszy nocnej zatopił wzrok w ziemi.

Tam, gdzie morza spienione biły bez wytchnienia
O długie smugi lądów, ciemne i ogromne,
W górze skrzyło się niebo wszechświata przytomne,
Lecz on spoglądał tylko w czarną otchłań cienia.

Trwał tak, wpijając oczy zmętniałe ze złości
W rozpadlinę, gdzie życie zbiera swe owoce,
Gdzie ludzie i zwierzęta pędzą dni i noce
Pod wiekowym obłokiem skłębionej przeszłości.

Słuchał pełnych pokory głosów uwielbienia,
Te Deum mężnych królów i zabójców wrzasku,
Rozpaczliwego jęku narodów w potrzasku
I sprawiedliwych w miejskich kloakach rzężenia.

Ów powszechnej choroby wielogłos ponury,
Dawny jako wiek świata i jak ród człowieczy
- Silniejszy ponad jego nienawiść wszechrzeczy -
Wokół Ciemnego Boga kłębił się jak chmury.

Jednym skokiem tknął czasów, niezgłębionych jeszcze,
Gdy sławie jego boskiej nie groził cień ciosu –
I na myśl o potwornych zamierzeniach losu
Ogromną jego postać przeniknęły dreszcze.

I załamując dłonie, podkurczając stopy,
On – najstarsza ofiara i pierwszy skazaniec –
Wielkim głosem zawołał przez bezmiaru szaniec,
Gdzie piana rozogniona w słońca bije stropy:

„Krople dni jednostajnych, niby deszczu strugi
Próżno skruszyć pragnęły skałę mej wieczności;
Duma, rozpacz i siła – wszystko to marności;
Wściekłość już mnie znużyła; czas walki – zbyt długi.

Miłości, nienawiści szlak równie jest kręty,
Łez jałowych wypiłem morza bezkres cały,
Niech grom we mnie uderzy i świata kawały
Spadną; i niechaj zaraz sen mnie wchłonie święty.

Wtedy zdrajcy szczęśliwi, słudzy potępienia,
W oddali, gdzie rozbłyska tylko przestrzeń głucha,
Usłyszą głos, co powie: Szatan oddal ducha!
I rozpadnie się Dzieło sześciu Dni Stworzenia!”
(tłum. Hanna Igalson)

DO WSPÓŁCZESNYCH
Tchórzliwie gnuśniejecie bez serc i bez ducha,
O starcy niegodziwi, jałowi, zgrzybiali;
Od kołyski wam dana jest dola eunucha:
Wyście pragnień głębokich nigdy nie zaznali.

W mózgu waszym i piersi wieczna pustka głucha,
Dech zatęchłym wyziewem gorzki świat przepali,
A z waszej krwi przeklętej woń wstrętna tak bucha,
Że tylko mór się lęgnie w tym bagnie wydalin.

Ludzie, zabójcy Bogów – czas ów niedaleki,
Kiedy, na górze złota rozparte kaleki,
Matkę Ziemię przegryzłszy do ostatniej kości,

Nie widząc przeznaczenia dla dni swych i nocy,
Zapędzeni w pustkowie najwyższej niemocy,
Z napuchniętą kieszenią zdechniecie w podłości.
(tłum. Małgorzata Zięba)
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
morgan 
Exiled Bard


Posty: 5556
Podziękowania: 459/316
Skąd: Island of Misfit Toys
Wysłany: 2014-02-21, 11:32   

Nie wiem, czy godzi się po takich pięknych strofach przytoczonych przez Arista podawać coś tak nikłego (co do formy;P), ale tak się mi przypomniało, gdy szukałem motta dla nowego działu na mojej stronce (mojej tawernie). Zresztą uwielbiam wiersze tego poety, choć często nie da się ich dobrze przetłumaczyć.
Bertold Brecht - Schwächen
Du hattest keine
Ich hatte eine:
Ich liebte.


Wady
Ty żadnej
Ja jedną miałem:
Kochałem.
_________________
Pozdrawiam
\m/organu\m/
\m/agnu\m/

Kontakt ze mną - via mail (morgan19[at]interia.pl) lub GG (9928331)

Szukał długo...długo, tajemnie, nie zwierzając się ludziom.
Oczy jego były rozświecone wewnętrznym odbłyskiem jasnej idei.
Szukał....
- i to, na co patrzał, nie zadowalało go.
Gdzie?
(...)
Trwożnie, pytająco usiłował wszystko poznać, zobaczyć...
Nie ma....
badał, wgłębiał się, szukał...
Nie ma, w ludziach nie ma, w ich myślach, tworach...
Wszystko szare, przeciętne, monotonne....
(...)
wszystko obszedł... w społeczeństwie, w ludziach, nigdzie.
a może źle szukał?
nie - ależ nie. Obszedł wszystko, wszystko widział, wszędy pytał....
a może jest za brutalny? może jego dusza - ta harfa Eola - ma za grube struny, by na nich mogły zadrgać i zafalować subtelne tajemnice?
nie.
przecież ten błysk, przecież czuł, dlatego szukał......."
I jeśli kiedykolwiek umrę – a wiem, że umrę w bardzo krótkim czasie – umrę, zgłębiwszy ten świat z bliska i z daleka, z góry i z dołu, ale z nim nie pogodzony. Umrę i On zapyta mnie wówczas: «Czy było ci tam dobrze, czy źle?» Ja zaś będę milczeć, opuszczę wzrok i będę milczeć. Niemota taka znana jest wszystkim, którzy zebrali żniwo wielodniowego i zapamiętałego pijaństwa. Czyż bowiem życie ludzkie nie jest chwilowym otępieniem duszy, a także jej zaćmieniem? Wszyscy jesteśmy jakby pijani, każdy na swój sposób; jeden wypił mniej, inny więcej. I na różnych różnie to działa: jeden śmieje się światu w twarz, a inny skłania głowę na piersi tego świata i płacze. Jeden już się wyrzygał i jest mu dobrze, a innego dopiero zaczęło mdlić. A cóż ja? Wiele zaznałem, ale nic nie zdziałałem. Nigdy się nawet tak naprawdę nie roześmiałem i ani razu mnie nie zemdliło. Ja, który doznałem w tym świecie tyle, że tracę rachunek i zapominam kolejności – ja jestem najtrzeźwiejszy z całego świata; na mnie to wszystko marnie działa... «Dlaczego milczysz?» – spyta Pan, spowity w błękitne błyskawice. A co ja mu powiem? Nic, tylko będę milczeć i milczeć... Ta łza nie jest wyrazem żalu, ta łza nie jest smutkiem,
to łza ...
nieporadności,
bolesne piękno,
bezsilność bezkresu piękności
i minimalistycznych możliwości.
Ta łza, to łza niewolnika.
Chcę czuć, móc czuć piękno
zamknięty w szklanej łzie ...
Ja umieram na zawsze
szczelnie zamknięty w podświadomości,
zatruty, zawstydzony,
zaszczuty ...
Ja umieram na zawsze.
To bezkres palety odczuć zamknięty
w zubożałości możliwości ...
Ja umieram
na zawsze.

Lost Illusions Tavern
Impressiones (Ænigmællæ) || Antiimpressiones (sanguine scriptæ) | Antiimpressiones (ira scriptæ) || Impressiones (Divinæ)
Corpus Tuum (18+) | Impressiones (Rosellæ) || Impressiones (epicæ) || Impressiones (musicæ) | Anti- et postimpr. (musicæ)

Hiperestezja | Witold Zimmer | (N)e(u)rotica



Jvegi napisał/a:
Nie, nie można się cieszyć, że mamy nową formę sponsorowania developmentu, szansę na spełnienie tych marzeń o prawdziwej ewolucji crpegów, gier lepszych niż baldury czy arcanum.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 407
Podziękowania: 178/134
Wysłany: 2014-02-22, 16:23   

morgan napisał/a:
Nie wiem, czy godzi się po takich pięknych strofach przytoczonych przez Arista podawać coś tak nikłego (co do formy;P), ale tak się mi przypomniało, gdy szukałem motta dla nowego działu na mojej stronce (mojej tawernie). Zresztą uwielbiam wiersze tego poety, choć często nie da się ich dobrze przetłumaczyć.
Bertold Brecht - Schwächen
Du hattest keine
Ich hatte eine:
Ich liebte.


Wady
Ty żadnej
Ja jedną miałem:
Kochałem.


Utwór o skromnej formie może być również ujmujący (przykłady sam zamieszczam poniżej), a ponadto forma taka sprzyja – o ile w ogóle nie ma tego na celu – uwypukleniu treści. Tu mamy do czynienia z treścią, która w jednostkowych przypadkach – gdy miłość okazuje się być słabością czy pomyłką – sprawdza się co do joty. Tyle że z powodu niepowodzenia w miłości zagryzać się nie ma sensu; nie ma kobiety, za którą warto by wylewać łzy (dokładnie to samo powiedziałbym kobietom o facetach); wystarczy mieć na uwadze prastarą zasadę, że w związku dwojga ludzi ten, któremu bardziej zależy, niemal zawsze jest przegranym, i cierpi się rzadko albo wcale.

A ode mnie wiersz tanka (inaczej waka). Wspominałem już kiedyś o nich, dzisiaj więcej szczegółów: trzydziestojednosylabowe, w układzie sylab 5+7+5+7+7, dominowały w poezji japońskiej przez co najmniej pięćset lat – do XIII wieku, a nie znikły z niej po dzień dzisiejszy. Inne formy poetyckie też wywodziły się często z waka, które np. wydłużano z zachowaniem schematu: n(5+7) + 7. Tytułów brak, rymów nie było, melodyki nie było, bo i trudno o nią, gdy większość słów składa się z krótkich, otwartych sylab (spółgłoska + samogłoska). Dominującymi tematami były uczucia i przyroda; często nawiązywano do pór roku, obiektów geograficznych, konkretnych roślin i zwierząt. Pełno w tych wierszach dwuznaczności i japońskiej symboliki, np. dzikie gęsi wyrażają tęsknotę, a biel (czy to śnieg, czy gałązka śliwy okryta kwieciem) – smutek. Mnie najbardziej przypadły do gustu te, w których na tle przyrody pojawia się jakiś wycinek stanu umysłu, strzępek myśli czy okruch uczucia, np:

O bladym świcie,
hen, w zatoce Akashi,
wśród mgły porannej
za wyspy się konturem
łódź kryje... Myśl ma przy niej!


Niewiele jest tu dane czytelnikowi; nie wiadomo, czy myśli to wdowa pracująca na polu ryżowym, która prostuje na chwilę plecy, by spojrzeć w kierunku, gdzie powinna znajdować się łódź rybacka jej syna, czy może to bogata pani odprowadza wzrokiem okręt, którym płynie na wyprawę jej mąż, aż ten nie znika na morzu za górzystym brzegiem wyspy. A może chodzi o całkiem coś innego. Tego nie wiemy, a każdy z odbiorców postrzega to zapewne inaczej.
Podobne uczucie towarzyszyło mi w czasie czytania wiersza Twojego utworu, morganie – Amicissimus. Też zadawałem sobie jako czytelnik masę pytań: jak? dlaczego? czy gasł długo trawiony przez chorobę, czy stało się to nagle? czy może to przez kogoś? czy sam tego chciał? czy można było inaczej? Zresztą odpowiedzi na te pytania nie są tu najważniejsze, ale samo to, że ocaliłeś o kimś pamięć. Wiersz bardzo mocno poruszający, a druga strofa – przeszywająca.


Jeszcze kilka tanka wypisanych z: „Dziesięć tysięcy liści. Antologia literatury japońskiej” pod redakcją i w tłumaczeniu Wiesława Kotańskiego (ojciec Marka Kotańskiego – założyciela Monaru).

Oto dla ciebie
wybiegłem wiosną w pole
po pąki świeże,
lecz na rękawach szaty
śnieg jeszcze biały osiadł.

(przypuszczam, że chodzi o zawód miłosny – A.)

*****
Gdybym cię zerwał,
nie byłożby to podłe,
o, kwiecie wiśni?
Raczej będę tu czekał
i – nim opadniesz – patrzał...


*****
Ze snu zbudzony
przez wiatr wśród kłosów ryżu
przy górskiej wiosce –
jelenia – zda się – słyszę
głos skroś ciemności nocy.


*****
Skoro mróz pierwszy
ominął ją swym tchnieniem
nawet w swych myślach
nie ważyłbym się zerwać
tej białej chryzantemy.


*****
Oby ten smutny
pierwszy klucz dzikich gęsi
na nieba szlaku
połączył mnie w swym locie
z tą, którą pokochałem!


*****
Wszakże się nie da
wyczerpać słodkich wyznań
dwojga kochanków,
jak nie da się wyczerpać
wód rzeki Okinaga...


*****
Daremnie pisać
znaki na wartkim nurcie –
bardziej daremne
pokochać jest człowieka
co cię nie kocha nawzajem...


*****
Gdyś w Mizuguki,
we dworku, tam na wzgórzu,
u mego boku
spała, pamiętasz – rankiem
szron pokrył nagle wszystko?


*****
Dziś do cię przyjdę...
To tylko powiedziała...
Lecz darmo czekam,
aż wzeszedł rankiem księżyc
długiej wrześniowej nocy...


*****
Jak kamień w morzu
odpływem nie objęty,
tak i mój rękaw
– któż jednak to dostrzega –
ni chwili nie jest suchy...

*****
Że jest to droga,
na którą w końcu wstąpię,
z dawna wiedziałem,
lecz na myśl mi nie przyszło,
że wczoraj w dziś się zmieni...

(wg tłumacza utwór ten opowiada o starości)

*****
Chciałbym, by pianą
na fali krótkotrwałą
stało się życie,
co gdy się długo wlecze,
tak zda się beznadziejne...


*****
Że jako starzec
ponownie cię zdobędę
czyż mogłem marzyć?
Tej nocy los był łaskaw,
o! szczycie Nakayama...


*****
Choć niewrażliwe
to moje serce mnisze,
smutnym, gdy widzę
brodzące trzęsawiskiem
słonki w jesienny wieczór.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 407
Podziękowania: 178/134
Wysłany: 2014-12-22, 00:02   

Dwa smutne wiersze Jana Lechonia, które poznałem ledwie kilka dni temu. Nie przypominam sobie żadnych innych, z których treścią bardziej bym się teraz identyfikował. W drugim polecam przyjrzeć się - jako najważniejszym - trzecim wersom z każdej zwrotki – to w nich jest wszystko.



OEDIPUS REX

Przypomniał mi się nagle, zasypany w piachu,
Sfinks stary, z którym przecież znamy się od dziecka.
I znowu pomyślałem, lecz teraz bez strachu:
Wszystko może się skończyć jak tragedia grecka.

Bo chociaż zawsze przy mnie rozbrzmiewa głos tkliwy
I stoi dom spokojny pod laurów ozdobą,
Sfinks stary mi powiedział: <<Nie będziesz szczęśliwy
I musisz wszystko rzucić, ażeby być sobą>>.

Pod niebem dotąd czystym, co nagle się mroczy,
Nie skazany przez Boga, nie wyzuty z ziemi,
Rozsądziłem sam siebie i, jak Edyp oczy,
Wyrywam z siebie serce rękami własnemi.



<<BZY W PENSYLWANII>>

Przed domem uschły biały bez,
Ulica szarą zaszła mgłą.
Smutek bez sensu i bez łez.
...You know, you know...

Lokomotywy nocą gwizd
Gdy się w tej mgle powoli szło.
I szary dzień i smutny list.
...You know, you know...

Potem pod ziemią węgiel wierć
I sennie w barze patrz we szkło.
Co dzień to samo. I już śmierć.
...You know, you know...
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 407
Podziękowania: 178/134
Wysłany: 2017-12-21, 11:01   

AERUMNARUM PLENUS
Cyprian Kamil Norwid


1
Czemu mi smutno i czemu najsmutniéj,
Mamże ci śpiewać ja — czy świat i czas?...
Och! bo mi widnym strój tej wielkiej lutni,
W którą wplątany duch każdego z nas.

2
I wiem, że każda radość tu ma drugę,
Poniżej siebie, przeciw-radą łzę,
I wiem, że każdy byt ma swego sługę,
I wiem, że nieraz, błogosławiąc, klnę.

3
Czemu mi smutno? — bo nierad bym smucić,
Ani przed sobą kłamstwa rzucać cień,
By skryć, jak czego nie można odrzucić,
By uczcić, czego wyciąć trudno w pień.

4
Więc to mi smutno — aż do kości smutno,
I to — że nie wiem, czy ten ludzi stek
Ma już tak zostać komedią-okrutną,
I spać, i nucić, śpiąc: „T o — t a k i w i e k!”

5
Więc to mi smutno i tak coraz gorzéj,
Aż od-człowiecza się i pierś, i byt,
I nie wiem, czy już w akord się ułoży,
I nie wiem, czy już kiedy będę syt!...

6
I nie wiem -- czy już będę mógł nie wiedzieć,
Że coraz ż y w o t mniej uczczony tu —
Że coraz łatwiej przychodzi powiedzieć,
Ze snu się budząc: „W r ó ć m y ż znów do snu!”

1850
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
morgan, memory, Namarcha
Ruffle_truffle 


Wiek: 32
Posty: 1041
Podziękowania: 23/86
Skąd: Podkarpacie
Wysłany: 2021-04-27, 10:21   

Bursa Andrzej

Z zabaw i gier dziecięcych

Gdy ci się wszystko znudzi
spraw sobie aniołka i staruszka
gra się tak:
podstawiasz staruszkowi nogę że wyrżnie mordą o bruk
aniołek spuszcza główkę
dasz staruszkowi 5 groszy
aniołek podnosi główkę
stłuczesz staruszkowi kamieniem okulary
aniołek spuszcza główkę
ustąpisz staruszkowi miejsca w tramwaju
aniołek podnosi główkę
wylejesz staruszkowi na głowę nocnik
aniołek spuszcza główkę
powiesz staruszkowi "szczęść Boże"
aniołek podnosi główkę
i tak dalej
potem idź spać
przyśni ci się aniołek albo diabełek
jak aniołek wygrałeś
jak diabełek przegrałeś
jak ci się nic nie przyśni
r e m i s

Czytany: 4510 razy
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group