Poprzedni temat «» Następny temat
Szczątki, wątki i zaczątki
Autor Wiadomość
Aristo 
Legenda


Posty: 373
Podziękowania: 164/125
Wysłany: 2020-02-29, 02:21   Szczątki, wątki i zaczątki

Kilka wynalezionych na dysku ułomków różnych rzeczy sprzed lat. Więcej nie ma i nie będzie.


Ułomek 1.

[...]
Kagain, zagrzany gniewem, wpada jako pierwszy na piętro. Łapię go za kołnierz i przytrzymuję; przecież nie możemy tak w ciemno wbiegać z bronią do komnat i straszyć gości; trzeba obadać sytuację. Przystawiam ucho do szpary w najbliższych drzwiach i słyszę jakiś głosik: "Oj! Oj! Panie Piotrku, ale co pan chce zrobić? Tam nie wolno, to niezgodne z naturą. Chi chi chi, ja się boję... Piii!" - potem znowu chichoty i radosne dziewczęce piski. "To nie tu" - mówię do drużyny i podchodzę do kolejnych drzwi. Tu z kolei da się usłyszeć fragment dialogu: "...skąd takie zmiękczenie. Może to z przepracowania? Przykro mi, pani, ale dziś raczej nic z tego nie będzie." - "Jutro nie będę mogła, muszę dłużej zostać w szkole... Ale są na to sposoby. Ułóżcie się wygodnie, panie. Zrobię wam coś, czego nauczyłam się niedawno, jak byłam na pielgrzymce." - (...) - "Czujecie, że już lepiej, panie?" - "Tak, nie przerywajcie, pani. Idzie wam całkiem gracko." - Eee tam, brzmi jak zwykła schadzka, a ten męski głos to jakby kowala Taeroma. Może dalej będziemy mieć więcej szczęścia. Drzwi do kolejnej komnaty są leciutko uchylone, więc może podsłuchiwać cała drużyna. Naszych uszu dochodzą jednak tylko strzępki zdań, bo wewnątrz jest ogólnie gwarno, a do tego mówiącym brakuje chyba gibkości w językach: "Cholerne rabuśniki..." (...) "Śnieżana, Hudiszka, Varvara, dolejcie nam wina!" (...) "...tępy karakan..." (...) "...zakopać w ziemi zaraz jak się urodził." Mówiono jeszcze coś, czego nie dało się zrozumieć, po czym buchnął zbiorowy śmiech. Kagain nie wytrzymuje dłużej i wpada z obnażoną bronią do środka, my za nim. Z pokoju wybiegają z piskiem nagie dziewki; trzech mnichów siedzi za stołem i patrzy półprzytomnym wzrokiem, czwarty stoi, trzyma się krzesła i ni to śpiewa, ni to rzyga. Kagain ogląda suto zastawiony stół i wrzeszczy: "No taak! Czarny lotos, szampan, kurwy!! A krasnoludowi klątwę na łeb i niech zapierdala na jakieś bagna i z powrotem!"
[...]


Ułomek 2.

W rozdziale VI encounter w jednej z gospód w Athkatli.
Do gospody wpada krasnolud wraz z drużyną i robi wokół siebie dużo szumu:
- Karczmarzu! Dla mnie na początek zimne nóżki i kwaterkę wypalanki, a potem ma być koźle udo! Grajkowie! Spiszcie się dobrze, a nie pożałujecie, bo odwiedzili was dzisiaj Księżycowi Straceńcy! Dziewki służebne, starajcie się i bądźcie miłe, a tej, która najbardziej poluzuje gorset, ochłodzę piersi garścią złotych monet. Haha! Jesteśmy Księżycowi Straceńcy, najprzedniejsza drużyna po tej stronie Cormyru, a kto się z tym nie zgodzi, będzie miał ze mną do czynienia! Masz coś do powiedzenia, młokosie?

Opcja 1:
- Rad<PRO_HESHE> jestem, panie, że możemy spotkać tak znamienitego łowcę przygód, a choć i nam nie brakuje doświadczenia, to chętnie posłuchamy opowieści o twoich przygodach i czynach orężnych.
- Ha! Widzę, że masz trochę oleju w głowie, a do tego gibko obracasz jęzorem! Ale na mnie nie działają takie cukrowane słówka. Powiem ci coś, przynieś tu beczułkę najlepszego trunku, jaki jest w oberży, a może spędzimy miło resztę dnia razem.
[U karczmarza trzeba kupić baryłkę zamorskiego rumu za 300 sztuk złota; w wyniku tego następuje animacja odpoczynku, a w dzienniku pojawia się pomniejszy quest, który Ganmor odstępuje naszej drużynie.]
[Quest 1]
Do zdobycia m.in. rękawice 'Dziesiątka Gwiazdusa'

--------------------
Rękawice 'Dziesiątka Gwiazdusa'
Nie wiadomo tak właściwie, dlaczego Gwiazdus, młody i ambitny kapłan Gonda z Waterdeep, postanowił stworzyć te rękawice ochronne. Być może zamierzał wyruszyć kiedyś na poszukiwanie przygód, a może po prostu chciał się oderwać od konstruowania mechanicznych urządzeń. Dość powiedzieć, że nie zważając na drwiny kolegów, nie korzystając prawie z niczyjej pomocy, wiedząc niewiele o zaklinaniu, a jeszcze mniej o rękawicznictwie, z taką zapalnością wziął się do pracy, że w dwa lata wykończył pierwszą, całkiem udaną rękawicę, a po upływie kolejnych dwóch lat zaprezentował kompletną parę. Rękawice zostały skrojone tak, że pasują wyłącznie na ludzkie dłonie. Wykonano je z miękkiej skóry, ale w wielu miejscach zostały wzmocnione metalowymi łuskami i kółkami. Każdy z palców został oddzielnie umagiczniony, by zapewniać inny rodzaj odporności, przy czym ochrony te są minimalne i większość poszukiwaczy przygód może je uznać za niewystarczające.

PARAMETRY:

Specjalne:
+1 do rzutów obronnych
+5% do odporności na magię
+5% do odporności na ogień
+5% do odporności na zimno
+5% do odporności na elektryczność
+5% do odporności na kwas
+5% do odporności na obrażenia sieczne
+5% do odporności na obrażenia kłute
+5% do odporności na obrażenia obuchowe
+5% do odporności na obrażenia od pocisków
Waga: 2
Mogą używać: tylko ludzie
--------------------

Opcja 2:
- Zamknij pysk, synu szczura i purchawki, bo złapię cię za ten jęzor i przytnę go równo z zębami! Będzie można wreszcie zjeść i wypić w spokoju.
- Słyszałyście to, baby?! Ktoś tu prosi się o kłopoty, ale w gospodzie nie będziemy robić burdy. Dopadniemy was na mieście, możecie być tego pewni!
[Przy przejściu między dzielnicami Athkatli encounter - walka z drużyną Ganmora.

Lunar Forlorns:
* Ganmor the Almigty - krasnolud berserker; 19/15/19/14/10/14; ciężki kolczasty pancerz; topór 'Lodovic's Folly';

* Crimson Cee - kobieta, kensai 7/mag; 16/18/15/17/12/17; przydomek pochodzi od szkarłatnych szarf i pasków, którymi okrywa gdzieniegdzie swe ponętne ciało; bronie egzotyczne +3; czary ochronne i oddziałujące na umysł;

* Yromme Twin Hammer - wojownik; 20/12/18/8/9/6; stara, doświadczona półogrzyca, która należała już przynajmniej do pół tuzina drużyn, i choć była zawsze wypychana na pierwszą linię walki, to jako jedyna z tych drużyn przeżyła, przypłaciwszy dotychczasowe przygody licznymi bliznami i utratą dwóch palców lewej dłoni: małego i pierścieniowego; dwa bliźniacze młoty +2: 'Magni' i 'Modi';

* S-Q - elfia czarownica; 12/17/14/18/15/13; czary ofensywne i permutacje; magiczna pała "Whorebreaker";

* Valerca - krasnoludka, wojownik/złodziej; 17/17/17/10/11/8; najwredniejsza postać w drużynie, zasłania ciągle twarz, ukrywa się w cieniu; zatruty krótki miecz +3, mikstury niewidzialności, strzałki zranień.

Ganmor posiada zawsze 150% doświadczenia protagonisty i odpowiadający temu doświadczeniu poziom, Yromme - 100%, pozostali po 75%. Walka toczy się do momentu, kiedy zdrowie wszystkich członków jednej z drużyn zostanie sprowadzone do 1HP; drużyna przegrywająca traci oręż o najwyższym umagicznieniu; w przypadku naszej wygranej zawsze otrzymujemy topór Ganmora.]

--------------------
Topór +5: 'Szaleństwo Lodowika'
Ten solidny krasnoludzki topór został wykonany na specjalne zamówienie dla Kiorrego, syna Lodowika z klanu Ghalmrin, i tylko w jego ręku mógł ujawnić pełnię swojej mocy. Po dotknięciu rękojeści rozbłyskują na głowni topora dwie błękitne krasnoludzkie runy. Topór wydaje się też reagować na dobry charakter użytkownika oraz na to, czy dzierży go krasnolud, co skutkuje zapaleniem się kolejnych run.

PARAMETRY:

Obrażenia: 1K8 +2
TraK0: +2
Typ obrażeń: sieczne
Specjalne:*
+1 do obrażeń i TraK0, gdy topora używa krasnolud
+1 do obrażeń i TraK0, gdy topora używa postać o dobrym charakterze
Waga: 7
Opóźnienie: 2
Rodzaj biegłości: topory
Typ: 1-ręczna
Nie może używać:
Druid
Kapłan
Mag
Złodziej
--------------------

Topór jest rozpoznawany przez Cromwella:
- Co ja widzę? Czyżby to ten niesławny oręż, który stary Lodowik kazał wykonać dla syna? Smutna historia, ojciec poświęcił prawie cały majątek na ten topór, a synalek dał się rozszarpać trollom i nawet nigdy go nie użył. Mogę wam dać do przeczytania książkę na ten temat.

Książka "Szaleństwo Lodowika"
Lodowik Dwie Brody z klanu Ghalmrin zamieszkującego Góry Gwiezdnego Szczytu był szanowanym wojownikiem, który przez wiele dekad bronił swojego ludu przed różnymi zagrożeniami, szczególnie tymi czającymi się w głębi ziemi. Podziemne rzeki i jeziora lawy, do których dokopały się krasnoludy w poszukiwaniu złóż klejnotów przyciągały bowiem różne stworzenia ze sfery ognia, które atakowały pracujących górników. Marzeniem Lodowika było, aby jego jedyny syn, Kiorre, został nie tylko równym jemu samemu wojownikiem, ale bohaterem klanu, o którym następne pokolenia będą układać sagi. W tym celu postanowił stworzyć dla niego broń szczególnie przydatną w walce z ognistymi istotami. Do odpowiedniego umagicznienia solidnego topora z krasnoludzkiej stali potrzebne było serce lodowego olbrzyma, po które trzeba było wyprawić się na daleką północ, krew Kiorrego, by topór mógł służyć w pełni tylko jemu, ogromna ilość pieniędzy i klejnotów na opłacenie najlepszych zaklinaczy, a następnie lata wytężonej pracy. Kiorre w tym czasie nie próżnował, szkoląc się w wojennym rzemiośle i podróżując wraz z przyjaciółmi po Tethyrze i poza nim. Gdy topór był już ukończony i czekał na powrót właściciela, do Lodowika dotarła wieść o śmierci Kiorrego, który zginął w walce z trollami na Przełęczy Małego Zęba. Nie da się żadnymi słowami opisać smutku Lodowika, który zaszył się w domu i nie chciał z nikim rozmawiać. Po kilku latach rozpacz przerodziła się w obłęd. W przypływach szaleństwa nieszczęsny krasnolud wybiegał z domu i atakował każdego, kogo ujrzał na ulicach miasta, by następnie, po odzyskaniu świadomości, gorzko żałować i przepraszać. W końcu, w jednym z okresów jasności umysłu zrozumiał, że stanowi ciężar i zagrożenie dla własnego klanu. Przywdział swoją wysłużoną zbroję, wziął zaufany młot i zapuścił się w najgłębszy z chodników kopalni, by tam stoczyć swoją ostatnią walkę. Po śmierci Lodowika jego rzeczy rozdzielono pomiędzy dalszych krewnych. Topór przeznaczony dla Kiorrego nie cieszył się wśród członków klanu dobrą sławą, postrzegany był jako symbol niezdrowej pasji prowadzącej do obłędu i został wkrótce sprzedany kupcowi w Zazesspur.


- On musi być silniejszy. Potrafisz go ulepszyć?
- On już jest silniejszy. Jak tylko wziąłem go w rękę, to zabłysła trzecia runa, pewnie dlatego, żem krasnolud.** Idę o zakład, że wszystkie pięć run zapaliłoby się tylko w ręku Kiorrego, bo topór był przeznaczony specjalnie dla niego. Odblokowanie pełnej mocy wydaje się dziecinnie proste, ale jednocześnie byłoby trudne do wykonania. Topór musi "czuć", że trzyma go Kiorre, więc wystarczyłby kawałek jego skóry, który można by zespolić na stałe z rękojeścią.
- W tym celu trzeba by jednak zbezcześcić grób krasnoluda, a wcześniej znaleźć miejsce pochówku.
- Z tego co mi wiadomo, to Kiorre został pochowany w Targowie. Tam donieśli szczątki jego kompani, a ojciec nie miał już głowy do tego, by sprowadzić ciało do domu. Wszystko to wydarzyło się ze 60 lat temu, więc trudno powiedzieć, czy znalazłby się na szczątkach względnie dobrze zachowany kawałek skóry wielkości, powiedzmy, wewnętrznej strony dłoni. Co do zbezczeszczenia ciała, to mierzi mnie to bardziej niż kogokolwiek innego, ale myślę w ten sposób: jeśli jest szansa na przywrócenie mocy tak zacnego oręża i na to, żeby choć po śmierci spełniła się wola Lodowika i Kiorre użył swojej broni, to warto to uczynić.
[Quest 2]
Po odzyskaniu dłoni Kiorrego i ulepszeniu topora:
- I gotowe. Jednego nie przewidzieliśmy: teraz wszystkie runy jarzą się bez przerwy, nawet gdy topór będzie tylko uwieszony u pasa. Gdyby miał go używać łowca, to będzie mu trudniej się ukryć. Ale to wciąż świetny kawał krasnoludzkiego rzemiosła. Jedyne, o co was proszę, to żeby nosił imię dawnego właściciela.

--------------------
Topór +5: 'Gasiciel Kiorre'
Ten solidny krasnoludzki topór został wykonany na specjalne zamówienie dla Kiorrego, syna Lodowika z klanu Ghalmrin. Po przywróceniu jego pełnej mocy zapewnia on siłę oraz część odporności, ale też słabości lodowych olbrzymów. Choć został zaprojektowany specjalnie do walki przeciwko stworzeniom wywodzącym swą siłę z ognia, to ze względu na znaczne umagicznienie i możliwość zadawania dodatkowych obrażeń od chłodu sprawdzi się też w walce z innymi przeciwnikami.

PARAMETRY:

Obrażenia: 1K8 +5, +10 pkt obrażeń od zimna
TraK0: +5
Typ obrażeń: sieczne
Specjalne:
Siła lodowego olbrzyma: 21
Odporność na choroby i trucizny
+30% do odporności na zimno
-30% do odporności na ogień
-20% do krycia się w cieniu
Każde trafienie unieruchamia na jedną rundę ogniste olbrzymy i ifrity, zabija pozostałe stworzenia ze sfery ognia, np. żywiołaki, salamandry, mefity magmy, ognia czy dymu
Waga: 7
Opóźnienie: 2
Rodzaj biegłości: topory
Typ: 1-ręczna
Nie może używać:
Druid
Kapłan
Mag
Złodziej
--------------------

[Niezależnie od opcji wybranej przy pierwszym spotkaniu z Ganmorem, przed finałową walką z Bodhi w Dzielnicy Cmentarnej spotykamy Cee i S'q. Ganmor wysłał je, bo wywiedział się o naszej sprawie i uznał, że takim milkdrinkerom może się przydać wsparcie. Po wygranej walce oznajmiają, że nie wrócą do Ganmora, bo chujbas, i wolą założyć własną drużynę, a na razie mogą podróżować z nami (stają się postaciami przyłączalnymi na resztę gry).]


* Właściwości specjalne zmałpowane oczywiście z topora 'Harrow' z Arcanum.
** Cromwell ma charakter neutralny, więc uaktywnił tylko trzecią runę.


Ułomek 3.

Noce V.

[...]
Kiedy ciemność roztacza ciężkie swe ramiona
Śląc jednym ukojenie, drugim senną trwogę,
Z czeluści niepoznanej wynurza się Ona
I wyrusza bezgłośnie w złowieszczą swą drogę.

Straszniejsza od tej nocy, która ją okala,
Sunie zjawa nieziemska poprzez mrok duszący,
Plugawi czyste myśli, strach w sercach rozpala,
Hejnał śmierci odgrywa dzieciątkom łkającym.

- Tak śpiewają, me dziecię, o Królowej Mroku,
Lecz nie daj wiary głupcom, nie widzieli oni
Alabastru Jej ciała, turkusowych oczu...
Jam je poznał, znów pragnę zgubić się w ich toni.

Ja, szalony, przysięgę złożyłem jedyną
Dać ofiarę z krwi, smutku i dziecięcych marzeń.--
Ty drżysz? - To tylko sztylet, nie bój się, dziecino,
Ja już krwawię -- nie widzisz? -
Spotkamy Ją razem.
[...]


Ułomek 4.

- [...] więc może przy okazji i ten pergamin dałoby się odzyskać.
W milczeniu zaczęliśmy szykować się do dalszej drogi rozmyślając jednocześnie nad całą tą historią, a osioł w tym czasie gałęzią leszczyny trzymaną w zębach zacierał ślady kopyt na grzędach. Już mieliśmy się żegnać z osłem, gdy z sadu na teren ogródka wpadła... Kasia. Spotkanie musiało być dla niej jeszcze bardziej niespodziewane niż dla nas, bo na chwilę przystanęła z szeroko otwartymi oczami.
- Aa, to panowie tu obozują? - zapytała odzyskawszy nieco śmiałości.
- Właśnie zbieramy się do drogi - odpowiedziałem uprzejmie. - A panienka po warzywa zapewne?
- Nie, nie - zaprzeczyła - nasz warzywnik jest całkiem gdzie indziej. Kotka mojego szukam, a wiem, że lubi przychodzić w te leszczyny. O, tam jest... - i wskazała na miejsce, gdzie pod jedną z leszczyn wylegiwał się duży, pręgowany kocur.
- Mruczmund, wracaj natychmiast do domu! - zawołała na kota. Musiała jednak mieć u niego niski autorytet, bo kocur ani myślał gdziekolwiek iść i tylko zmienił pozycję na siedzącą, a spostrzegłszy, że skupiło się na nim zainteresowanie, zmrużył oczy i zaczął z zadowolenia ugniatać przednimi łapkami podłoże.
- To i osioł Lizoniów tu jest? - Kasia na chwilę dała spokój kotu. - Ale to wygonić go trzeba, bo wszystko tu zeżre.
- To dobry osiołek - mówię - przyjacielski, biwakował tu z nami. Niech panienka wyrwie jaką marchewkę i go poczęstuje.
- Żeby mi zębcami palca odkąsił? - oburzyła się Kasia - Zresztą gdzie ja bym go tam karmiła, jak to największy we wsi żarłok, włóczęga i złodziej. Ludzie się już skarżą do starego Lizonia, bo puszcza go tak, żeby chodził wolno, a ten gdzie co znajdzie do jedzenia, to myśli, że jego. A mnie to nawet raz, jak zostawiłam rzeczy do prania nad rzeką i na chwilę odeszłam, wyciągnął koszulkę nocną z koszyka i chciał gdzieś wynieść. Dobrze, że zaraz wróciłam i jak zobaczył, że go gonię, to wypuścił koszulkę i spierdolił. Mówię waszmościom, najlepiej to od razu wziąć miecza i mu bebechy wypuścić!
Osioł w tym czasie stał ze spuszczonym łbem i położonymi uszami i sprawiał wrażenie bardzo zawstydzonego. Ja tam jednak wiedziałem, że wcale się nie wstydził ani nie smucił, a wręcz przeciwnie, śmiał się w duchu, co znać było po merdaniu ogonem i po tym, jak mu się boki trzęsły.
- Wielka rzecz koszulka. W samych majteczkach mogła panna spać - zachciało mi się podroczyć z Kasią.
- Nigdy żadnych nie miałam. Tu na wsi nie stać dziewczyn na takie zbytki... - odpowiedziała zakłopotana, po czym zmieniła temat - Ale może panowie chcą się trochę posilić przed podróżą, to zapraszam do nas. Usmażę panom jajka. Murzynka też wczoraj upiekłam i dużo jeszcze zostało.
Nagle całą drużynę naszła ochota na grube żarty:
- Panience w głowie to jajka, to murzynki, a my właśnie przed chwilą się głowiliśmy, jak tu panience pomóc i gdzie szukać lekanta.
- Ale zajmiemy się tym, spokojna głowa.
- Na razie proszę trzymać się dzielnie.
- I kąpieli chłodnych zażywać. Ponoć dobre na palenie w podbrzuszu.
Kasia poczerwieniała ze wstydu i złości, po czym wybuchnęła:
- Coo? Waszmościowie specjalnie mnie tu zwabili, żeby obśmiać albo i wykorzystać! Każdy tylko chce dokuczyć biednej wiejskiej dziewczynie... (chlip) No jak tak można? - i puściła się biegiem w stronę zabudowań.
Wołamy za nią:
- Przecież wcale nie zwabialiśmy!
- Panienka nie ucieka!
- My tylko żartujemy!
- Panno Kasiu!
Ale nic to nie pomogło, bo ciągle chlipiąc jeszcze przyspieszyła biegu, że spod spódnicy mignęły nam tylko kształtne stopki i fragment różowej łydeczki.
- Ha! Dziewka jak piec! - zawołał osioł - Niech no tylko odzyskam ludzką postać - tu spojrzał na nas znacząco i zamrugał zalotnie ślepiami - to coś tu podziałam.
Zrobiło nam się w każdym razie trochę głupio, ale też myśleliśmy, że dziewczyna jest śmielsza i raczej sama pożartuje albo nam odpysknie, a nie że się rozbeczy. Trzeba będzie na serio jakoś jej pomóc, a wpierw może czymś udobruchać. Na razie założyliśmy plecaki i pożegnaliśmy osła obiecując mu zgłębić tajemnicę opuszczonej wieży w czasie, który uznamy za stosowny. Ja zaś w dzienniku zapisuję: rozmówić się z dziadkiem Fugazym, odzyskać rzeczy Łysego, zbadać wieżę i to, co się pod nią kryje.
Ostatnio zmieniony przez Aristo 2020-03-02, 01:09, w całości zmieniany 2 razy  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 373
Podziękowania: 164/125
Wysłany: 2020-02-29, 02:25   

Ułomek 5.

"Trzy miliony moich ulubionych sztuk złota"

[...]
Gnom, którego mamy złapać i przesłuchać, co kilka dni przed południem odbywa wędrówkę z górnego miasta przez targ do portu, gdzie załatwia swoje szemrane interesy. Działamy oczywiście zupełnie nieoficjalnie, a i gnom pozuje na uczciwego obywatela. Trzeba więc postępować ostrożnie i nie dać się złapać stróżom porządku, bo wtedy to my zostaniemy uznani za winnych. Zasadzkę szykujemy przy końcu targowiska, gdy będzie wracał z portu: momentalnie otoczymy go w tłumie, zatkamy mu gębę, damy poczuć coś ostrego na żebrach i odprowadzimy w boczną uliczkę.
***
Wreszcie się pojawił. Początkowo szło dobrze, szliśmy przez jakiś czas za nim, ale musiał coś zwąchać, bo nagle wszedł do sklepiku z nićmi i wstążkami. Nie ma stamtąd tylnego wyjścia, pozostało więc czekać. Po kilku chwilach jakaś baba próbowała dostać się do tego sklepu, ale drzwi okazały się zamknięte; dziwna sprawa. W końcu jednak wylazł, a raczej wyskoczył cały w skowronkach stukając obcasami. Cieszy się mały skurwiel, chyba myśli, że nas zgubił. My w tym czasie podzieliliśmy się już wcześniej na dwie grupy, żeby tym łacniej zagrodzić mu drogę z przodu i z tyłu i zrobić swoje. Uszedł może ze trzydzieści kroków, gdy przystąpiliśmy do działania. Psiakość, nie wyszło tak, jak planowaliśmy i kilku przechodniów przystanęło spostrzegłszy naszą krótką szamotaninę. Co gorsza, zainteresował się tęgi, wąsaty strażnik miejski, który przystąpił do nas i zapytał:
- Co to za przepychanki, obywatele? Ha?
Gnom już wcześniej usłyszał na ucho, że ma siedzieć cicho, inaczej koniec z nim, więc stał sparaliżowany strachem, ja zaś rzucam strażnikowi ściemę starą jak świat:
- Kolega przesadził z piwem. Próbujemy odprowadzić go do domu, do żony, ale się opiera.
I pewnie wszystko by się dobrze potoczyło, bo ospały strażnik nie miał chyba ochoty na dłuższą interwencję i nie przejawiał więcej zainteresowania, gdyby złe licho, które nigdy nie śpi, nie nadało jakiejś małej, nawet nie na półtora łokcia wysokiej niziołczej dziewczynki, w okularkach i z wielkim tornistrem szkolnym na pleckach, która wypiszczała:
- Nieprawda, panie konstablu, ja widziałam, jak bili tego gnoma.
Parę osób ze zbiegowiska przytwierdziło, choć niczego takiego nie mogli widzieć. Gnom nie był w ciemię bity, od razu skurczył się jeszcze bardziej w sobie i z udawanym obłędem w oczach zaczął rozglądać się trwożliwie dookoła. Posypały się głosy:
- Na bogów, co oni mu zrobili? Prawie oszalał ze strachu!
- A jaki ma potargany surdut.
- Weźcie tych kilka sztuk złota, dobry gnomie - zaoferował się jakiś bogaty mieszczanin - i idźcie najlepiej prosto do świątyni. Niech kapłani was tam przebadają.
Mało mnie szlag nie trafił, a głupi strażnik słucha ich wszystkich, tylko nie mnie. Gnom oczywiście nie dał się prosić. Capnął pieniądze i tyle go widzieliśmy. Tymczasem wstrętna dziewczynka, trzymając strażnika za rękaw, z noskiem zadartym do góry, podjudzała dalej w najlepsze:
- I jeszcze słyszałam, jak obrażali tamtego pana - powiedziała wskazując paluszkiem na żebraka, który skulony siedział pod ścianą.
No rzeczywiście, kilka chwil wcześniej zaczepiał mnie żebrząc o pieniądze, ale usłyszał zwyczajowe "Spieprzaj dziadu!" i dał spokój. W końcu nie wytrzymałem:
- Zamknij dziobek, mała! - warknąłem kłując ja palcem w obojczyk - Płacą ci za te oszczerstwa?
Dziewczynka pod ciężarem tornistra klapnęła na tyłek. Z kieszeni kapotki wypadła jej papierowa torebka, z której rozsypały się po ulicy prażynki. Mała od razu zaczęła płakać wniebogłosy, a tłumek zamruczał groźnie:
- No trzymajcie mnie, jeszcze dziewczynkę będzie tu bił!
- Może ze mną się poprzepychasz? - rzucił jakiś grubas.
- Odwal się byku od dziecka!
- Dlaczego jej wierzycie? - próbuję się bronić. - Ta dziewczynka jest zła! Kłamie!
- Znam dziewczynkę, mieszka na mojej ulicy - zaprotestował ktoś z tłumu. - To malutka Li, córka bakałarza Rumianusa. To rodzina porządnych niziołków!
Jakiś mocno zawiany gość, jak to podpici mają w zwyczaju, zaczął "doradzać":
- Panie władzo, tu nie ma co się szczypać. Od razu upierdolić łeb i po krzyku. Wyjdzie taki z więzienia i znowu zacznie napadać. Ja widziałem w Neverwinter...
- Odstąp, obywatelu! To miasto potrafi sobie jeszcze radzić z tymi, co naruszają porządek - zgromił go strażnik i machnął ręką na przechodzący w pobliżu patrol gwardzistów.
***
Zabrali nas do siedziby Płomiennej Pięści, gdzie dostaliśmy za naruszenie spokoju publicznego po pięć dni kozy z zamiennikiem na 15 sztuk złota grzywny za jeden dzień. Płacimy po 75 złotych sztuk monety od łebka, bo nie możemy przecież tracić tyle czasu. Gnoma i tak znajdziemy, i nawet dostanie podwójne wpierdol za to, cośmy musieli zapłacić i przeżyć na ulicy. [...]

EPILOG
Jeszcze nie wybiła godzina zamknięcia sklepów, gdy właścicielka sklepiku z konfekcją, pani Deriana, w pośpiechu zamknęła interes i wyraźnie czymś zaaferowana, krokiem na tyle dziarskim, na ile pozwalał jej średni już wiek i wdowieński stan, roztrącając przechodniów pomknęła do stoiska swojej największej przyjaciółki i powierniczki, kołdziarki Emmy.
- Mówię pani, koleżanko - zaczęła - co mnie dzisiaj spotkało, to świat nie widział. Że to bogowie się na to godzą...
- Ale co się stało? Okradli panią?
- Żeby tylko... Wie pani, jak to w dzisiejszych czasach trudno o dobrego chłopa...
- Wiem, wiem, kilku w życiu miałam. Każdy miał być dobry i każdy tak samo bijał.
- Nawet nie o to chodzi. Mnie, wdowie niezbyt majętnej, to szczególnie trudno jakiegoś zdobyć. Ale mój brat wczoraj powiedział mi, że jakiś pan chce mnie poznać i może odwiedzi mnie jutro w sklepie. Tak też się stało. Od razu wiedziałam, że to musi być ten, bo do mojego sklepu przecież mężczyźni nie przychodzą. A że akurat gnom, to trudno, w mojej sytuacji nie mogę być wybierna. Pan gnom nic nie mówił, wyglądał nerwowo przez okno. Był jakiś zakłopotany, spłoszony, ale wzięłam to na karb okoliczności. Ponieważ rozmowa się nie kleiła, zaproponowałam seks francuski. Zamknęłam drzwi na klucz, postawiłam pana gnoma na taborecie...
- I udało się?
- Udało się. A potem on zeskoczył ze stołka, nic w ogóle nie powiedział, tylko otworzył sobie drzwi i wyszedł.
- No wie pani...
- Szczerą prawdę mówię. To ja okazałam serce, poświęciłam się, i co?
- Ale że to rodzony brat tak panią załatwił.
- No widzi pani... Tych wszystkich chłopów to najlepiej by ustawić pod płotem i z łuku wystrzelać. (chlip)



Ułomek 6.

[...]
Rozmowa z ciężarną córką właściciela gospody gdzieś na szlaku.

- Dzielni podróżnicy, jeśli macie choć trochę dobra w sercach, to błagam was, pomóżcie nieszczęsnej dziewczynie odzyskać męża, a jej nienarodzonemu dziecku ojca. (chlip)
- Nie musicie dalej szukać pomocy, pani. Powiedzcie, co się przytrafiło waszemu mężowi.
- Nie wiem, co mu się przytrafiło i nie był jeszcze moim mężem. Gościł pół roku temu w naszej gospodzie przez krótki czas, a potem musiał wyjechać.
- To taka krótka była to znajomość? Równie dobrze mógł panienkę wykorzystać jakiś szaławiła.
- (sniff) Nie nazywał się wcale Szaławiła, tylko Kill'ver...
- Łooo! To już po samym imieniu znać, że to jakiś cwaniak kuty na cztery kopyta.
- No skąd! To dobry chłopiec. I nawet mówił, że dlatego wyjechał na prowincję, bo ukrywa się przed złymi ludźmi, więc chciał posiedzieć u nas kilkanaście dni i może przy okazji spenetrować jakiś loszek. Chyba też jest trochę poszukiwaczem przygód.
- Niekoniecznie, ale loszek jak widać spenetrował.
- Gdzie tam! Cały czas siedział w gospodzie, nawet nosa nie wyściubił.
- Ech, nieważne. Tak czy inaczej coś łatwo dała się waśćka omotać.
- Chciałam kochać (sniff) i być kochana... A on tak pieściwie przemawiał, tak w oczy patrzał; przyniewalał do całunków, kupował słodkie kukiełki, nazywał śliweczką (chlip) i żabulcem. A jak dobrze obłapiał! Nie było dnia, żebym nie dostała orgazmu sutkowego. No a potem jakoś tak od słowa do słowa i w końcu zaszłam w ciążę.
- Ale gdzie go w ogóle szukać? Chyba mówił coś o sobie?
- Mówił, że mieszka w Athkatli, że pracuje jako grubiański kapitan* i zarabia masę pieniędzy. Obiecał, że niedługo przyjedzie po mnie, weźmiemy ślub i pojedziemy w podróż do Evereski. Ale wtedy był akurat w trudnej sytuacji, więc kiedy papy nie było, to poszliśmy razem do schowka i w tajemnicy pożyczyłam mu 200 sztuk złota.
- No ładnie, to i tata dołożył się do tego interesu.
- Nie, papa się nigdy nie dowiedział, chi chi, bo tamtej nocy, po tym, jak już Kilvuś wyjechał, akurat mieliśmy tu włamanie i zginęły wszystkie pieniądze.
- No jasne, jak by mogło być inaczej...
- Ale to nic, jak tylko Kilvuś się odnajdzie, to wszystko się ułoży. Tylko do Evereski chyba na razie nie pojedziemy, bo z malutkim dzieckiem to będzie raczej kłopot...
- Eeech...
[...]


* Tłumaczenie "ruffian captain" w BG2 jako "grubiański kapitan" wydaje się być błędnym wyborem tłumaczy. Słowo "ruffian" to w tym wyrażeniu rzeczownik, który w innym miejscu, gdy występuje samodzielnie, tłumaczony jest jako "opryszek" czy "zbój". "Ruffian captain" to zatem nie kto inny jak "herszt opryszków". Analogicznie mamy: pirate captain - herszt piratów. Co do samego słowa "captain", to i spotykane niekiedy "hobgoblin captain" winno być raczej tłumaczone jako herszt, nie zaś kapitan hobgoblinów.


Ułomek 7.

W wiosce N., liczącej sobie sześć czy siedem skromnych zagród, nawet nie musieliśmy pytać, czy mieszkańców nękają jakieś problemy. Gdy tylko zauważono we wsi naszą grupę i upewniono się, że nie jesteśmy rabusiami, kmiecie zaczęli na przemian to błagać o ratunek przed jakimś potworem, to głośno płakać i biadać nad swym losem. W końcu, wśród próśb, lamentów i wzajemnych przekrzykiwań ustalono, że pójdziemy z gospodarzem Vincelotem, który - jak twierdzono - choć żadnej funkcji w wiosce już nie pełni, to przewyższa innych rozumem i wyrobieniem, i najlepiej rzecz całą naświetli. Vincelot poprowadził nas do swojego sadu znajdującego się za chałupą, gdzie w cieniu drzew stał krzepki drewniany stół i dwie ławy, po czym zaproponował:
- Może byśmy...
- Może tak - odpowiadam.*
- Marzena! - zakrzyknął w stronę domu - Przynieś no szpagatówki i coś na ząb. Jest sprawa do omówienia.
Po kilku chwilach pojawiła się przy nas pulchna panna Marzena, w jednym ręku dźwigając pękatą kamionkę, w której coś chlupotało, a w drugim przepastny wiklinowy kosz. Na stół wystawiła wpierw kubki i talerze, zaraz po nich zaś rzeczy szczególnie cieszące zmysły strudzonego wędrowca, a to: dwa bochenki jęczmiennego chleba, pulardę na zimno, gomółkę podwędzanego sera i przynajmniej dwa łokcie kiełbasy.
- Vińci - pieszczotliwie zwróciła się na odchodne do brata - ty lepiej uważaj, bo jeśli to bogowie chcieli pokarać za coś wioskę zsyłając to gadostwo, to właśnie za te twoje pijatyki. Pijatyki i gamractwa.
A Vińci w ogóle nie zwracał uwagi na te białogłowskie utyskiwania i z lubieżnym uśmieszkiem rozlewał już likworek do kubków. Gorzałka okazała się tak tęga, że kto się napił, natychmiast wytrzeszczał oczy, a niektórzy dorzucali do tego: "Kurwa, jakie mocne."
***
Po kilku takich kolejkach gospodarz, któremu ładnie już poczerwieniały jagody, przeszedł do rzeczy:
- Zło przywędrowało w te strony kilkanaście dni temu. Co to za potwór, tego nie wiemy, bo nachodził dotąd wioskę tylko po zmroku. Słychać było wtedy sapanie, mlaskanie, inne hałasy. Ginął drób, pewnie też i jajka, a jak któryś gospodarz ma w obejściu oddzielną spiżarnię, to bestia potrafiła ukręcić każdą kłódkę, dostać się do środka i brała, co popadło. Ludzie w czasie takich napadów siedzą jak trusie w chałupach, pocą się ze strachu i nie wiedzą już, do którego boga się modlić, żeby nie zechciało w końcu dostać się do mieszkania.
- A to psów nie macie? - pytam - Nie atakują tego?
- Mamy, i to nie byle jakie - odparł gospodarz - ale wcale tego nie ruszają. Nie wiadomo nawet, czy to z sympatii, czy może ze strachu.
- Więc nikt niczego nie widział?
- Samego stwora nie. Po nocnych wizytach zostawały tylko czasami wielkie, pazurzaste ślady na ziemi prowadzące do lasu za wioską. Ja tylko miałem bliski kontakt, kiedy raz szedłem wieczorem przez wieś. Zaszło mnie od tyłu, dało otwartą łapą po karku, że zaryłem nosem w ziemię. Tylko się poderwałem i pognałem prędko do chałupy bez oglądania się za siebie. Potem jeszcze słyszeliśmy z siostrą, jak człapało po podwórzu, mlaskało, przewracało, cudowało. Rano nie mogliśmy się doliczyć gąsek.
- To po coś pan w ogóle wychodził po zmroku, skoro bestia grasuje?
- No byłem akurat umówiony z koleżanką z sąsiedniej wioski. Tylko że trochę dalej, w szopie za wsią, bo mieliśmy się pier... piep... pie...eee...ścić. W każdym razie niczego nie widziałem.
- Hmm... Wynika jednak z tego, że zło nie przybyło tu zabijać, a raczej tylko w poszukiwaniu jadła.
- Tak też i my pomyśleliśmy. Dlatego któregoś wieczora wystawiliśmy pod lasem miskę pełną jajecznicy na kiełbasie. Tamtej nocy w wiosce był spokój, a rano znaleźliśmy miskę pustą.
- I to codziennie tak teraz żre?
- Co ma nie żreć? A czego by nie nałożyć, czy kaszy z tłustościami, czy naleśników z serem, czy mięsnej polewki, to rano zawsze znajdujemy miskę wylizaną do czysta. Mało tego, za którymś razem znaleźliśmy w misce kawał brzozowej kory, na którym było wydrapane pazurem albo goździem: "Przynoście też piwo".
- A to bestia wredna.
- No mówię przecież. Ile to już poszło na to mięsa, i mąki, i jajków... to się w głowie nie mieści. Nie dość, że tu na wsi ciężkie życie, to jeszcze taki ambaras. Biednemu to zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę.
Na kilka chwil zapadła przy stole cisza, jak gdyby każdy rozgryzał w myślach ładunek filozoficzny zawarty w ostatnim zdaniu.
***
Pierwszy z zadumy ocknął się gospodarz:
- Siostra jest obszernej kompleksji - zaczął z przeraźliwie smutną miną - potrzeba jej dużo jadła. Ja też lubię pojeść, a i niejeden w wiosce mógłby powiedzieć to samo. Dlatego bardzo nam nie na rękę to, że trzeba żywić jeszcze jakiegoś stwora. Gotowizny we wsi za bardzo nie ma, ale jeśli uwolnicie nas od tego problemu, to mam szyszak, ani chybi magiczny, który kurzy się niepotrzebnie na strychu. Dziadek mój, kiedy okolica ta była bardziej uczęszczana, prowadził tu traktiernię i raz jakiś podróżny, nie mając grosza przy duszy, zapłacił mu za gościnę takim nakryciem głowy. Wpadło mi też ostatnio w ręce kilka książek, z pewnością zacnych, dla których nie mam zastosowania, bo prawie nie umiem czytać, więc chętnie je odstąpię.
- Nie wiadomo, ile warta cała ta nagroda - krzywię się z niesmakiem - ale zgadzam się na nią, bo i robota nie wydaje się trudna. W zasadzie to wystarczyłoby zakupić u alchemika porządnej trutki i zaprawić nią wieczerzę dla stwora.
- Nie, tego nie chcemy robić - zaprotestował Vincelot. - My nie truciciele, szczególnie że stwór nikogo dotąd nie zabił ani nawet nie pokaleczył. Myśleliśmy raczej, żeby dosypać do jadła środka na przeczyszczenie. Może dostałby dryzgaczki, znięchęciłby się i poszedł sobie gdzie indziej.
- Pomysł byłby może i nie najgorszy - odpowiadam - ale skoro nie wiadomo wcale, co to jest, to nie wiadomo też, czy w ogóle może dostać dryzgaczki. Mam inny plan, mniej ryzykowny. Potrzeba nam środka nasennego do zaprawienia piwa albo jedzenia. Stwór wydaje się łakomy, więc pewnie chwyta jedzenie, odchodzi za pierwszą linię drzew i tam wylizuje miski. Jeśli środek będzie odpowiednio silny, to nie będzie trzeba daleko szukać. [...]

***
Nagroda:

1.
--------------------
Hełm przywrócenia
Szyszak ten na pozór nie wyróżnia się niczym szczególnym, może tylko przymocowaną u dołu dzwonu kolczą plecionką mającą chronić szyję i kark. Choć wydaje się to niedorzeczne, warto niekiedy nocować z nim na głowie, mimo że jest to z pewnością niewygodne, a nawet kłopotliwe dla śpiących w pobliżu kompanów. Tylko wówczas bowiem hełm może ujawnić swoją magiczną właściwość, jaką jest przywrócenie zdrowia i energii życiowej osoby, która prześpi w nim przynajmniej 8 godzin. Istnieje wszakże niewielkie prawdopodobieństwo, że mimo zapięcia hełmu pod brodą na skórzane paski nie będzie on przez całą noc odpowiednio przylegał do głowy śpiącego i efekt magicznego przywrócenia nie wystąpi.

PARAMETRY:

Klasa pancerza: +1
Specjalne:
Chroni przed trafieniami krytycznymi
85% szansa na to, że po odpoczynku zostanie rzucone na użytkownika Większe przywrócenie
Waga: 3
Nie może używać:
Mag
Bard
Złodziej
--------------------

2. Księgozbiór Vińciego:

"Kopalnie króla kotołaków" - wyjątkowo niskich lotów powiastka przygodowa, której przeczytanie może i sprawia nieco przyjemności, ale też kieruje myśli ku najprostszym, przyziemnym sprawom. Efekt +1 do Szczęścia oraz -1 do Inteligencji i Mądrości u każdego członka drużyny utrzymuje się do dziewięciu godzin po przeczytaniu książki.

"Żywot osiełka poczciwego" - powieść dydaktyczno-moralizatorska przepełniona cennymi radami życiowymi i przykładami chwalebnych zachowań. Po jej przeczytaniu każdy członek drużyny otrzymuje po 1000 PD.

"Polowanie na łasice - prawdy i mity" - kompletny przewodnik na temat trybu życia, rozmnażania i żerowania łasic, wyczerpujący też tematykę ich tropienia, wyszukiwania siedlisk oraz budowy odpowiednich sideł; zawiera ponadto przepis na skuteczne łasiwo (specjalny środek alchemiczny służący wabieniu łasic), a nawet sposoby przyrządzenia kucharskiego schwytanych łasiczek. Każdy łowca, który przeczyta książkę, otrzymuje 3000 PD.

"Almanach barda 1367 DR" - zbiór tekstów i zapisów nutowych kilkudziesięciu utworów, które królowały na scenach w karczmach i na festynach w roku 1367 DR; należą do nich takie szlagiery jak "Widziałem orka cień", "Bo na gnolla trzeba dwojga" czy "Eltan, ja tylko żartowałem". Bard, który przyswoi sobie treść księgi, otrzymuje 3000 PD.


*Ten czterowyrazowy dialog przeniesiony został oczywiście z któregoś odcinka serialu "Alternatywy 4", w którym tow. Winnicki przychodzi do prezesa spółdzielni mieszkaniowej i w taki sposób, bez zbędnych słów, panowie dogadują się odnośnie wypicia czegoś.



Ułomek 8.

Jak powiada stare kozakurskie przysłowie, "nie chodź tam, gdzie cię nie chcą, bo możesz stracić życie, a w najlepszym razie dostaniesz wpierdol". Maksyma ta świetnie stosuje się do dzielnicy portowej w Athkatli, gdzie w pewnych miejscach niebezpiecznie jest nawet w ciągu dnia. Przechodząc pewnego razu przy ujściu jakiejś ślepej uliczki usłyszeliśmy dochodzące z jej głębi pojękiwania i odgłosy tępych uderzeń. Zaciekawieni zapuściliśmy się głębiej w zaułek i naszym oczom ukazał się następujący widok: dwóch drabów trzymało pod ręce na wpół omdlałego krasnoluda, a trzeci co chwila uderzał go z całej siły w splot słoneczny, aż biednego krasnala podrzucało do góry.
- Hola! - wołam. - Dlaczego bijecie tego krasnoludka? Mam tu zawołać gwardzistów?
- Nic wam do tego, ale wam powiem - warknął ten, który przed chwilą bił. - Nie dalej jak trzy dni temu taki właśnie krasnolud w tym miejscu skapiszonował nam kumpla. Widzi nam się, że to ten i chcieliśmy dać mu kilka szczutków. A wy idźcie swoją drogą, bo i wam się oberwie.
Przyglądam się chwilę krasnoludowi, który nie wygląda w żadnym razie na zabijakę: porządne buty, ciemnobrązowe spodnie, biała koszula, kamizela w kolorze piasku, a na wierzchu łosiowy kaftan.
- Grozisz mi, obwiesiu? - podnoszę głos. - Przecież wiem, że kłamiesz i że napadliście na tego krasnoluda. Nawet nie będę wzywać straży. Puśćcie go natychmiast i oddajcie to, co zrabowaliście, albo od razu dobądźcie stali.
Bandyci albo nie mieli przy sobie za wiele stali, albo byli po prostu tchórzami, bo krasnoluda od razu upuścili na ziemię, a mnie pod nogi rzucili mieszek ze złotem i skórzaną sakwę, po czym zmyli się szybko i bez słowa.
Krasnolud tymczasem doszedł na czworakach do jakiejś drewnianej skrzynki leżącej pod ścianą i przysiadł na niej pokazując nam na migi, że trzeba dać mu nieco czasu na odsapnięcie. Położyłem obok niego odzyskaną sakiewkę i torbę pełną małych mieszków, fiolek, blaszanych ampułek i puzderek. Po kilku chwilach, odzyskawszy oddech, mowę i nieco sił, krasnolud głośno westchnął i odezwał się tymi słowami:
- Uff... Dzięki wam, przyjaciele. Chyba cały obrót klepsydry tak mnie bili i nie wiadomo, jak by się to skończyło. Ci dranie wyczuli, że jestem zwykłym miejskim krasnoludem i dlatego mnie napadli. Gdybym tylko zdążył chwycić moją buławę*, to pewnie bym się obronił - i poklepał się po biodrze, gdzie miał uwieszoną u pasa długą wekierę z połyskującą na turkusowo głowicą. - Ach, nie przedstawiłem się. Jestem Yorick i pochodzę z Purskul.
- Miło nam cię poznać, Yoricku. Jestem <CHARNAME>, a to moja drużyna. Co cię sprowadza do miasta rozpusty i pieniądza?
- Zdecydowanie bardziej pieniądz niż rozpusta. Mój pracodawca, majster Vortello, prowadzi w Purskul pracownię alchemiczną i wysłał mnie po najrzadsze składniki, które taniej można kupić bezpośrednio u kupców morskich niż gdyby zamawiać je u wędrownych handlarzy.
- I sam wybrałeś się w taką podróż?
- Och, to niedaleko, a i droga nie jest szczególnie niebezpieczna, jeśli podróżuje się w towarzystwie jakiejś karawany kupieckiej. Ale w samym mieście to już różnie bywa... Daję słowo, że dopiero trzeci raz w życiu jestem w Athkatli i zawsze coś mi się przytrafia. Za pierwszym razem już w bramach miasta potrąciła mnie bryczka i ponieśli mnie od razu na jakichś drzwiach do świątyni Ilmatera, za drugim razem odcięli mi sakiewkę, a teraz to. No ale dzięki wam wszystko dobrze się skończyło. Znajdę jakąś karawanę zmierzającą do Purskul i jutro z samego rana mam nadzieję wyruszyć w drogę powrotną do domu.
Podniósł się ze skrzynki. Rzeczywiście bardzo się różnił od krasnoludów z górskich klanów. Właściwie to mógł w tym ubraniu uchodzić za niewysokiego, krępego człowieka; młody, z płowymi włosami i znacznie przystrzyżoną brodą; do tego pogodne czoło i jasnobrązowe oczy, w których pojawiła się wesołość.
- Zatrzymałem się w Gospodzie Mithrest na Promenadzie - powiedział, gdy wyszliśmy na główną ulicę. - Jak mówiłem, jutro rano chciałbym być już w drodze do Purskul, ale będzie mi bardzo miło, jeśli dzisiejszy wieczór spędzimy razem przy antałku dobrego miodu. A jeśli będziecie kiedyś w Purskul, to zapraszam do naszego sklepu: magiczne płyny, mazidła, proszki i cukry na każdą potrzebę, a dla was oczywiście w niższych cenach.
- Jeśli nic niespodziewanego się nie wydarzy, to wpadniemy dziś do Mithrest - odpowiedziałem. - Tymczasem bywaj. I weź może dorożkę. Bezpieczniej.
- Gdzie tam bezpieczniej! - krzyknął już z drugiej strony ulicy - Właśnie wczoraj mi mówili w gospodzie, że krąży czasem po mieście fałszywa kolaska do podwożenia. Klient wsiada, a oni odwożą go gdzieś na bok i wykorzystują cieleśnie. To ja dziękuję, wolę iść pieszo. Bywajcie!
***
Nie dane nam było jednak tego wieczora spotkać się z Yorickiem. Wkrótce znalazł nas jeden z miejskich gońców i zaprosił do budynku Rady Athkatli. W pobliżu Crimmor znaleziono szczątki dwóch niewielkich karawan, które zaginęły w ostatnich dniach. Dziś natomiast kupcy z innej karawany, która dotarła do Athkatli, powiadomili władze, że na szlaku z Crimmor obserwowała ich z pewnej odległości banda hobgoblinów. Ponieważ jednak karawana miała silną ochronę, bandyci nie zdecydowali się na atak i zaczęli wycofywać się na południe; ochroniarze puścili za nimi wiązkę strzał nie raniąc jednak nikogo. Naliczono około tuzina hobgoblinów pod wodzą półorka w hełmie z wilczej paszczęki. Nie ma jednak pewności, czy bandyci nie są liczniejsi, dlatego ruch karawan został wstrzymany. Wypuszczono też patrole gwardzistów na odległość kilku mil od Athkatli, a nas miasto wynajęło w celu wytropienia i zlikwidowania grasantów. Cóż, nie zanosi się na szczególnie porywającą przygodę, pewnie po prostu grupka rabusiów zeszła z Chmurnych Szczytów, by nieco się wzbogacić.
***
Nazajutrz, przed wyruszeniem do miejsca, gdzie ostatnio widziano bandytów, odwiedziliśmy jeszcze Gospodę Mithrest, by pożegnać się z Yorickiem. Powiedziano nam jednak, że krasnoludowi tak spieszno było do domu, że opuścił gospodę jeszcze przed świtem. A ponieważ żadna karawana nie odjechała dziś do Crimmor, postanowił udać się w drogę samotnie, planując zboczyć w pewnym momencie ze szlaku kupieckiego i bocznymi drogami przebić się do Purskul.
***
[...]
***
Zapadał już zmierzch, gdy dotarliśmy w okolice polany, z której dochodziły chrapliwe głosy i blask ognisk. Możliwe, że to ci, których szukamy, więc podczołgujemy się z najwyższą ostrożnością kryjąc się w leśnym poszyciu. Jesteśmy już w odległości trzydziestu kroków; to z pewnością oni - widać półorka, hobgobliny, są nawet dwa ogrillony. Podeszliśmy oczywiście pod wiatr, żeby nas nie wywęszyli; do nas z kolei dolatuje od strony ognisk cudny zapach mięsa przesmażonego z cebulką. Rozglądamy się bacznie, żeby rozeznać się w rozkładzie obozowiska i policzyć wrogów. Po jednej stronie złożyli kilka skrzyń i sakwy z łupami; nieopodal leży odrąbana jasnowłosa głowa, rozczłonkowane ciało, nagie kości i doskonale nam znane odzienie z charakterystyczną piaskową kamizelą. Wygląda na to, że ta wyprawa do Athkatli okazała się dla Yoricka szczególnie pechowa. Zbóje ucztują sobie i czują się widać bardzo pewnie, bo nie wystawili żadnej straży; palą duże ogniska, głośno rozmawiają, któryś kichnął z wrzaskiem. Część hobgoblinów podobierała się w trójki i grają w chuja rzucając karty wysoko znad głów, reszta napycha jeszcze gęby smażoną krasnoludziną. Grający w karty wzięli się w końcu za łby. Herszt, widząc to i chcąc najwidoczniej uśmierzyć rozróbę w zarodku, wystąpił na środek, rozłożył szeroko łapska, jakby go mieli rozciągać na krzyżu i ryknął:
- A teraz zaśpiewamy naszą ulubioną piosenkę!
Nie zaśpiewacie, myślę sobię dobywając broni i daję sygnał do ataku. [...]


*
--------------------
Wekiera +2: 'Pamięć o Yoricku'
Ta wydłużona buława o głowicy połyskującej turkusowym blaskiem należała do krasnoluda Yoricka z Purskul, który zginął w potyczce z bandytami siejącymi spustoszenie w zachodniej części Amnu. Bandyci zostali zgładzeni przez najemną grupę poszukiwaczy przygód, którzy odnaleźli też ciało Yoricka i jego broń. Yorick nigdy nie zdradził, jak wszedł w posiadanie tej wekiery, ale jej nietypowa budowa oraz defensywny charakter umagicznień nie wskazują na żadnego ze współczesnych mu amnijskich kowali. Możliwe więc, że pochodzi ona z odległej krainy lub z odległych czasów.

PARAMETRY:

Obrażenia: 1K6 +3
TraK0: +2
Typ obrażeń: obuchowe
Specjalne:
+10% do odporności na obrażenia fizyczne
20% szansa po trafieniu przeciwnika, że użytkownik na dwie rundy znajdzie się pod wpływem jednego z efektów: +2 do Kondycji, +2 do Klasy Pancerza, Błogosławieństwo
Waga: 8
Opóźnienie: 6
Rodzaj biegłości: wekiera
Typ broni: 1-ręczna
Wymagana siła: 10
Nie może używać:
Druid
Mag
Złodziej
--------------------

[Wekiera może zostać ulepszona przez dżiny z Targowa po wykonaniu ich zadania. Zlecenie można złożyć w dialogu pożegnalnym, jeśli posiada się 10000 sztuk złota, odpowiednie klejnoty i głowę Yoricka. Ulepszona wekiera jest dostarczana przez chochlika po upływie 72 godzin.]

--------------------
Wekiera +3: 'Skaza na pamięci'
Ta wydłużona buława o głowicy połyskującej pomarańczowym blaskiem należała do krasnoluda Yoricka z Purskul, który zginął w potyczce z bandytami siejącymi spustoszenie w zachodniej części Amnu. Bandyci zostali zgładzeni przez najemną grupę poszukiwaczy przygód, którzy odnaleźli też ciało Yoricka i jego broń. Yorick nigdy nie zdradził, jak wszedł w posiadanie tej wekiery, ale jej nietypowa budowa oraz defensywny charakter umagicznień nie wskazują na żadnego ze współczesnych mu amnijskich kowali. Możliwe więc, że pochodzi ona z odległej krainy lub z odległych czasów.
Wekiera została następnie ulepszona przez potężnego dżina, który tchnął w oręż więcej mocy i uczynił go wszechstronniejszym, ale jednocześnie skalał jego szlachetną naturę. Plotka głosi bowiem, że do wzmocnienia broni posłużyła czaszka samego Yoricka, którą raz dziennie można wywołać z buławy i użyć w walce.

PARAMETRY:

Obrażenia: 1K6 +4
TraK0: +3
Typ obrażeń: obuchowe
Specjalne:
+15% do odporności na obrażenia fizyczne
30% szansa po trafieniu przeciwnika, że użytkownik dozna jednego z efektów: +2 do Kondycji i +1 do Siły na okres dwóch rund, +2 do Klasy Pancerza i rzutów obronnych na okres dwóch rund, uleczenie liczby punktów życia równej połowie zadanych obrażeń
Raz dziennie pozwala rzucić Eksplodującą czaszkę 15. poziomu
Waga: 8
Opóźnienie: 5
Rodzaj biegłości: wekiera
Typ broni: 1-ręczna
Wymagana siła: 10
Nie może używać:
Druid
Mag
Złodziej
Postać o dobrym charakterze
--------------------
Ostatnio zmieniony przez Aristo 2020-03-02, 01:10, w całości zmieniany 3 razy  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 373
Podziękowania: 164/125
Wysłany: 2020-02-29, 02:27   

Proszę Administrację o skasowanie tego posta, ponieważ wszystko zmieściło się w dwóch powyższych. Temat wypadałoby przenieść do Alkowy Gawędziarzy, jako że nie jest to tak właściwie twórczość.
Ostatnio zmieniony przez Aristo 2020-03-02, 01:07, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
memory 
Gwiazda Mystry


Wiek: 45
Posty: 648
Podziękowania: 144/154
Skąd: Garwolin

Wysłany: 2020-02-29, 17:59   

Pokaż.

Edit: Sporo tego, przeczytam później.
_________________
Slainte mhath!
Ostatnio zmieniony przez memory 2020-02-29, 19:08, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Tuldor88 
Uczeń Gonda
Dziki kurczak zagłady


Wiek: 32
Posty: 1778
Podziękowania: 132/147
Wysłany: 2020-02-29, 19:07   

*pout* Aristo zmusza nas do pisania postów w swoim wątku
Cytat:
Jeśli jesteś *zarejestrowanym użytkownikiem* musisz odpowiedzieć w tym temacie żeby zobaczyć tą wiadomość
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
:PP
_________________
Heinrich Heine napisał/a:
Sen jest dobrą rzeczą, śmierć jeszcze lepszą, ale najlepiej byłoby wcale się nie narodzić.
Alvarez o modowaniu napisał/a:
Może przytoczę twierdzenie Liberty'ego, które jakoś tak idzie: planujesz jakiś projekt, wyznacz sobie termin, pomnóż potrzebny czas przez 2 a i tak nie zdążysz.

Wybrane fragmenty banterów:
Edwin napisał/a:
-Phi! Porównywać mnie do jakiegoś podrzędnego nekromanty! (Stanowczo na zbyt wiele sobie pozwala, muszę pokazać mu gdzie jego miejsce.) Prawdopodobnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość. Wy, maluczcy macie tendencje do zawiści wobec tych, którzy was przerastają. Ja zaś czynię to nie tylko talentem ale i wzrostem, karzełku.
-*Posłał Edwinowi szeroki uśmiech przemawiając serdecznym tonem* Jeszcze raz nazwiesz mnie „karzełkiem” a utnę ci na dole coś niezwykle małego, co może jednak mimo wszystko być ci drogie. Gdy zaś chodzi o te dyrdymały o talencie... znów przypominasz mojego żałosnego, byłego towarzysza...
Minsc napisał/a:
-Niebywałe, że ten chomik jeszcze oddycha. Znajdując się nieco bliżej ciebie wielkoludzie na pewno zaniechałbym tej czynności, powiedz, uważasz że pranie onuc urąga twej męskości, czy po prostu lubisz informować wrogów zapaszkiem o tym, iż się do nich zbliżasz?
-Boo być może jest niewielki Montaronie, ale jest też o wiele silniejszy niż się zdaje. A to, co czujesz to zapach prawdziwego mężczyzny, który przykryje każdy odór zła, na jaki trafi, co nie, Boo?.
Viconia napisał/a:
-Mmm... wciąż robisz wrażenie Viconio, moja ty hebanoskóra kusicielko. Zdajesz sobie sprawę jak działasz na otoczenie, prawda?
-Oczywiście samcze, dzięki temu jalukul, mężczyźni tacy jak ty – myślący kroczem zamiast głową – stają się łatwiejsi w kontrolowaniu

-cała prawda o Imoen :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 373
Podziękowania: 164/125
Wysłany: 2020-03-02, 00:56   

Do niczego nie zmusza. Marudzicie, Tuldorze, ale wyłączę mimo to ukrycie, bo w sumie nie ma tam niczego nadzwyczajnego. *mamrocze coś pod nosem o draństwie Tuldka i o potrzebie jego obicia*
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Tuldor88 
Uczeń Gonda
Dziki kurczak zagłady


Wiek: 32
Posty: 1778
Podziękowania: 132/147
Wysłany: 2020-03-03, 15:03   

Koledze sie nudzi... To moze wymyslic przykladowy zabawny opis ochronnego paska jaki by mogl nosic zdziebko szalony pustelnik ;p
_________________
Heinrich Heine napisał/a:
Sen jest dobrą rzeczą, śmierć jeszcze lepszą, ale najlepiej byłoby wcale się nie narodzić.
Alvarez o modowaniu napisał/a:
Może przytoczę twierdzenie Liberty'ego, które jakoś tak idzie: planujesz jakiś projekt, wyznacz sobie termin, pomnóż potrzebny czas przez 2 a i tak nie zdążysz.

Wybrane fragmenty banterów:
Edwin napisał/a:
-Phi! Porównywać mnie do jakiegoś podrzędnego nekromanty! (Stanowczo na zbyt wiele sobie pozwala, muszę pokazać mu gdzie jego miejsce.) Prawdopodobnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość. Wy, maluczcy macie tendencje do zawiści wobec tych, którzy was przerastają. Ja zaś czynię to nie tylko talentem ale i wzrostem, karzełku.
-*Posłał Edwinowi szeroki uśmiech przemawiając serdecznym tonem* Jeszcze raz nazwiesz mnie „karzełkiem” a utnę ci na dole coś niezwykle małego, co może jednak mimo wszystko być ci drogie. Gdy zaś chodzi o te dyrdymały o talencie... znów przypominasz mojego żałosnego, byłego towarzysza...
Minsc napisał/a:
-Niebywałe, że ten chomik jeszcze oddycha. Znajdując się nieco bliżej ciebie wielkoludzie na pewno zaniechałbym tej czynności, powiedz, uważasz że pranie onuc urąga twej męskości, czy po prostu lubisz informować wrogów zapaszkiem o tym, iż się do nich zbliżasz?
-Boo być może jest niewielki Montaronie, ale jest też o wiele silniejszy niż się zdaje. A to, co czujesz to zapach prawdziwego mężczyzny, który przykryje każdy odór zła, na jaki trafi, co nie, Boo?.
Viconia napisał/a:
-Mmm... wciąż robisz wrażenie Viconio, moja ty hebanoskóra kusicielko. Zdajesz sobie sprawę jak działasz na otoczenie, prawda?
-Oczywiście samcze, dzięki temu jalukul, mężczyźni tacy jak ty – myślący kroczem zamiast głową – stają się łatwiejsi w kontrolowaniu

-cała prawda o Imoen :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group