Poprzedni temat «» Następny temat
Ballada w świątecznym upominku dla najzacniejszego z klanów
Autor Wiadomość
Kliwer 


Wiek: 29
Posty: 1386
Podziękowania: 140/205
Wysłany: 2014-12-24, 22:25   Ballada w świątecznym upominku dla najzacniejszego z klanów

Poema na temat prawdziwego infernalnego ZŁA
czyli
Relacyja prześmiesznej i wielce pouczającej komedyi co się w karczmie w ukrainnym mieście Beregoście wydarzyła
przez trubadura Kliwra spisana


Ach, był to miesiąc co, łamiąc języki,
Gmin faeruński* zowie Flamerule.
Ptaszki na swoje nie miały sił krzyki
Bo słonko letnie smażyło je czule.

Żar sakramencki, piekielna posucha
Także na chłopków uderzały młotem.
I nie koiła gnomowa siwucha-
Nikt nie miał siły brać się za robotę.

(Tu wtrąćmy- stan ten nie był osobliwym
W owej krainie. Przeważnie mieszczanie
Wśród ulic snuli się krokiem leniwym
Prac unikając, lachę kładąc na nie.

Do tego stopnia byli nieużyci,
Że gdy się jaki nawinął wędrowiec
Zaraz lecieli doń, by ich zaszczycił
Tłukąc koboldy lub szukając owiec

Po uroczyskach. Wsio za marne grosze…)
Tu kończę dygres i do rzeczy wracam.
Są na Wybrzeżu miasta nienajgorsze,
I są oberże gdzie dostaniesz kaca

Od samej woni ległej pod powałą.
Jedna z tych osad zwie się Beregostem,
Jedną z tych gospód, co głoszą niemało,
Zwie się „Żonglerem”, do tego „Radosnem”.

W dzień ów słoneczny gruchnęła nowina,
Że sześciu drabów przybyło z południa,
A jeden z drugim- kawał sukinsyna,
Tacy, co biją i szczają po studniach.

Och, zacne miasto! Cichy Beregoście!
Czym żeś się bogom tak szpetnie przysłużył,
Że banda bubków o ego przeroście
Zmierza ku tobie w swej błędnej podróży?

Czyś stal sprzedawał, co się w rękach łomi?
Czyś zgrzeszył wałów nie wznosząc wśród głuszy?
(Głos mi zamiera, harfa leci z dłoni,
Lecz ją podejmę! Pieśń ma łzy wysuszy).

Huknęły odrzwia „Szczęsnego Żonglera”,
Żar, niby z pieca, buchną od podwórka,
Wataha z śmiechem piekielnym się wdziera,
W ojcach strach budząc a nadzieję w córkach!

Zamarli wszyscy. Krasnal, co kapotę
Stracił w ostępach przerwał swój monolog.
Jakież okropne twarze, lśniące potem!
Jakiż krok ciężki! Tu zbędnym astrolog

Aby ustalić, że im w zbrojach ciepło…
„Wody?”- Osoba spyta Napotkana.
Lecz jak jej goście wzrokiem nie obetną!
Tacy twardziele! Choćby i banana

Mieli usmażyć i jajka sadzone
W spodniach przyrządzić- nie zdejmą pancerzy!
„Ja jestem Kagain”- rzekł jeden- „Za żonę
Mam ten toporek, kto chce niech nie wierzy”.

Jakiś mieszczanin z większą wyobraźnią
Od słów tych zaniósł się duszącym śmiechem,
Co też dlań rychłą skończyło się kaźnią…
Błysnęło ostrze, zamarły oddechy

I łeb plebejski po deskach podłogi
Niekształtną kulą wtoczył się do kąta.
Ktoś religijny wrzasną: „Helmie drogi!”
Ktoś pragmatyczny rzekł: „Niech karczmarz sprząta!”

Jedna z tej bandy była Shar’y popem,
Toteż namaszczeń ostatnich się jęła:
Wprzódy stanęła nad rozciętym chłopem,
Kły wyszczerzyła, w pokłonie się zgięła.

„A idź do piekła!”- fioletowe wargi
To wyrzuciły- „requiescat in pace!”
Na tym skończyła pogrzebowe skargi
I od zebranych jęła brać na tacę.

Napięcie spadło, lecz ciszej w gospodzie
Gadki podjęto, aniżeli wprzódzi.
Przywódca bandy spod łba wzrokiem wodzi
I kogoś szuka w tej wesołej budzie.

W tym miejscu opis wypada dać herszta.
Typ to był rosły, z gębą ogorzałą,
Osoba w biciu jak i w piciu pierwsza
Z mieczem („plus dwójką”, tak mi się wydało)

Co się kołysał mu przy lewym biodrze.
Popatrzył… Znalazł! Do stolika bieży!
(Siedziałem blisko i wyczułem dobrze
Siarczany odór spod skór i pancerzy!)

Podchodzi banda. Opodal komina
Siedziała taka jedna oficerka
(Ładna doprawdy i miła dziewczyna);
Na owych obcych znad talerza zerka

I się uśmiecha! Rzecze: „Witam waści!
Dawnom geszeftów z waścią nie czyniła.”
Na to herszt odrzekł: „Niech to piorun trzaśnie,
Mieliśmy wczoraj krwawej pracy siła!”

Tak rzekł dokładnie poczem na blat stołu
Jakiś ochłapów tak z pół setki cisnął.
Ochneli wszyscy a potem pospołu
Poczęli rzygać substancją plamistą.

Lecz dzielna owa wojenna kobieta,
Skalpów widokiem (bo to były skalpy)
Nieporuszona, spojrzy znad kotleta
I pisk podnosi wzniosły, tryumfalny:

„Och, jakże dużo! Kniaź Eltan po dupie
Mnie w swojej łasce poklepie wybornie!
Zaraz od waści wszystkie kłaki kupię!
Trzymaj waść złoto, o tu, w tejże torbie!”

Herszt owych zbójców już miał odejść godnie
Do kontuaru by upłynnić złoto,
Ale zawahał się, poprawił spodnie,
Raz jeszcze schylił się nad tą sierotą

I przez kwadraty szczęk w grymas zawartych
Jakiś okropny, wycedził te słowa:
„A tak w ogóle, i to nie są żarty,
Niech się Płomienna Pięść mi w tyłek schowa!

Niech was zaraza morowa wydusi!
Ja wami gardzę, gardzę wszelkim dobrem!
Niech wszelka cnota mi klęczy przy kusi!
Niech każdy rycerz ma obitą mordę!”

Po wykrzyczeniu owych słów skrzydlatych
Przyjemny wyraz zmienił mu oblicze
Jak dziecku, które polecenia taty
Spełni rzetelnie. Dość to tajemnicze!

Patrzyłem na nich, zagadką przejęty,
Co jeszcze zrobią. Dalej byli grzeczni.
Pili z umiarem, ćmili jakieś skręty,
Zgoła jak ludzie mili i stateczni…

Wtem przysiadł do mnie się pewien paladyn,
Któremu, widać, zbrakło dziś kompana.
(Musiał być ranny z takim licem bladym)
Pociągną tęgo i rzekł: „Proszę pana!

Oto jest podłość tej smutnej epoki,
Oto prawdziwe zło, co Fejrun toczy!
Takie nie wczołga się gdzieś w loch głęboki,
Takie po miastach prostaczkom lgnie w oczy!

Furda czarownik, co maca szkielety,
Furda smok srogi, co całe zje państwo!
Prawdziwa ciemność to dziś jest, niestety,
Naszych Charnamów grubiaństwo i chamstwo!”





*czytać jak słowo czterosylabowe (fa-e-ruń-ski)



Wesołych Świąt kochany Klanie!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
L`f, Nobanion, memory, Jolan, Katorg, Damianus_NT
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group