Poprzedni temat «» Następny temat
Twórczość Mariussa
Autor Wiadomość
Mariuss
Przyjaciel Klanu


Wiek: 29
Posty: 345
Podziękowania: 2/4
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-07-14, 22:30   Twórczość Mariussa

Grając od niedawna jednego z modów do jedynki, zainspirował mnie on na tyle, że napisałem szybko opowiadanie które miało być małym feat'em dla tych, którzy chcą zmodować jednego z NPCów do BG2(przywrócić dokładniej). Mówię o Dynaheir.

(Chyba Zirael się tym zajmowała:))

Nie wiedząc skąd, wyszło mi 25 stron i nadal mam chrapkę na więcej :)

Cytat:
Nazywam się Melendur. Melendur z Candlkeep. Dzięki determinacji uczyniłem wiele rzeczy, w moim krótkim, 21-letnim życiu. Determinacja pomogła mi odnaleźć zabójcę mego przybranego ojca, którego kochałem. Dzięki niej, potrafiłem ochronić się przed potężną skazą Bhaala, która płynie w mych żyłach. Odzyskałem i Imoen, mimo tego, że sam, omal nie straciłem życia. Wytropiłem i zniszczyłem Bodhi, która odebrała mi kobietę swego życia - Dynaheir, zamienioną w wampira.
I jest nadal jestem zdeterminowany, by ją odzyskać. I odzyskam również swoją duszę, skradzioną przez Irenicusa.
Bo determinacja, to cecha którą mam po Gorionie, moim prawdziwym ojcu, a nie po bogu mordu, który mnie spłodził.
Jeszcze prawie rok temu byłem gówniarzem, który wierzył, we wszystkie bajki o paladynach które opowiadał mi Gorion, a teraz sam stałem się jednym z nich. Robię to, bo tak trzeba. Robię to, bo walczę o przetrwanie. Robię to, bo wiem, że świat może być lepszy. Robię to dla swoich bliskich. I swojej ukochanej.
Opowiem wam, dlaczego. O mojej motywacji. To co najbardziej pamiętam…

PORWANIE
4 miesiące wcześniej.
Po śmierci Sarevoka obsypano nas złotem, tytułami. Zaczęto nas zapraszać, na bale, spotkania. Książę Belt twierdził nawet, że byłby ze mnie dobry polityk, że brakuje im tak odważnych i honorowych ludzi. Okrzyknięto mnie i moich towarzyszy bohaterami Wrót Baldura. Udało mi się jednak w tym wszystkim ukryć moje mroczne pochodzenie. Wiedziałem jednak, że prędzej czy później ktoś je odkryje. Zwłaszcza, że niektórzy szlachcice zaczęli zadawać pytania, dlaczego Sarevok chciał mnie tak zabić. Mogło się wydać, że on i ja, byliśmy synami martwego boga mordu. Lud mógłby być przerażony. Postawiłem więc, że czas ruszać. Ale gdzie?
Jaheira i Khalid nakłaniali mnie na Thethyr lub Amn. Mieli mieć tam kontakty z ludźmi od Harfy. Co prawda ufałem im, zwłaszcza Jaheirze, ale ... chciałem iść na Północ. Przez Waterdeep, aż do Silverymoon, skąd miała pochodzić moja matka. O czym opowiadał mi sam Gorion. Thetoril, gdy byłem drugi raz w Candlkeep, powiedział, że pochodziła z wysokiego rodu. Być może, moja rodzina nadal istnieje? Być może nie jestem ostatni?
Zdecydowałem ostatecznie, że ruszymy na Północ, choć Jaheira i Khalid nalegali na Amn. Do ich głosu, dołączyła Dynaheir, przekonując mnie, że w przepowiedniach Alaundo, tam rozegra się moje przeznaczenie. Zgodziłem się na to, zaraz gdy zbadam pochodzenie swojej matki w Silverymoon.
Co jeszcze pamiętam?

To, jak ostatni raz spędziłem z nią noc.

To było jakieś trzy dni po wyruszeni z Wrót. Zjechaliśmy z traktu opodal rozwidlenia kierującego do Elturel, by znaleźć miejsce na odpoczynek.

Reszta drużyny, była już w swoich namiotach i byliśmy już sami. Lekko oddaleni od obozowiska, w małym zagajniku. Noc była bardzo ciepła.
-Wiesz, twoje czarne oczy...czasami mam wrażenie, że to właśnie te oczy napędzają mnie każdego dnia do działania - uśmiechnięty i wpatrzony w jej oczy, powiedziałem co wtedy czułem.
Dynaheir odwzajemniła uśmiech.
-Cóż, mój bohaterze. Ja uważam, że to twoje serce napędza cię do działania - gdy tylko powiedziała te słowa, swoimi ciemnymi dłońmi przesunęła palcem wzdłuż szyi na mój tors. Lubiła to zrobić, bo wtedy robiła mi się gęsia skórka.- Wiesz, mówisz o moich oczach. Jak cię pierwszy raz zobaczyłam, to od razu przykuły mnie te twoje oczy. Szaroniebieskie, niczym lodu, jak u śnieżnego wilka. Przenikliwe i pełne determinacji.
Uśmiechnąłem się.
-Co do serca, to moje serce należy do Ciebie - lubiłem ją utwierdzać w tym, że jest dla mnie ważna.
-Oj, Melendurze. Wiesz.. czasem martwię się, co by było gdybyś mnie stracił. Wybacz, że to poruszam.. Ale prowadzimy niebezpieczny tryb życia Pewnego dnia może się to kiedyś zdarzyć. Co wtedy byś zrobił?
Nie lubiłem tego typu rozważań. Gdy Imoen skakała zawsze wokół mnie i gadała te swoje "A gdyby to...A gdyby tamto", to czasami dostawałem palpitacji. Ale Dyna miała w sobie coś niesamowicie tajemniczego... coś, co budziło we mnie respekt.
-Wiesz...nie lubię o czymś takim rozmawiać, hathran, wiesz o tym.
-Wiem, ale ... chcę wiedzieć. Zrób to, dla mnie.
Zastanowiłem się i spojrzałem na chwile na rozgwieżdżone niebo. Reszta już była w swoich namiotach i byliśmy już sami, lekko oddaleni od obozowiska.
-Wiesz. Kiedyś mi to śniło, że cię straciłem. Nie mogłem jednak się z tym pogodzić. Sen, który przeżyłem. Był straszny. To uczucie. Było wszechogarniające.
-Sny wynikają z naszych lęków, Melendurze -poprawiła mnie moja wiedźma - Ale pytam poważnie. Jak byś zachował? Czy byś zaakceptował to?
-Zrobiłbym wszystko by cię odzyskać. Przeszedłbym Anauroch, przepłynąłbym wpław Morze Mieczy od Chultu aż do Dziesięciu Miast, ale odzyskałbym cię. Dla mnie nie ma "Głową muru nie przebijesz". A i owszem, przebiję! - odpowiedziałem, całkowicie szczerze.
Dynaheir westchnęła i uśmiechnęła się. Popatrzyła na mnie jak na głupiego młodzieńca, który buja w obłokach.
-Gdyby mi kiedykolwiek się coś stało, wiedz o tym, że chcę, byś żył normalnie. Swoim życiem. Byś mnie stał się zgorzkniały. Byś założył rodzinę….-przerwałem jej, nie dopuszczając do dyskusji.
-Mówiłem, ci wiedźmo. Wyrwałbym cię i samemu Demogorgonowi!
Dynaheir przesunęła się do mnie i siadła na mnie tak, że głowę miała wyżej ode mnie. Spoglądała na mnie z dołu. Widziałem jej czarne oczy, niczym obsydian. Jej brązowe włosy lekko spadały na piersi, wyrzeźbione niczym posąg.
-Dynaheir...Ja...
-Wiem, Melendurze.
Znowu poczułem to samo. Nie potrafiłem się tego do tej pory wyzbyć. Przeszły mi, niczym skarabeusz, dreszcze po plecach, gdy poczułem jej ciało, rozżarzone niczym węgiel. Nie miałem innej kobiety. Była pierwszą nagą kobietą, jaką widziałem. Nie licząc oczywiście tego, jak widziałem kąpiącą się Imoen, ale to ..się nie liczy. Egzotyka jej urody uderzała mnie i powodowała we mnie wielką ekscytację. Mimowolnie zacząłem rozwiązywać rzemyki jej szat.
-Jestem twoja i tylko twoja, Melendurze. Cokolwiek by się wydarzyło, ja na zawsze już będę już należeć do Ciebie. Mimo, iż miała dziką, tajemniczą i egzotyczną urodę, poruszała się nawet teraz z wdziękiem i gracją, gdy mnie pocałowała.
Nie przypuszczałem, że ta rozmowa była…prorocza. Gdybym wtedy był mądrzejszy..
Zamykając oczy, leżałem do niej tyłem obejmując ją w swych ramionach. Dziękowałem Lathanderowi i Tormowi za tę chwilę magii, spokoju i chociaż jeden moment gdy w końcu mogłem zaczerpnąć ze studni szczęścia, gdyż nie wiele miałem takich okazji ostatnimi czasy.

Pamiętam, jak przez mgłę...krzyki, szczęk dwóch ostrzy. Instynktownie przebudziłem się i jeszcze prawie w półśnie chwytając za Varsconę, wbiłem ją w ostatniej chwili w brzuch jakiejś zakapturzonej postaci, która właśnie nakładała mi na nogi kajdanki. Oszołomiony, rozglądnąłem się, nie było jednak obok mnie Dynaheir. Widziałem tylko jak wiążą Jaheirę opodal. Khalid, leżał ogłuszony. Minsca i Dyny nie było. Nie złapali mnie na początku, gdyż Ja i Dynaheir zasnęliśmy obok obozowiska. Ale gdzie ona do cholery jest i gdzie jest Minsc? Usłyszałem w pewnym momencie donośny krzyk. Tylko jeden osobnik potrafi drzeć się tak głośno. Minsc. A gdzie on, tam Dynaheir. Biegłem przez zagajnik w głąb małego lasku, jakby mnie goniło stado demonów. Zauważyłem w oddali walczącego Minsca z dwoma postaciami. Nagle, biegnąc, na ułamek przed uderzeniem, uchyliłem się przez zimną stalą która świsnęła mi obok czoła. Przechyliłem się tak do tyłu, że nie utrzymałem równowagi i wywróciłem się, a jako, że biegłem - przejechałem na liściach prawie pół metra. Kolejne uderzenie uniknąłem gdy ten ktoś próbował mnie dobić, gdy leżałem, następne sparowałem, już klęcząc. Wtedy ujrzałem mego adwersarza.
Oczy świeciły jak czerwone rubiny. Blada twarz, lekko wystające kły. Wampir! To tłumaczyło jego szybkie ruchy. Wymieniłem z nim parę ciosów i czekałem na jego błąd. Gdy przy jednym zamachnięciu chybił, a ja się uchyliłem, spostrzegłem, że zbyt zamaszyście zebrał się do następnego ciosu, pozwoliłem mu jednak go wykonać, lecz jednocześnie pozwoliło mi to na ruch w jego stronę i unik wraz z szybkim ciosem w kolano, które zaraz leżało na ziemi. Od razu zrobiłem półobrót, będąc już za nim i ściąłem głowę, tej ohydnej kreaturze.
Obejrzałem się i nie widziałem już Minsca.
-Dynaheir! Minsc, gdzie jesteście?
To był błąd. Potężne uderzenie czyjąś ręką ogłuszyło mnie na tyle, że od razu straciłem przytomność.
Co jeszcze pamiętam?
Ten moment, gdy tak naprawdę odzyskałem przytomność. Jak przez mgłę pamiętam, pytania, eksperymenty. Ból.. Tak, jego nie zapomnę.



Przy okazji jeszcze krótki fragment z pozostałych szkiców:

Cytat:
-O! Widzę, że Dzięcię Bhaala się przebudziło! Czas na kolejne eksperymenty….- popatrzył się na klatkę mojej przyjaciółki - Jaheiro, jak się czujemy?
-Pierdol się – wycedziła Jaheira - Jak stąd wyjdę, roztrzaskam twój łeb o najbliższą klatkę – Jaheira zawsze umiała dać pokaz swojej niezłomności.
_________________
(były)Mistrz Próby Bhaala i Wielki Dyplomata, teraz, zaledwie proch na wietrze...
Przeczytałeś już wszystkie artykuły historyczne? Nie możesz znaleźć niczego ciekawego? Wejdź na Kącik Romana!, a spędzisz całą noc na czytaniu!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
Jolan, Aristo
Tuldor88 
Uczeń Gonda
Dziki kurczak zagłady


Wiek: 30
Posty: 1740
Podziękowania: 129/135
Wysłany: 2014-07-14, 23:03   

Ciekawe, choć raczej jako niezależne opowiadanko a nie coś co miałoby robić za bazę do modka dla BG/BG2 - zbyt wiele jest zmiennych jakich nie dasz rady w opowiadaniu uwzględnić i tak np:
Cytat:
Zgodziłem się na to, zaraz gdy zbadam pochodzenie swojej matki w Silverymoon.
Zdaje mi się, że Silverymoon pojawia się w biografii charname wtedy gdy gramy elfem/półelfem, przy protagoniście-krasnoludzie będzie to już coś innego.
Ostatnia noc? A co jeśli protagonista to.. protagonistka? Shemale nie są chyba zbyt powszechne w Faerunie :razz: ... A może to niziołek?

Ot takie przykłady na luźno - może z tego wyjść coś ciekawego, ale z rodzaju opowiadań o "Abdelu" Athansa, nie zaś 'baza' pod moda... teoretycznie dałbyś radę to tak opisać ale musiałbyś ominąć wszelkie konkrety i pisać bardzo ogólnie by pozostawić dowolność dla ras i klas postaci (a na tym oczywiście poziom opowiadania cierpi) :smile:
Niemniej chetnie bym te 25 stroniczek poczytał :wink:

EDIT: Co zaś do Dynaheir - Zi faktycznie miała to w planach patrząc na jej "Lasek", ale niestety nie ma czasu nawet na dokończenie Khalida więc nie sądzę (niestety) by brała się za coś nowego.
_________________
Heinrich Heine napisał/a:
Sen jest dobrą rzeczą, śmierć jeszcze lepszą, ale najlepiej byłoby wcale się nie narodzić.
Alvarez o modowaniu napisał/a:
Może przytoczę twierdzenie Liberty'ego, które jakoś tak idzie: planujesz jakiś projekt, wyznacz sobie termin, pomnóż potrzebny czas przez 2 a i tak nie zdążysz.

Wybrane fragmenty banterów:
Edwin napisał/a:
-Phi! Porównywać mnie do jakiegoś podrzędnego nekromanty! (Stanowczo na zbyt wiele sobie pozwala, muszę pokazać mu gdzie jego miejsce.) Prawdopodobnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość. Wy, maluczcy macie tendencje do zawiści wobec tych, którzy was przerastają. Ja zaś czynię to nie tylko talentem ale i wzrostem, karzełku.
-*Posłał Edwinowi szeroki uśmiech przemawiając serdecznym tonem* Jeszcze raz nazwiesz mnie „karzełkiem” a utnę ci na dole coś niezwykle małego, co może jednak mimo wszystko być ci drogie. Gdy zaś chodzi o te dyrdymały o talencie... znów przypominasz mojego żałosnego, byłego towarzysza...
Minsc napisał/a:
-Niebywałe, że ten chomik jeszcze oddycha. Znajdując się nieco bliżej ciebie wielkoludzie na pewno zaniechałbym tej czynności, powiedz, uważasz że pranie onuc urąga twej męskości, czy po prostu lubisz informować wrogów zapaszkiem o tym, iż się do nich zbliżasz?
-Boo być może jest niewielki Montaronie, ale jest też o wiele silniejszy niż się zdaje. A to, co czujesz to zapach prawdziwego mężczyzny, który przykryje każdy odór zła, na jaki trafi, co nie, Boo?.
Viconia napisał/a:
-Mmm... wciąż robisz wrażenie Viconio, moja ty hebanoskóra kusicielko. Zdajesz sobie sprawę jak działasz na otoczenie, prawda?
-Oczywiście samcze, dzięki temu jalukul, mężczyźni tacy jak ty – myślący kroczem zamiast głową – stają się łatwiejsi w kontrolowaniu

-cała prawda o Imoen :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Mariuss
Przyjaciel Klanu


Wiek: 29
Posty: 345
Podziękowania: 2/4
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-07-14, 23:20   

Jakbym miał czas, to nawet ja bym mógł się zająć, bo mam parę pomysłów. Modowanie pewnie bym ogarnął, bo to nie jest dla mnie problem, ale zwyczajnie brak czasu. Teksty dla mnie, nie są czymś co mi z trudem przychodzi.

Wiesz, Charnam'em można nazwać każdą naszą postać, dlatego taki temat ;)
Dzięki za przeczytanie.
O Athansie nie chcę się wypowiadać, bo musiałbym powiedzieć parę mocnych słów.
Rozumiem, że nie ma możliwości by w książce opisać jak BG z drużyną przebija się przez hordy wrogów i kolekcjonuje przedmioty bo gra to gra, a względny realizm, który musi być w książce to jedno, ale to co robił ten człowiek było przegięciem.

No wiesz, to taka zajawka, zachęta dla kogoś, kto może to uznać jako inspirację :). Liczba zmiennych jest duża. Jutro może machnę odrębny temat.
_________________
(były)Mistrz Próby Bhaala i Wielki Dyplomata, teraz, zaledwie proch na wietrze...
Przeczytałeś już wszystkie artykuły historyczne? Nie możesz znaleźć niczego ciekawego? Wejdź na Kącik Romana!, a spędzisz całą noc na czytaniu!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Mariuss
Przyjaciel Klanu


Wiek: 29
Posty: 345
Podziękowania: 2/4
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-07-23, 19:26   

Mega upload. 18 stron A4(czcionka 12, interlinia 1,5).

Narazie tyle się nadaje do znośnego czytania.

Cytat:

II LOCHY

-Melendur....Melendurze, obudź się.
Podniesienie powiek było najgorszym, co mogłem wykonać. W ogóle nie powinienem się budzić. Ból…. Zapamiętam go. Miałem wrażenie, zaraz rozsadzi mi od środka kości. Bolała mnie głowa i miałem wrażenie, że nie jadłem cały tydzień. Gdy przetarłem oczy ujrzałem wokół siebie kraty. Obróciłem głowę. Zauważyłem sporą salę z innymi klatkami. Trafiłem do więzienia? Na to wyglądało. Moje ręce były spopielone, gdy na nie spojrzałem.
-Melendur, wszystko w porządku?-usłyszałem znajomy, kobiecy głos.
-Co...co się stało?- zapytałem. Mimo, że głos wydawał się znajomy, nie potrafiłem przyporządkować go do znanej mi osoby. Tak jak Minsc, chyba za dużo oberwałem po głowie.
-Chwała Silvanusowi. Myślałam, że cię tym razem już wysłał na drugą stronę - dopiero teraz ujrzałem postać. Długie, faliste włosy, lekko szpiczaste uszy, niebieskie oczy.
-Dzień dobry, Jaheiro- powiedziałem z przekąsem - Co się tu, kurwa, dzieje? - od razu przeszedłem do konkretów.
-Jak widzisz, jesteśmy uwięzieni w lochu - westchnęła Jaheira, która początkowo wychylając się do mnie, usiadła opierając się o ścianę.
-Zauważyłem- odparłem. Wstałem na nogi, starając rozprostować kości, przy okazji wypluwając trochę krwi z ust- Ostatnia rzecz, jaką pamiętam to to, jak zabiłem jakiegoś wampira gdy nas napadli. Ile tu już jesteśmy?
-5 dni - odparła -Szprycowali cię jakimś syfem. Mnie przynajmniej nie. Ten czarodziej, który nas pojmał wie o tym, że jesteś synem Bhaala i prowadził na tobie eksperymenty. Bił cię i torturował.
Gdy tu przychodził.....
Usłyszeliśmy jakiś dźwięk. Dźwięk otwieranych drzwi. Gdy otwarły się, do pomieszczenia wszedł mężczyzna mojego wzrostu. Miał dość dziwny strój, widać musiał to być mag, sądząc po tatuażach na rękach i długich paznokciach. Zwróciłem uwagę na jego twarz - pełna wystających żył, jakby krew gotowała się w jego żyłach. Miał zakryte uszy i całą głowę prócz czoła, jakąś przepaską. Był dość dobrze zbudowany, ale również tam gdzie widziałem jego ciało, widać było, że coś jest nie tak – wszędzie widziałem wystające żyły. Moc Torma, pozwalała wyczuć mi niesamowity smród zła, ciągnący się od niego.
-O! Widzę, że Dzięcię Bhaala się przebudziło! Czas na kolejne eksperymenty….- popatrzył się na klatkę mojej przyjaciółki - Jaheiro, jak się czujemy?
-Pierdol się – wycedziła Jaheira - Jak stąd wyjdę, roztrzaskam twój łeb o najbliższą klatkę – Jaheira zawsze umiała dać pokaz swojej niezłomności.
Czarodziej roześmiał się. Śmiech miał typowy dla czarodzieja. Oczywiście, złego czarodzieja. Złowieszczy i pełen grozy.
-Oj, Jaheiro, Jaheiro. Chyba czas wezwać moich przyjaciół. Ale najpierw muszę zająć się Melendurem.
-Chciałbym ci powiedzieć, "dobry człowieku" to samo co moja przyjaciółka, ja jednak użyję innego słowa. Złem czuć od ciebie na kilometr, więc dam ci dobrą radę. Wypuść mnie i moich przyjaciół, a może cię nie zabiję – grzecznie, ale stanowczo chciałem również pokazać, że jestem twardy.-Zostaniesz osądzony przy najbliższym garnizonie, za napaść na mnie i moich towarzyszy.
-Gdybym był głupcem, tak bym zrobił - po tych słowach wyciągnął dłoń w mą stronę. Poczułem jak potężna siła popchnęła mnie do ściany, rozkładając moje ręce, jakbym wisiał na krzyżu. Swoją drugą ręką gwałtownie popchnął do przodu, a ja dostałem kilka magicznych pocisków w brzuch. Mocno zabolało. Ja jednak nie mogłem pokazać, że mnie boli. Nie przed takim jak ten.
-Ból będzie przejściowy. Raczej przeżyjesz ten proces.
-Czemu mi to robisz, czego chcesz ode mnie!?- krzyknąłem
-Czego chcę? - spytał uśmiechając się - Ciebie. Musisz zdać sobie sprawę, jaką potęgą dysponujesz. Jak wielka moc jest w zasięgu.....-nie dokończył. Do izby wbiegł jakiś golem – na takiego wyglądał. Duży, był tak jakby pozszywany z części ciała różnych osób. Widziałem już podobne kiedyś – golemy z ciała.
-Na teren znowu wdarli się intruzi Panie - tym razem w dużej liczbie. Wdarli się już na wyższy poziom i go przejęli. Szturmują drugi.. Potrzebujemy pomocy - powiedział posępnym głosem.
-Dlaczego powiedzieliście mnie dopiero teraz?!- oburzył się mag- Działają szybciej niż się spodziewaliśmy! -obrócił się do mnie i rzekł - Nieważne. Spowodowują tylko chwilowe opóźnienie.
Po tych słowach ruszył kilka razy ręką. Otworzył portal i wszedł do niego razem ze sługą. Zluzowało mnie i upadłem na podłogę.
-Melendur, musimy to wykorzystać. Spróbujmy się jakoś uwolnić. Próbowałam wytrychami, czymkolwiek, ale.. nie da się. Zamki są magiczne.
Ja nie odpowiedziałem. Użyłem tylko mocy mojego boga by się uleczyć - nałożyłem ręce na ranę i wypowiedziałem inkantację, a oparzenie zniknęło.
-Spróbuję wyłamać kraty - stwierdziłem, że trzeba spróbować. Siła, którą prawdopodobnie odziedziczyłem po mojemu ojcu, czego wspominać nie lubiłem, okazywała się czasami przydatna. Nie byłem taką górą mięśni jak Minsc i nie miałem dwóch metrów, jednak byłem prawie tak silny jak on, właśnie dzięki mojemu przeklętemu dziedzictwu. Oczywiście – żeby nie było – mięśnie też miałem. Codziennie ćwiczyłem by utrzymać dobrą kondycję. Nie byłem jednak taką górą mięśni jak Minsc, który mierzył prawie dwa metry i mięśnie miał wielkości arbuza. Ja byłem prawie 20 centymetrów od niego niższy i lżejszy. Fakt, że nie byłem tak szybki jak na początku mojej wędrówki, gdy opuściłem Candlekeep, bo przybrałem masy. Ale pozwalało mi to, na wyprowadzanie mocniejszych ciosów. Nie mniej nadal w walce z silniejszymi przeciwnikami miałem przewagę w wytrzymałości i szybkości.
-Nie uda ci się, ta klatka jest magiczna - mówiła, a ja mocowałem się z kratami zaciskając zęby - specjalnie przygotował ją chyba dla ciebie. Nie słuchałem jej, bo mocowałem się z kratami i ogromnym bólem wszystkich kości i całego ciała gdy użyłem mięśni. Czułem jednak, że krata którą trzymałem powoli zaczyna się wyginać. Zauważyłem, że jeden fragment się nagiął. Zawsze coś. Chciałem chwilę odsapnąć i złapać oddech, gdy zauważyłem, że jakimś magicznym sposobem wróciły do poprzedniego stanu...
-Pięknie - jesteśmy w czarnej.....-tym razem to ja nie dokończyłem. Znowu otwarły się drzwi. Tym razem nie był to czarodziej. Gdy ją zauważyłem, od razu się ucieszyłem.
-Melendur, musimy uciekać, jest szansa, mam klucz! - przyznaję, że wtedy, to Imoen uratowała nam tyłek.
-Już myślałem, że się stąd nie wydostanę - odetchnąłem z ulgą - Gdzie Dynaheir?
-Nie wiem...nie widziałam jej. Słyszałem tylko Minsca z sąsiedniego pokoju, jak wypowiadał jej imię.
-Pewnie zamknęli ich razem - stwierdziłem, oczekując od Imoen potwierdzenia
-Nie.. chyba nie, słyszałabym ją - niestety tym mnie zmartwiła.
-Gdzie Khalid?- spytałem.
-Myślałam, że tutaj, z Jaheirą - powiedziała patrząc na Jaheirę pytająco.
-Nie widziałam go od momentu tego, jak nas pojmali. Chyba wszystkich nas rozdzielili, żebyśmy nie potrafili się uwolnić - stwierdziła Jaheira, w czym zapewne miała rację - Już. Jesteś wolny. Teraz Jaheira...
Gdy Imoen była zajęta otwieraniem klatki, ja już zacząłem się martwić od Dynaheir. O Khalida, zresztą też. Miałem okropne przeczucia. Nie chciałem jednak o nich mówić.
-Widzisz, w końcu na coś się przydałaś - Jaheira chciała sypnąć żartem, ale nikt nie miał na razie chęci na ironiczne żarty - Melendurze, musimy znaleźć broń i innych. Musimy się stąd wydostać.
-Oczywiście, ciekawe gdzie nasze rzeczy - spojrzałem na Imoen - Musisz coś wiedzieć. Jak się wydostałaś?
-Usłyszałam jakiś huk i następnie pokrzykiwania goblinów. Jeden z nich, który mnie pilnował, miał klucz. W pewnym momencie po prostu wybiegł z sali. Gubiąc klucz przy okazji. Swoją magiczną sztuczką przyciągnęłam go do siebie. Na szczęście pasowały także do twoich i Jaheiry. Obok nas jest zbrojownia - możemy tam coś znaleźć. Pokoje w tym korytarzu są czyste, wszyscy strażnicy pobiegli na górę. Chyba ktoś ich zaatakował bo słyszałam jakieś wybuchy.
-Tak, też to już wiemy. Ten czarodziej który nas porwał to jakiś psychol. Dodatkowo dysponuje niepokojąco potężną mocą – dodałem, rozglądając się.
-Wiem...on jest...straszny. Opowiem ci później o nim. Chodźmy szybko! - Imoen wyglądała na przestraszoną. Cieszę się, że widzę ją całą. Gdybym stracił i ją i Dynaheir…Nie, nawet nie chcę o tym myśleć. Teraz trzeba znaleść Minsca, Dynaheir i Khalida.
Gdy weszliśmy do zbrojowni obok, próżno szukałem naszych rzeczy. Znalazłem jednak miecz, jakąś zbroję paskową i miarę przyzwoitą tarczę. Wziąłem jeszcze jedną kolczugę i miecz dwuręczny dla Minsca. Jaheira wzięła pałasz i kolczugę a Imoen kołczan z łukiem i dwa sztylety. Nie były to co prawda świecidełka, jakie zdobyłem podczas wypraw, ale jeśli ktoś będzie chciał nam zrobić krzywdę - pożałuje tego.
-Dobra, teraz chodźmy do Minsca.
Idąc korytarzem do Minsca usłyszeliśmy potężny wstrząs. Tak, że zadrżała posadzka i sufit. Coś musiało mocno się zawalić na górze.
-Musi być tam ostra jatka. Miejmy nadzieje, że jak najdłużej - odparłem i w pośpiechu otwarłem drzwi.
Minsc siedział w jednej klatce patrząc na swojego nieodłącznego chomika Boo. Barbarzyńca z Rashemenu chciał dostać się do Loży Berserkerów Lodowego Smoka, wspaniałych wojowników. W celu służył Dynaheir, co było jego sprawdzianem męskości.
Sądzę jednak, że powinienem opowiedzieć wam, jak go poznałem. I jak poznałem Dynaheir.

Wspomnienie pierwsze
Rashemen, jest magiczną, tajemniczą i dla nas – ludzi zachodu – odległym krajem. Jest krainą, gdzie rządzą wiedźmy, duchy i berskerkerzy. Rashemen toczy wieczne wojny z okrutnymi i chciwymi Thaywiańczykami, rządzonymi przez tzw. Czerwonych Magów. Rashemenem rządzą hathran, kasta wiedźm, nazywane również wychalarn. Ich zbrojnym ramieniem są berserkerzy, skupieni w lożach. Największa z nich, najsłynniejsza, to Loża Berserkerów Lodowego Smoka. Z tej oto krainy, pochodzi Dynaheir i Minsc.
Nashkel, pół roku temu.
Minsca poznałem w karczmie „Pod Bekającym Smokiem” w Nashkel. Siedział biedak zapijaczony i gadał ze swoim chomikiem. To chyba Imoen do niego zagadała, gdy jego chomik, Boo, ciągle mu uciekał, a ona go łapała. Nie miał już złota na piwo, a ja nie miałem serca by mu nie postawić następnego ciemnego piwa. Szybko nam wyjaśnił, że szuka kogoś, kto mu pomoże w jego problemie.
-Wyglądacie na takich, którzy mnie wesprą. Nie patrzę, na to kto ile ma broni, ale jakie ma serce.–Tak mawia Boo – chomik radośnie zapiszczał – Jak ci mówiłem, jestem berserkerem z Loży Lodowego Smoka. Pochodzę z Rashemenu. Przybyłem tu jako obrońca Dynaheir – wiedźmy. Oboje jesteśmy na swoich dajemnach.
-Dajemnach? – spytałem. Skądś kojarzyłem to słowo. Na którejś lekcji u Pardy, w Candlekeep musiałem to słyszeć – Aaa, już wiem. Ale możesz wytłumaczyć, zwłaszcza, Imoen bo ona nie lubiła się uczyć historii.
-Dajemna to wyprawa sprawdzająca moją przydatność. Dynaheir też ją przechodzi. Ja mam ją ochraniać.
- A jakaż sprawa przywiodła twą wiedźmę w tak, odległe dla was krainy? – spytała Jaheira.
Zadała dość słuszne pytanie. Czytając ich zwyczaje nie pamiętam, żeby dajemny trwały tak …długo i wysyłali i tak odlegle.
-Nie mogę ci powiedzieć tego, szlachetna druidko, bo nie wiem. Tylko same wiedźmy wiedzą takie rzeczy. Minsc i Boo nie pytają. Minsc chroni Dynaheir. I takie jest moje zadanie!
-Ja osobiście nie mam nic przeciwko, by ci pomóc – powiedz, co się z nią stało i gdzie teraz jest.- powiedziałem.
-Boo się bardzo cięszy! Boo i Minsc prowadzili Dynaheir przez wielki las, gdzie były pająki, aż na południe…Dynaheir prosiła byśmy szli na południe. Aż w końcu pewnego dnia zaatakowały nas gnolle. Minsc popełnił błąd, nie posłuchał Boo i weszliśmy na ich teren.
Gnolle to taka hybryda pomiędzy człowiekiem a psem. Używają broni białej oraz drzewcowej. Gryzą. Dwa metry wysokości . Słaba zwinność, niska inteligencja. Spora siła. Atakują w grupie. Słuchając Minsca, już w głowie obmyślałem taktykę.
Minsc kontynuował w tym czasie:
-…walczyłem jak tylko mogłem. Położyłem prawie z tuzin tych bestii, ale widziałem tylko ją pojmali… Nie miałem szans ją uratować. Musiałem się wycofać, było ich zbyt wielu. Śledziłem ich jednak i wiem, że ukrywają się w jakimś starym zamku, półtorej dnia drogi stąd.
-W zamku, powiadasz… Umiesz posługiwać się mapą, Minscu? – pokazałem mu mapę Wybrzerza Mieczy, z której często korzystałem w czasie moich wędrówek- Pokaż mi to miejsce na mapie, jeśli potrafisz.
Łysy wojownik z Rashemenu wychylił się i spojrzał na mapę. Pokazałem mu na mapie gdzie jesteśmy, a ten bez wahania pokazał rejon, w którym miał się znajdować ów zamek. Nie do końca byłem pewny jego osądowi, zwłaszcza, że nie sprawiał wrażenia umysłowo rozgarniętego.
-Boo nie zna się na mapie, ale Minsc tak. Dzięki Dynaheir. Nauczyła mnie.
-Jest zatem bardzo …mądra Minscu – dodała Jaheira – Nie patrz się tak na mnie, Melendur. Mówi prawdę. Ten rejon jest silnie zasiedlony przez bandy gnolli. I tak, jest tam rzeczywiście stara forteca amnijska, kiedyś wykorzystywana jako graniczny garnizon, lecz od stu lat marnieje. Gnolle mogły go zasiedlić.
Popatrzyłem się na Jaheirę. Odwzajemniła spojrzenie tym samym wzrokiem, co zawsze. Ten wzrok mówił: Ty tu rządzisz, to ty decydujesz. Khalid miał zwykle to samo zdanie, ale wolałem go spytać, co o tym myśli. Szanowałem członków mojej drużyny.
-Khalid?
-P-P-po co mnie pytasz? Przecież już walczyliśmy z gnollami. Zresztą, ty decydujesz.
-Ok, powiedz mi tylko czy się zgadzacie. Potrzebuję tego – odparłem pewnie, lustrując Jaheirę i Khalida.
-Oczywiście, że tak. Pójdziemy z tobą. Jak najbardziej ta misja jest szlachetna.– dodał Khalid.
-Imoen, ciebie nie pytam. Bo i tak się zgodzisz na wszystko-uśmiechnąłem się.
-Wiesz co? Jak możesz! – odgryzła się Imoen – Beze mnie sobie nie poradzisz, a ty takie słowa do mnie kierujesz, jakbym była twoją niewolnicą!
- A nie jesteś? Och, Imoen. Znasz mnie – uśmiechnąłem się, a Imoen kle jak zwykle zrozumiała mój żart odpowiadając uśmiechem. Obróciwszy się w końcu do Minsca, powiedziałem:
-Zdecydowaliśmy. Z wielką chęcią uratujemy twoją Dynaheir. Ponadto, z chciałbym zobaczyć, jak sobie radzisz w walce, przyjacielu. Kiedy chcesz wyruszyć?
I tak Minsc jest z nami do dzisiaj. Dynaheir poznałem dwa dni później. Sam trochę ekscytowałem się wyprawą – już miałem na koncie kilka misji, w których trzeba było coś odzyskać ze starych grobowców, ruin, zabiciem martwiaków, ratowaniem ludzi. Przepełniała mnie nie tylko duma, ale przede wszystkim szczęście, że mogłem komuś pomóc. Że robiłem to, zgodnie z kodeksem paladyna. Zgodnie z moją wiarą. Zgodnie z tym, czego nauczył mnie Gorion. Ta misja wydawała się trudniejsza. Musieliśmy się przedrzeć przez grupy gnolli, zakraść się do twierdzy i uratować kobietę. Nie są to co prawda wymagający przeciwnicy, ale w grupie mogą zrobić niezłe zamieszanie. Spotkaliśmy też po drodze Czerwonego Maga z Thay, który chciał nas wynająć by zabić Dynaheir. Minsc chciał skrócić go o głowę i omal się tak nie stało, lecz Jaheira wkroczyła do akcji i na szczęście się rozeszliśmy. Gdziekolwiek hathran spotka Czerwonego Maga – oboje wydrapali by sobie oczy. Rashemitów, cechują dobre wartości – honor, rodzina, patriotyzm i sprawiedliwość. Thaywiańczycy takich niestety nie znali. Zwłaszcza Czerwoni Magowie. Mag nazywał się Edwin Odesseiron i był niesamowicie pyskaty i zarozumiały. Był odzwierciedleniem wszystkich negatywnych cech Czerwonych Magów. Oferował nam kolosalne sumy za zabicie Dynaheir i to, że, jak to sam ujął „Uczyni tam tą łaskę i pozwoli się przyjąć do naszej drużyny”. Stwierdziłem, że, po pierwsze nie jesteśmy mordercami, po drugie czuć było, że jest złą osobą co moje moce paladyna to potwierdzały. Ponadto, jestem rycerzem. Jestem obrońcą. Nie mordercą. I żaden Czerwony Mag nie będzie się mną wysługiwał. I nie zamierzam zabić bezbronnej kobiety. No dobra, nie do końca bezbronnej. Nie mniej, kobieta ta nie zasłużyła na śmierć. Nikt też, nie będzie kpił z mojego honoru. I będę pierwszym, który ją obroni.
Zanim Czerwony Mag odszedł, popełnił zasadniczy błąd, który jednocześnie był dla nas ważną informacją. Powiedział nam, gdzie jest Dynaheir. Gnolle mieli ją trzymać na najwyższym dziedzińcu, w jakiejś celi. Mają ją traktować jak jakieś bóstwo lub coś podobnego. To byłą dobra informacja, bo oznaczała, że Dynaheir jest względnie bezpieczna.
Po tym incydencie bez problemów dotarliśmy do Cytadeli. Rzeczywiście – styl architektoniczny wyglądał na amnijski. Okrągłe baszty, bez kopertowych dachów jak na północy. Twierdza położona była na wybrzeżu, obok małej rzeki, która wpadała do morza. Wyglądało na tą warownię, o której mówiła Jaheira. Ustaliliśmy, że czekamy do północy. O tej porze, przygotowani ruszyliśmy do twierdzy. Aby wejść do dolnej, zrujnowanej części twierdzy, należało przejść przez most. Na końcu mostu, ujrzeliśmy dwie, wysokie na ponad dwa metry postacie z długimi włóczniami. Chwile staliśmy nieruchomo. Puściłem oko Imoen, i ruszyłem do przodu, a za mną reszta.
-Melendur, co ty robisz? – syknęła do mnie – Powariowałeś?
Milczałem. To było cholerne ryzyko, zwłaszcza, że przecież mogli wezwać alarm i wezwać pozostałych, czego nie do końca chcieliśmy. Gnolle albo nas nie zauważyły, albo były zaskoczone i nie wiedziały co zrobić. Szedłem przed siebie, a za mną Khalid, potem Minsc, Jaheira i na końcu Imoen. Jeden z gnolli zrobił jednak niepewny krok przed siebie i gdy dzielił mały dystans. Chciał zacząć zdanie we wspólnym:
-Co wy tu….
-Teraz. – rzekłem.
Moje ostrze błysnęło w świetle księżyca. Po chwili już wyciągałem już miecz z jego gardła. Gnoll padł jak rażony gromem, gdy nieoczekiwanie wbiłem mu miecz prosto w szyję. Nie spodziewał się tego. Spojrzałem na jego kolegę z warty, który stał obok. W jego głowie tkwiła strzała z łuku Imoen. Śmierć poniósł natychmiastowo. Oboje nawet nie wiedzieli, w którym momencie zeszli z tego świata.
-To było ryzykowne, Melendurze – stwierdziła Jaheira – Mogli nas usłyszeć – dodała.
-Czytałem o nich w Candlekeep i wiem to i owo od Minsca. Wiem na co ich stać– wytłumaczyłem się, ciągnąc dalej – Po za tym, musieliśmy ich unieszkodliwić, by móc wrócić bezpiecznie przez most.
-W dość ryzykowny sposób – poparł żonę Khalid – Mogliśmy to zrobić ciszej. N-n-ie mniej p-przynajmniej się udało nam ich p-o-okonać.
-Właśnie. Dobra, dalszy plan jest taki, jaki ustalaliśmy. Przekradamy się dwójkami. Ja idę z Imoen na początku. Minsc z Jaheirą. Khalid, ubezpieczasz tyły. Przygotuj łuk. Idziemy i likwidujemy wszystkich tych, którzy stanowią dla nas zagrożenie i będą przeszkodą w powrocie.
Imoen prowadziła, jej umiejętności skradania były nieocenione. Jak duch, przemykała się, zlewając wręcz z cieniami. Czasami jedynie światło księżyca które pojawiało się i znikało, z racji przemykających się po niebie chmur, ukazywało jej sylwetkę.
Powoli, po masywnych schodach, kroczyliśmy do przodu. Weszliśmy na pierwszy poziom, gdzie nie widzieliśmy Gnolli – wszystkie musiały spać, bo gdzie w niektórych oknach świeciło się. Popatrzyłem w górę, na najwyższy poziom twierdzy, gdzie był również kolejny dziedziniec. Zauważyliśmy odbijające się światło w powietrzu, które swoją łuną okalały kilka małych wieżyczek wokół niego. Wygląda na to, że paliło się tam duże ognisko. Dobiegał również z tamtej strony wyraźny odgłos warczenia i wycia. Wygląda na to, że gnolle mają imprezę. Miałem nadzieje, że nie z kobiety, którą mieliśmy uratować. Minęliśmy jeden wielki dół, w którym widzieliśmy same martwe ciała. Dół musiał kiedyś służyć jako miejsce na gorące kotły z olejem, wykorzystywanym do obrony. Teraz gnolle zrobiły sobie z niego miejsce na pozostałości po „jedzeniu”. Ochyda. Imoen machnęła mi ręką, była kawałek przede mną. Podskoczyłem do niej, najciszej jak tylko mogłem, dając znak reszcie, że mogą powoli podchodzić. Imoen stała oparta o ścianę twierdzy. Obok drzwi prowadzących do głównego budynku twierdzy.
-Są dwie drogi, Melendur. Albo przechodzimy przez te drzwi – pokazała na drzwi obok – albo idziemy schodami, o tam – pokazała palcem na schody, znajdujące się na boku budynku.
-No to idziemy przez schody, to chyba jasne? – spytałem. Imoen jednak pewnie miała swoje „ale”
-Tak, „mistrzu” ale, zauważyłam tam kilku strażników. Jest tam bardzo wąsko i niebezpiecznie. Jeden krok i lecisz 100 metrów w dół w kamienistą rzekę. Więc panie przywódco, co rozkażesz?
Chwila namysłu, spojrzeń między Imoen i Jaheirą, która właśnie podeszła.
-Przygotować broń – zdecydowałem się na bardziej spektakularny wariant.
-Spodziewałam się tego. Ale w sumie to rozsądna decyzja – skomentowała Jaheira.
Co tu dużo mówić. Imoen tylko podsłuchała przez drzwi, że parę gnolli jest w środku. Miałem akurat dwie mikstury ognistego płomienia, które kupiła Jaheira. Rzucając je gdziekolwiek, imitowałem po prostu czar ognistej kuli. Jednym słowem - robiła niezłą rozpierduchę. Otwarłem szybko drzwi. To była sekunda. Zauważyłem zaskoczonych gnolli, robiących sobie ucztę z jakiegoś mięsa. W rzucaniu byłem kiepski, więc to Imoen cisnęła flakonem, trafiając dokładnie na stół przy którym psowate potwory ucztowały. W ostatniej chwili zamknąłem drzwi, zanim usłyszałem huk i lekkie wstrząśnięcie na drzwiach, które przytrzymałem. Następnie zabarykadowałem je wszystkim, co było pod ręką by nie mogli wyjść. W sumie nie było to za bardzo potrzebne, bo po prostu gnolle się tam usmażyły. Ale trzeba było mieć pewność.
-No więc co teraz, przywódco? – spytała Jaheira.
-Czekamy minutę i wchodzimy do środka – powiedziałem.
-Mamy towarzystwo – krzyknął Khalid – Bronić się!
To byli ci strażnicy którzy przebywali na schodach prowadzących na dziedziniec. Pewnie usłyszeli huk i przybiegli. Było ich ośmiu. Khalid od razu ich zobaczył i wystrzelił z łuku, trafiając bez problemu. Jego elfie pochodzenie pomagało mu świetnie widzieć w ciemnościach. Jego następny strzał dokończył dzieło. Imoen nie miała tyle szczęścia, bo chybiła, ale następny jej strzał był precyzyjny, trafiając w nogę jednego z Gnolli.
Gdy uderzyły na nas, zaczęła się jatka. Imoen wycofała się za nas próbując szyć z łuku, co było trudne, bo tańczyliśmy z ostrzami razem Gnollami. Miałem też okazję, oczywiście, kątem oka zobaczyć jak wielką siłą dysponuje Minsc. Wyglądał na szaleńca, ale to jak wymachiwał swoim dwuręcznym mieczem, sprawiło na mnie wrażenie. Położył trzy stwory i każdego pierwszym, śmiercionośnym ciosem. Co najlepsze – dwa razy pchnęły go te stwory włócznią. W tym jeden raz, dość paskudnie w udo, a ten po prostu wyjął włócznię z ciała, mocując się przy tym z gnollem, a drugą ręką – wbił miecz w brzuch adwersarzowi. Po walce został oczywiście uzdrowiony przez Jaheirę. Khalid, po za wspomnianym gnollem, trzema ciosami swoim mieczem zabił dwóch. Jaheira dobiła zranionego gnolla przez Imonen, swoim sejmitarem. Ja położyłem dwóch. Jednego dość szybko, bo popełnił błąd – zbyt nisko chciał mnie pchnąć halabardą, którą odbiłem mieczem. Gnoll nie stracił nad nią panowania, ale mogłem ją dzięki temu złamać kopniakiem, co szybko uczyniłem. Reszta była już tylko formalnością. Drugi, który biegł na mnie warcząc wściekle, cisnąłem mieczem, który wbił mu się prosto w pierś. Po walce. Jakoś poszło.
-Wszyscy cali? – spytałem.
-Teraz tak – powiedziała Jaheira, kończąc wypowiadać czar uzdrawiający na rashemickiego łowcę.
-Świetnie. Włazimy do środka – wolałem się upewnić, co będziemy mieć za plecami za nim wejdziemy na górę.
Otwarliśmy drzwi, oczywiście wcześniej wyciągając wszystkie rygle, które barykadowały nam wejście.
Ujrzałem to, czego się spodziewałem. Gdzie nie gdzie jeszcze się paliło, choć ogień już dogasał. Paliły się tylko jakieś stoliki i ławki i to bardzo słabo, bo były tak stare, zbutwiałe i wilgotne, że nie były po prostu łatwopalne. Co innego gnolle – te paliły się jeszcze świetnie. Wszystkie leżały już martwe. Nigdy nie znosiłem okrucieństwa, ale …za te trupy niewinnych wieśniaków które ujrzałem w tym dole…Należało się sukinsynom.
W latach świetności twierdzy, sala musiała być jakąś jadalnią bo było sporo ław i stołków. Gnolle nadal ją wykorzystywały w podobnym celu, z tymże posiłkiem byli niewinni ludzie. Drewniana podłoga, po której stąpaliśmy, strasznie skrzypiała.
-Widzisz – zaczęła Jaheira – Słuchaj się mnie, a wyjdziesz na dobre. Mikstury ognistego oddechu nadają się na takie akcje.
-Nigdy nie wątpiłem, by twierdzić inaczej, Jaheiro – odparłem – Twoje rady są dla mnie ważne . Jaheira strasznie starała mi się wtedy pokazywać, że nadal mi wiele brakuje doświadczenia. Oczywiście, zawsze szanowała moje decyzje, ale wtedy, na początku naszych podróży, była momentami denerwująca. Z drugiej strony ja też, byłem też młodym, zarozumiałym głupcem.
-Boo nie widzi nadal Dynaheir – odezwał się Minsc. Może powinniśmy iść schodami, Melendur? – spytał niecierpliwy Minsc.
-Moment, Minsc. Chcę być pewny, że mamy zabezpieczone tyły – studziłem Minsca, ale jednocześnie chciałem go uspokoić – Obiecałem ci – uratujemy ją. I tak będzie. Melendur dochowuje danego słowa. – musiało to do niego dotrzeć, bo Minsc zamilkł - Poczekajcie tu. Sprawdzę co jest w tym pokoju na górze.
Zainteresowały mnie drzwi, dość solidnej jakości, które były na górze. Prowadziły do niej drewniane schodki. Pewnym krokiem, z bronią w ręku i tarczą ruszyłem przed siebie. Pierwsze trzy kroki nie wzbudziły we mnie żadnej niepewności. Ale czwarty…Piąty….Szósty….Siódmy….Ósmy…Dziewiąty..
-Melendur, złaź, szybko! – krzyknął Khalid. Rzadko się nie jąkał i jak sam mówił – jak już się tak działo, to znaczy, że był przestraszony albo przejęty.
Poczułem lekkie chrupnięcie, nawet nie trzask. Trzask słychać, jak łamie się suche drewno, a to było zbutwiałe. Następując zbyt nieostrożnie na dziesiąty stopień, moja stopa zapadła się i reszta stopni złamała się jak domek z kart, gdy uderzyłem całym ciałem. To jeszcze nie koniec. Jak wspomniałem – drewniana podłoga również nie była w świetnym stanie i bez większych oporów przebiłem się przez nią, lecąc na dół. Przeleciałem dwa poziomy niżej.
Miałem cholerne szczęście. Spadłem na gnolla, nie na podłogę. Zabijając go przy okazji na miejscu, bo „niefortunnie” spadłem mu na jego paskudną mordę, co spowodowało jej zmiażdżenie. Niestety drugi psowaty potwór nie był zbyt zadowolony z tego powodu. Byłem zbyt oszołomiony i lekko ogłuszony upadkiem. Wziął mnie za bety jak poduszkę i przycisnął do kamiennej ściany. Kątem oka, zauważyłem, że jestem w pomieszczeniu zamkniętym, w jakiejś celi. Za gnollem, mignęła mi przed okiem jakaś postać która stała unieruchomiona przy przeciwległej ścianie. Nie miałem czasu się przyglądnąć, bo byłem przyparty do ściany przez gnolla, którym swoim psim pyskiem ział mi swoim, nie miłym z resztą zapachem na twarz, warcząc na mnie. Ślina toczyła mu się z pyska. Gdy chciał mnie ugryźć, zrobiłem ryzykowny ruch, ale okazało się, że było warto. Z największą siłą uderzyłem go w nos z „główki”. Wiedziałem o tym, że to czuły punkt gnolli i to go na chwile zajmie, dając mi czas na wyprowadzenie dalszej kontry. Gnoll odsunął się, łapiąc za pysk, co pomogło mi, w tym bym mógł śmiało ponownie uderzyć, tym razem pieścią, na której miałem żelazną rękawicę. . Ten uchylił się jenak i swoimi pazurami, dość precyzyjnie, chlasnął mnie pod żebrem, w miejscu gdzie miałem słabszy fragment zbroi. Syknąłem z bólu. Nie poddałem się jednak – kopnąłem go w przyrodzenie. Okazało się, że gnolle takowe mają. Musiał to być mocny cios, bo złapał się kroczu. Z pięści uderzyłem po raz kolejny w jego pysk. Za trzecim uderzeniem w końcu upadł. Szarpał się i nawet mnie ugryzł w rękę, gdy leżałem na nim. Raniłem sobie w ten sposób ręce, bo szamotał się i gryzł na oślep. Bolało jak cholera, ale przecież nie mogłem przestać, bo chodziło o moje życie. Za jedenastym uderzeniem mojej ręki, w końcu wyzionął ducha. Gdyby nie płytowe rękawice, było by ciężko. Dysząc, wypowiedziałem inkantację i uleczyłem sobie chociaż dłonie, bym mógł swobodnie walczyć. Popatrzyłem w górę. Reszta będzie mnie szukać. Gdy opuściłem głowę, dopiero teraz sobie przypomniałem, że nie jestem sam.
Przyjrzałem się postaci. To była ludzka kobieta. Jej ciemna karnacja mówiła jedno – pochodzi ze wschodu. Minsc opisał ją właśnie tak. Ciemnorązowe włosy, ciemna karnacja. Tyle wiedziałem. Nie wiedziałem, jednak, że wiedźma może być tak piękna. Jej czarne jak obsydian oczy zlustrowały mnie. Jej piersi wręcz wystawały z jej podartej szaty.
-Tak, jestem od Minsca, jeśli pytasz – odparłem od razu.
Nie odpowiedziała. Patrzyła się cały czas na mnie. Nie było w tym zaskoczenia. Jedynie ciekawość i spokój. Nie widać było strachu ani błagalnego wzroku. Pewność siebie i wylewająca się z jej oczu godność. Nie dodałem nic więcej i obejrzałem się za kluczem. Miał go akurat Gnoll, którego zabiłem swoim tryumfalnym upadkiem. Podszedłem do niej i zacząłem otwierać zamek.
-Moja Pani, wybacz, nie mam niestety szat, by ci okryć – Powiedziałem, zwracając uwagę na jej podarte szaty.
-Moje szaty, nie są teraz ważne, szlachetny Panie. Dziękuję za ratunek. Mniemam, że Minsc jest na górze? – spytała wiedźma.
-Tak. Jestem Melendur z Candlekeep, paladyn Torma i Lathandera – przedstawiłem się, wyciągając rękę.
Nawet w tym momencie, miała w sobie tyle gracji . Lekko wyciągnęła do mnie swoją ciemną, hebanową dłoń i powiedziała:
-Dynaheir, wychalarn, członkini Hathran z Rashemenu – jej dłoń, jak przystało na rycerza ucałowałem.
-Miło jest poznać, szlachetna Pani – popatrzyłem na nią i stwierdziłem – Ale niestety muszę być obskurny i cię popędzić. Musimy spadać, bo i tak już narobiliśmy sporo huku. Co jest za tymi drzwiami?
-Długi korytarz, prowadzący na dolny lub środkowy dziedziniec.
-No to idziemy na dolny. Miejmy nadzieje, że reszta pomyśli podobnie.
Wziąłem ją za rękę i prowadziłem cały czas. Nie mogłem znaleźć tarczy, ale udało miecz na szczęście leżał na podłodze. Kupię sobie nową w Nashkel. Przyznaję, wtedy byłem jak nastoletni gówniarz, który nasłuchał się legend i czuł się jak rycerz wybawiający damę z opresji i czułem się…z tym dumnie. Wręcz chciałem się popisać. Idiotyzm. Ale przecież miałem wtedy dopiero 20 lat…
Trzymając ją wciąż za rękę, prowadziłem przez korytarze. Pochodnie tliły się w odstępie kilkunastu metrów, więc było nieco ciemno. Gdyby gnolle nie były głupie, to by mogły mnie zaskoczyć w ciemnośći. Nadbiegający na nas gnoll z dużym, dwuręcznym mieczem, warcząc przy tym ukazując swój cały swój, paskudny pysk, był przykładem ich głupoty. Wypuściłem na chwilę młodą wiedźmę, i zacząłem biec mu naprzeciw, najszybciej jak się dało. Ciekawiło mnie, czy uda mi się ten numer.
To było ryzyko, bo trzeba przewidzieć, w którą stronę atakujący uderzy i odpowiednim momencie uniknąć ciosu.. Na szczęście, wziął zawczasu zamach i ja mogłem wyczuć w którą stronę spadnie jego ostrze. Podskoczyłem lekko, wykonując półobrót dzięki któremu nie tylko uniknąłem ciosu, ale znalazłem się obok niego jak i również całym ciężarem ciała wykonać potężne cięcie, które spadło na jego ramię. Zawył wściekle. Gdy chciał wykonać na mnie swój cios, usłyszałem jakby uderzenie pioruna. Mały, kulisty piorun który wystrzelił z ręki Dynaheir spowodował jego szybką śmierć.
Popatrzyłem na Dynaheir i jedynie przytaknęła głowa. Wziąłem ją ponownie za rękę.
Gdy wbiegaliśmy krętymi schodami na górę, słyszałem co raz bardziej dochodzące do nas odgłosy walki. Gdy wybiegliśmy na górę, kopniakiem otwarłem drzwi.
Przed moimi oczyma ukazał się najniższy dziedziniec, który na początku mijaliśmy. Zauważyłem Minsca i resztę odpierającego sporą grupę gnolli. Drzwi, którymi weszliśmy, gdy wchodziliśmy na początku do Twierdzy były niewidoczne z daleka, dlatego ich nie zauważyliśmy. A pewnie inaczej by się to potoczyło, gdybym je zobaczył. Bo ja nigdy nie lubię zostawiać nie ubezpieczonych tyłów.
-Pani Dynaheir – zwróciłem się do wiedźmy – Mam nadzieje, że potrafić mocno dowalić tym stworom?
Dynaheir nic nie powiedziała, tylko na napierającą grupę gnolli, która zbiegała z górnego dziedzińca schodami, cisnęła małym czerwonym ognikiem. Kiepsko jak na grupę stworów.
Myliłem się.
Ten mały ognik, gdy tylko dotarł do biegnących potworów, wybuchł nagle, ogarniając ogniem znajdujących się obok gnolli.
-Wystarczy, by przekonać, że potrafię walczyć? – spytała.
-Dobra, teraz ja muszę cię przekonać, lady Dynaheir – powiedziałem z zawadiackim uśmiechem i z krzykiem na ustach włączyłem się do walki.
Zajęcie się niedobitkami tej grupy nie sprawiło nam kłopotów. Szybko uporaliśmy się z maruderami gnolli. Minsc, po walce, gdy zauważył Dynaheir, przyklęknął i powiedział:
-Dynaheir! Minsc i Boo, przybyli by cię uratować. O to jesteśmy!
-Dziękuję, że zorganizowałeś dla mnie pomoc. Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć – powiedziała wiedźma
-Melendur jest paladynem i wiedziałem, że mogę mu zaufać. Musimy mu podziękować! Boo tak mówi!
-Wiem, ze chcecie sobie pogadać, ale mamy znowu towarzystwo….- miłą scenę przerwała Jaheira, która swoją sejmitarem wskazała znowu na schody kierujące do górnego dziedzińca. Kolejna fala gnolli zbliżała się do nas.
-Dobra, spadamy. Przechodzimy do ostatniej fazynaszego planu! – krzyknąłem i zaczęliśmy biec w stronę mostu.
Gnolle co prawda nie mają dobrego przyspieszenia, ale to jak z wielką kulą śniegu. Co raz szybciej się rozpędzają i nabierają szybkości. Udało się nam dobiec do mostu i zaczęliśmy biec przez most. Gdy byliśmy w połowie, krzyknąłem:
-Imoen, wiesz kiedy!
Moja przyjaciółka, obejrzała się za siebie, bo biegła ostatnia. Zauważyła, ze już pierwszy gnoll, wpada na most a on zaczyna się trząść pod naporem 140 kilogramowego wielkiego, psowatego potwora. Za chwilę wpadną kolejne. Co prawda, moglibyśmy zaryzykować i poczekać, aż spadną, ale wolałem nie. Gdy Imoen już dobiegła jako ostatnia, za most od razu rzuciła ostatnią, butelką ognistego płomienia. Gdy tylko rozbiła się, płomień, niczym demon ognia ogarnął w swe ramiona wszystkie gnolle oraz most, niszcząc go. Gnolle, albo zginęły w wyniku płomienia, albo zginęły z powodu upadku. Te które nie wbiegły za most, zawyły wściekle. Nie pozostało nic innego, jak dobiec do koni i udać się w bezpieczne miejsce.
Jechaliśmy około trzech godzin, w miejsce, które znalazł Minsc i uznał je za bezpieczne. W lesie, w małej, pustej jaskini. Ściągając zbroję, zauważyłem, że kapie z niej dość dużo krwii. Nawet nie wiedziałem, że tak głęboko zatopił we mnie swoje pazury ten gnoll. Rana co prawda nie była straszna, ale ranę trzeba było szybko opatrzeć, bądź rzucić czar uzdrawiający. Jaheira niestety wykorzystała swoją moc i musiała odpocząć, gdyż opadała z sil i była wyczerpana.
-Opatrzę cię, tylko tak by zatamować krew. Jutro jak nabiorę sił, rzucę na ciebie czar uzdrawiający.
-Dzięki. Dam sobie rady.
Jaheira, gdy zaczęła mi się przyglądać, okazało się, że tkwiał w niej kawałek gnollowego pazura. To dlatego tak mnie cholernie uwierało z boku.
-Wyciągnę ci go, ale muszę to zrobić szybko. Będzie bolało – druidka przynajmniej była szczera.
Swoimi smukłymi i zręcznymi palcami, chwyciła pazur który tkwił głęboko miedzy zebrami. Wziąłem głęboki oddech.
-Na raz, dwa…..trzy!
Warknąłem z bólu, a z rany wylała się nowa fala czerwonej juchy. Gdy Jaheira, szybko zaczęła szukać bandaży, nagle podeszła Dynaheir, patrząc się na mnie swoimi czarnymi, hipnotyzującymi oczami, przyłożyła dwie ręce do rany, zamknęła oczy i wypowiedziała nieznane mi z języka słowa.
Gdy odłożyła ręce, po ranie nie było już śladu.
-Dziękuję, wychalarn Dynaheir – powiedziałem, będąc lekko zaskoczony.
-To ja dziękuję, Melendurze. To taki mały drobiazg. Dziękuję za ratunek. To było…bohaterskie.
To było gówniarskie uczucie, ale nawet nie wiecie, jak się wtedy miło poczułem. Ja, początkujący rycerz, dokonał takiego czynu. I uratował piękną kobietę. Czego kurwa, chcieć więcej?
-To był mój obowiązek, moja Pani. Jak mógłbym się nie podjąć takiej szlachetnej misji – chciałem przez to powiedzieć „graj muzyko!”.
Uśmiechnęła się. Miała pełen tajemnicy uśmiech, który pociągał mnie i powodował, że wręcz chciałem się dać owinąć jej wokół palca. Z perspektywy dzisiaj, widzę, że to było chłopięce, ale kurde. Któż z was, nie miał nigdy takiej sytuacji?
-Postanowiłam, że w ramach podzięki, jestem winna ci nie tylko dozgonną wdzięczność, ale także wiem, że Minsc obiecał ci, że ci pomożemy w twojej misji. Sama i bez tego bym to uczyniła. Z wielką chęcią przyłączę się do twojej kompanii, sir Melendurze.
-Nie jestem szlachetnie urodzony, miła Pani. Wychowałem się w Candlekeep – odparłem z uśmiechem.
Gdy to usłyszała uniosła brew i zaciekawiła się.
-Candlekeep…Właśnie tam zmierzaliśmy idąc do Rashemenu. Chciałam studiować tam księgi.
-Wychowałem się tam z Imoen – wskazałem na nią.
-Nie. To on wychował się ze mną- Imoen jak zwykle musiała wrzucić swoje trzy grosze.
-Na razie i tak tam nie zamierzam wracać. Gnolle zniszczyły księgę, którą mogłam ofiarować bibliotece, by mieć prawo wstępu. Z wielką przyjemnością pomożemy twojej sprawie.
I tak ją poznałem….
Wspomnienia. Miłe wspomnienia.
Na chwilę zapomniałem, że jestem lochach, a po Dynaheir, nie ma śladu.
-Minsc, ruszaj dupsko. Idziemy i wynosimy się stąd. Boo chyba też chce powalczyć. Mów co z Dynaheir.
Minsc milczał i to było najgorsze. Nawet nie musiał mówić, żebym się domyślił co stało. Chociaż nie chciałem o tym myśleć, ta myśl i tak dobijała się do mojego serca, choć nie chciałem ją przyjąć. Nie chciałem.
-Minsc, odezwij się do kurwy nędzy! Co z Dynaheir..?!- krew zaczęła we mnie buzować i chwyciłem za kraty.
Minsc popatrzył na mnie smutno.
-Zawiodłem, Melendur - to słowo spadło na mnie jak piorun..
-Jak...Co? Co się stało?
-Ja...widziałem jak ją zabierają i ranią. Widziałem...Jak wampir pije jej krew....
Poczułem w tym momencie ogromną falę gniewu, który wezbrał we mnie. Zawsze musiałem się przed tym bronić. Ścisnęły mą duszę kajdany nienawiści, wyciskając z niej truciznę płynącą z mej skazy, która napędzała mój gniew. Nienawidziłem tego uczucia.. To była wieczna walka ze dziedzictwem które czasami mnie przytłaczało. Ale tym razem sam ten gniew wywołałem. Musiałem rozładować gniew. Chwyciłem stół stojący obok mnie i cisnąłem o ścianę i zawyłem z wściekłości.
-Zamorduję go! Zniszczę!!!Zabiję ich wszystkich!!! Zakopię skur.....
-Wybacz Melendurze. Oszołomili mnie i nie mogłem jej uratować...Uwolnij mnie! Zemścimy się na tych, którzy ją zabili!
Cisnąłem kolejnym stołkiem, i następnym. Kiedy chciałem rzucić kolejnym…Uświadomiłem się, jak bardzo jest to bezcelowe. Nie zwróci mi to Dyny. Zrezygnowany opadłem na kolana i zasłoniłem oczy. Byłem w paskudnej sytuacji. Zbierało mnie na łzy, ale nie mogłem płakać. Nie ja. Dynaheir…by tego nie chciała. Nie mogłem się poddać...Co gorsza, nie miałem czasu o tym myśleć. Musiałem wyprowadzić resztę... Musiałem się szybko podnieść.
-Melendur..- Imoen, którą również informacja zaszokowała, podeszła i objęła mnie.
-Zemścimy się na nim. I znajdziemy Dynaheir. Może...da się ją odczarować. Wampiryzm nie zawsze jest ostateczny - Jaheira, mimo żelaznego charakteru również kucnęła i chwyciła mnie za moją czuprynę - Wiem, że...To ogromna strata. Ale nie możesz się poddawać. Dynaheir by tego nie chciała.
Wstałem po chwili i nic nie mówiąc wziąłem klucz od Imoen i chciałem otworzyć celę Minsca. Niestety się nie udało.
Minsc odezwał się.
-Jakiś chochlik albo coś…takiego dziwnego, co mnie pilnowało, uciekło nagle i wzięło klucze. Boo pobiegł za nim i powiedział mi, że nigdzie innych stworków już nie ma.
Chwila namysłu, wymiana spojrzeń między sobą.
-Minsc, razem musimy je rozerwać. Na raz, dwa .....trzy! - Minsc posłuchał mego polecenia i obydwoje zaczęliśmy z całej siły giąć magiczne kraty. Nie mogliśmy przestać rwać, bo kraty wracały do poprzedniego stanu. Zauważyłem, że Minsc opada z sił. Musiałem go jakoś zmobilizować.
-Minsc, mięczaku! Skoro nie umiesz chronić Dynaheir powinieneś zostać w tej klatce! Jesteś cipa, nie obrońca! Żygać mi się chcę, gdy na ciebie się patrzę.
Oczywiście blefowałem, ale Minsca nie torturowali i miał więcej krzepy. Musiałem go wkurwić. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Minsc słysząc me słowa, zaczerwienił się ze złości, w gałkach ocznych pękły naczynia krwionośne. Chwycił kraty i wyłamał je już praktycznie bez mojej pomocy. Gdy wyszedł z klatki, ślina toczyła mu się z ust i patrzył na mnie, jak na kogoś kto skrzywdził mu wszystkich krewnych.
-Wybacz Minsc. Musiałem cię jakoś zmobilizować. Słowa nie były prawdziwe.
Minsc nadal się gapił na mnie i zaciskał pięści i wykonał krok w moją stronę.
-Minsc, to nie była prawda. Obudź się!
Nadal nie zdawało to rezultatu. Zaczęło być gorąco, bo Minsc już leciał na mnie z pięściami gdy Jaheira weszła do akcji, podchodząc do niego, przy okazji sprzedając mu przysłowiowego „liścia” w twarz.
-Minsc, uspokój się do kurwy nędzy! Dziękuj Melendurowi, że pomógł ci się wydostać! Bierz Boo i idziemy!
I to poskutkowało. Minsc jak odczarowany spojrzał na mnie i powiedział:
-Ale to było sprytne! Te słowa padły z twych ust tylko po to, bym wpadł we wściekłość. W taką wściekłość, bym wpadł w szał! Czasami myślisz tak bystro jak sam Boo! – jego wypowiedź, świadczyła, że Minsc był już sobą.
-Minsc. Teraz musimy znaleźć tego czarodzieja i wywrzeć na nim pomstę. Powiedz mi wszystko. Wszystko co widziałeś i co wiesz – powiedziałem mu.
Rashemicki Łowca opowiedział mi całą sytuację. Minsc jako pierwszy wyczuł w czasie tego feralnego poranka, że coś jest nie tak. Źle spał tamtej nocy i miał lekki sen. Usłyszał jęki i od razu rozpoznał głos Dynaheir. Widział tylko jak ją zabierają i rzucił się za nimi. Ubił dwa wampiry, ale w pewnym momencie jednak został pochwycony przez kilka innych . Dokładnie opisał wygląd napastników – mieli czerwone oczy, byli zakapturzeni i ubrani na czarno. Ostatni obraz jaki pamięta to jak Dynaheir posłała parę zaklęć w stronę tych potworów. Jeden z nich zaszedł o tyłu wtopił swe kły.
Są zatem dwie możliwości. Albo nie żyje, albo stała się wampirem. Nie wiem, co gorsze. Nadal to jednak do mnie nie dochodziło. Co gorsza, nie miałem czasu nawet o tym myśleć....Bo musieliśmy przeć do przodu, by się wydostać.
_________________
(były)Mistrz Próby Bhaala i Wielki Dyplomata, teraz, zaledwie proch na wietrze...
Przeczytałeś już wszystkie artykuły historyczne? Nie możesz znaleźć niczego ciekawego? Wejdź na Kącik Romana!, a spędzisz całą noc na czytaniu!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Tuldor88 
Uczeń Gonda
Dziki kurczak zagłady


Wiek: 30
Posty: 1740
Podziękowania: 129/135
Wysłany: 2014-07-24, 00:14   

Ło matko i córko... widzę że naprawdę wenę miałeś gdy to pisałeś bo było robione w biegu i w co 2 zdaniu albo wyraz wykorektowany do połowy albo zjedzone/przestawione litery :) Czyta się fajnie ale jutro jak znajdę czas zaznacze to i owo skoro Li się nie bawi w korektorkę (leeeeeniuch!) jak na Banealitkę przystało :razz:
Mariuss napisał/a:
Dlaczego powiedzieliście mnie dopiero teraz?!
Mariuss napisał/a:
Siła, którą prawdopodobnie odziedziczyłem po mojemu ojcu
Mariuss napisał/a:
Czytając ich zwyczaje nie pamiętam, żeby dajemny trwały tak …długo i wysyłali i tak odlegle.
Mariuss napisał/a:
walczyłem jak tylko mogłem. Położyłem prawie z tuzin tych bestii, ale widziałem tylko ją pojmali… Nie miałem szans ją uratować.
Mariuss napisał/a:
Beze mnie sobie nie poradzisz, a ty takie słowa do mnie kierujesz, jakbym była twoją niewolnicą!
- A nie jesteś? Och, Imoen. Znasz mnie – uśmiechnąłem się, a Imoen kle jak zwykle zrozumiała mój żart odpowiadając uśmiechem.
seks-niewolnica? Hmm, za dużo Imoen Romance :razz: Poza tym to 'kle' raczej tu nie pasuje :)
Mariuss napisał/a:
Ponadto, z chciałbym zobaczyć, jak sobie radzisz w walce, przyjacielu. Kiedy chcesz wyruszyć?
Mariuss napisał/a:
po drugie czuć było, że jest złą osobą co moje moce paladyna to potwierdzały.
itd...
_________________
Heinrich Heine napisał/a:
Sen jest dobrą rzeczą, śmierć jeszcze lepszą, ale najlepiej byłoby wcale się nie narodzić.
Alvarez o modowaniu napisał/a:
Może przytoczę twierdzenie Liberty'ego, które jakoś tak idzie: planujesz jakiś projekt, wyznacz sobie termin, pomnóż potrzebny czas przez 2 a i tak nie zdążysz.

Wybrane fragmenty banterów:
Edwin napisał/a:
-Phi! Porównywać mnie do jakiegoś podrzędnego nekromanty! (Stanowczo na zbyt wiele sobie pozwala, muszę pokazać mu gdzie jego miejsce.) Prawdopodobnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość. Wy, maluczcy macie tendencje do zawiści wobec tych, którzy was przerastają. Ja zaś czynię to nie tylko talentem ale i wzrostem, karzełku.
-*Posłał Edwinowi szeroki uśmiech przemawiając serdecznym tonem* Jeszcze raz nazwiesz mnie „karzełkiem” a utnę ci na dole coś niezwykle małego, co może jednak mimo wszystko być ci drogie. Gdy zaś chodzi o te dyrdymały o talencie... znów przypominasz mojego żałosnego, byłego towarzysza...
Minsc napisał/a:
-Niebywałe, że ten chomik jeszcze oddycha. Znajdując się nieco bliżej ciebie wielkoludzie na pewno zaniechałbym tej czynności, powiedz, uważasz że pranie onuc urąga twej męskości, czy po prostu lubisz informować wrogów zapaszkiem o tym, iż się do nich zbliżasz?
-Boo być może jest niewielki Montaronie, ale jest też o wiele silniejszy niż się zdaje. A to, co czujesz to zapach prawdziwego mężczyzny, który przykryje każdy odór zła, na jaki trafi, co nie, Boo?.
Viconia napisał/a:
-Mmm... wciąż robisz wrażenie Viconio, moja ty hebanoskóra kusicielko. Zdajesz sobie sprawę jak działasz na otoczenie, prawda?
-Oczywiście samcze, dzięki temu jalukul, mężczyźni tacy jak ty – myślący kroczem zamiast głową – stają się łatwiejsi w kontrolowaniu

-cała prawda o Imoen :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
Mariuss
Mariuss
Przyjaciel Klanu


Wiek: 29
Posty: 345
Podziękowania: 2/4
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-07-24, 08:12   

Szczerze mówiąc nie byłem świadomy, że wyjdzie to tak, ale jakoś miałem ochotę rzucić takim żartem. Dzięki za wychwycenie błędów. :)

Poprawię dzisiaj błędy - zresztą, robię to cały czas ;)
_________________
(były)Mistrz Próby Bhaala i Wielki Dyplomata, teraz, zaledwie proch na wietrze...
Przeczytałeś już wszystkie artykuły historyczne? Nie możesz znaleźć niczego ciekawego? Wejdź na Kącik Romana!, a spędzisz całą noc na czytaniu!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Tuldor88 
Uczeń Gonda
Dziki kurczak zagłady


Wiek: 30
Posty: 1740
Podziękowania: 129/135
Wysłany: 2014-07-24, 18:28   

Nie musisz dziękować, przecież każdy już (chyba) wie, żem wredna gadzina i marudzenie/robienie za wytykacza sprawia mi przyjemność :razz:

Ciąg dalszy, acz pobieżny bo robota mnie sterała (nie ma to jak iść na 8h a w połowie dowiedzieć się że będziesz siedzieć 11...)
Mariuss napisał/a:
To było cholerne ryzyko, zwłaszcza, że przecież mogli wezwać alarm i wezwać pozostałych
Mariuss napisał/a:
Jeden z gnolli zrobił jednak niepewny krok przed siebie i gdy dzielił mały dystans. Chciał zacząć zdanie we wspólnym
("nas" zabrakło w tym dystansie)
Mariuss napisał/a:
Po chwili już wyciągałem już miecz z jego gardła.
Mariuss napisał/a:
wszystkie musiały spać, bo gdzie w niektórych oknach świeciło się.
(ke?)
Mariuss napisał/a:
Zauważyliśmy odbijające się światło w powietrzu, które swoją łuną okalały kilka małych wieżyczek wokół niego.
jw.
Mariuss napisał/a:
co było trudne, bo tańczyliśmy z ostrzami razem Gnollami.
Mariuss napisał/a:
Jaheira dobiła zranionego gnolla przez Imonen, swoim sejmitarem.
(szyk by Yoda ze StarWars)
Mariuss napisał/a:
Drugi, który biegł na mnie warcząc wściekle, cisnąłem mieczem, który wbił mu się prosto w pierś.
Mariuss napisał/a:
Mikstury ognistego oddechu
(błąd rzeczowy - mikstury wybuchów, ognistego oddechu to te po jakich się ogniem chucha niczym płomieniami azga ;) )
_________________
Heinrich Heine napisał/a:
Sen jest dobrą rzeczą, śmierć jeszcze lepszą, ale najlepiej byłoby wcale się nie narodzić.
Alvarez o modowaniu napisał/a:
Może przytoczę twierdzenie Liberty'ego, które jakoś tak idzie: planujesz jakiś projekt, wyznacz sobie termin, pomnóż potrzebny czas przez 2 a i tak nie zdążysz.

Wybrane fragmenty banterów:
Edwin napisał/a:
-Phi! Porównywać mnie do jakiegoś podrzędnego nekromanty! (Stanowczo na zbyt wiele sobie pozwala, muszę pokazać mu gdzie jego miejsce.) Prawdopodobnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość. Wy, maluczcy macie tendencje do zawiści wobec tych, którzy was przerastają. Ja zaś czynię to nie tylko talentem ale i wzrostem, karzełku.
-*Posłał Edwinowi szeroki uśmiech przemawiając serdecznym tonem* Jeszcze raz nazwiesz mnie „karzełkiem” a utnę ci na dole coś niezwykle małego, co może jednak mimo wszystko być ci drogie. Gdy zaś chodzi o te dyrdymały o talencie... znów przypominasz mojego żałosnego, byłego towarzysza...
Minsc napisał/a:
-Niebywałe, że ten chomik jeszcze oddycha. Znajdując się nieco bliżej ciebie wielkoludzie na pewno zaniechałbym tej czynności, powiedz, uważasz że pranie onuc urąga twej męskości, czy po prostu lubisz informować wrogów zapaszkiem o tym, iż się do nich zbliżasz?
-Boo być może jest niewielki Montaronie, ale jest też o wiele silniejszy niż się zdaje. A to, co czujesz to zapach prawdziwego mężczyzny, który przykryje każdy odór zła, na jaki trafi, co nie, Boo?.
Viconia napisał/a:
-Mmm... wciąż robisz wrażenie Viconio, moja ty hebanoskóra kusicielko. Zdajesz sobie sprawę jak działasz na otoczenie, prawda?
-Oczywiście samcze, dzięki temu jalukul, mężczyźni tacy jak ty – myślący kroczem zamiast głową – stają się łatwiejsi w kontrolowaniu

-cała prawda o Imoen :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 352
Podziękowania: 162/130
Wysłany: 2014-07-24, 18:46   

Bardzo ciekawa rzecz. Podziękowanie za trud składam pod pierwszym postem.
Świetny pomysł z tą retrospekcją do fabuły BG1 – mam nadzieję, że będzie tego więcej. Podobnie jak opisów użycia czarów, mikstur itp.
Protagonista coś mocno jobuje jak na świątobliwego paladyna.
(tak poza tematem: jak na początku gry uzasadnić wybór klasy paladyna w przypadku protagonisty? kto go pasował i za co? szlifów nie miał jak zdobyć, bo siedział w Candlekeep, a sama nauka i modły to chyba za mało)

Błędów różnego rodzaju i babolków stylistycznych widać w tekście niemało. Skopiowałem tekst i postaram się poprawić te najbardziej rażące. Kiedy skończę podeślę na PW.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
Mariuss
Damianus_NT 
beamdog hater


Wiek: 28
Posty: 296
Podziękowania: 83/20
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2014-07-24, 19:35   

Tekst zachęca do sięgnięcia po "Wrota Baldura" R.A Salvatore'a. 100% zgoda. Baboli sporo, bohater klnie jak szewc, czuć że pisane z marszu. A teraz Panowie wybaczą, muszę zainstalować Baldura i wykonać questa z twierdzą gnolli :sweet:

EDIT. Candlekeep odwiedzane jest przez całe spektrum osobowości. Niech będzie, że [charname] zainspirowany został przez wspomniane opowieści o paladynach + nauki któregoś z przedstawicieli zakonu Lathandera. Ot taki giermek, który marzy o zostaniu Rolandem. Pełnoprawnym paladynem chyba nie jest bo ta 'interakcja' z Dynaheir chyba troszkę narusza regulamin :P

EDIT2. A tutaj ilustracja przedstawiająca Abdela - protagonisty BG, wg kanonu DnD. Neutralny wojownik bodaj. Widać, że chłop był niebezpieczny.
http://img1.wikia.nocooki.../c/cd/Abdel.jpg
Ostatnio zmieniony przez Damianus_NT 2014-07-24, 20:21, w całości zmieniany 2 razy  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Mariuss
Przyjaciel Klanu


Wiek: 29
Posty: 345
Podziękowania: 2/4
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-07-24, 20:09   

@Aristo
Dzięki wilekie za miłe słowa. Tekst nie był przeze mnie adjustowany i poprawiany - wrzuciłem na szybko, żeby pokazać. Sam właśnie teraz nad tym siedzę. Nie mniej miło będzie, jeśli rzucacie swoje uwagi - dzięki temu sam wykształcam swój warsztat.
Tym bardziej chylę ukłony dla twojej chęci pomocy mnie - bardzo dużo dla mnie to znaczy.

@Damianus_NT
Jeszcze raz dziękuje za miłe słowa. :)


Co do wyboru klasy paladyna i motywu retrospekcji. Dokonałem takiego zabiegu by po pierwsze:
a) Osoby które nie grały/nie znają Baldura zaznajomiły się nie co z tą sagą i zrozumiały kto jest kim.(opublikuje to opowiadanko być może na blogu, bo jeżeli wam się podoba - może też innym).
b) Przybliża nam postać protagonisty i łączy dwie fabuły z gier w jedną całość, co jest niesamowicie trudne.
c)Klasa paladyna. Widzę to tak - nie zamierzam robić z niego kopii Keldorna ani tym bardziej tego idioty, Anomena. Ma to być typ od zera od bohatera, który się nasłuchał legend i chce robić dobro. Od strony psychologicznej, jest zwyczajnym, dobrym chłopakiem, ze swoimi marzeniami. Jak pokazują dalsze okoliczności, wychodzą mu rzeczy, które innym wychodzą z wieloletnim trudem i raczej wynika to ze zwykłego szczęścia lub bycia faworytem bogów :) Nie chcę robić z niego jaskrawej postaci - bohatera który krzyczy tylko o sprawiedliwości. Staram się bardziej zrobić z niego człowieka, z wątpliwościami, rozterkami i problemami egzystencjalnymi. Aristo, słusznie zauważyłeś ten wątek pasowania na rycerza - to świetny pomysł, niewątpliwie w którymś "flashbacku" pociągnę ten pomysł.
d) Klnięcie. Tak, nie boję się używać słów uznanych jako obraźliwe. Uważam wręcz, że to normalne. Bądźmy realistami. Jeżeli świat Forgottenów jest światem zbliżonym do Średniowiecza/Starożytności i załóżmy - że byśmy w nim żyli, raczej nie sądzę, by przeciętny poszukiwacz przygód nie użyłby mięsistych słów. Nie zamierzam kopiować tutaj od Sapka, który jest mistrzem w łączeniu brutalnego języka z niesamowitym, pięknym językiem, ale przyglądnijcie się jemu. On jakoś super to połączył. I też wątpie, żeby Paladyn nie mógł wypowiedzieć paru mięsistych słów. To nie ksiądz :)


P.S
Abdel był ...nie powiem kim, bo znowu użyłbym przekleństwa jak w opowiadaniu :)
_________________
(były)Mistrz Próby Bhaala i Wielki Dyplomata, teraz, zaledwie proch na wietrze...
Przeczytałeś już wszystkie artykuły historyczne? Nie możesz znaleźć niczego ciekawego? Wejdź na Kącik Romana!, a spędzisz całą noc na czytaniu!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Li 
Przyjaciel Klanu
Lisior


Wiek: 30
Posty: 422
Podziękowania: 37/11
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-08-22, 00:40   

Tuldor88 napisał/a:
zaznacze to i owo skoro Li się nie bawi w korektorkę (leeeeeniuch!) jak na Banealitkę przystało :razz:

Wypraszam sobie. :P Jestem zajętą kobietą.

Ale póki co skorygowałam pierwszą część. To dopiero pierwsze czytanie, więc na pewno niektórych błędów nie zauważyłam, a inne rzeczy w następnych etapach poprawiania uległyby kolejnym przekształceniom i poprawkom, ale tak to właśnie działa. Tutaj już nic nie widać, bo cały tekst jest pokreślony i zmieściłam na 3 stronach 59 komentarzy. Sporo, chociaż sporo z nich stanowi wariację słowa "interpunkcja", z których osobiście najbardziej podoba mi się interwrrrrpunkcja. :P
Do odczytania niezbędny MSOffice, ale zależało mi, by było widać czarno (niebiesko...) na białym pewne rzeczy, sądzę, że Autor więcej rzeczy wyniesie z takiej wersji niż z otrzymania tylko skorygowanego tekstu.

Co mi się rzuciło w oczy - to właśnie, wspomniana już interpunkcja... w bardzo dziwnych miejscach używasz przecinków. Rzecz druga - warto rozszerzyć zasób używanego słownictwa, w tekście literackim dużą różnicę robi forma. Jak dojdziesz do miejsca, w którym słowo obok zamieniłam na "nieprzyjemnie blisko", to mam nadzieję zobaczysz, o co mi chodzi. Słowami musisz budować klimat. Fakt, że TY coś widzisz w głowie, przeżywasz to, nie oznacza, że Twoi czytelnicy mają tak samo. Musisz im dać bazę do tego, żeby zobaczyli to równie wyraziście, co Ty. Ale to bardzo powszechny błąd, nie tylko u początkujących piszących (niektórzy w ogóle tracą opisy na rzecz dialogu), więc się nie przejmuj, bo świadomość tego i praktyka czynią mistrza. Ale jeśli chcesz, żeby Twoje pisanie było dla innych naprawdę fajne, a nie tylko "w porządku, ale...", to musisz popracować nad stylem. Budujesz bardzo suche opisy. Zdania są krótkie, o charakterze informacyjnym - jakbym czytała sprawozdanie. To nie jest ok - po opowiadaniu spodziewam się czegoś więcej. Opisy nie są plastyczne lub brakuje im dynamiki (albo obie te kwestie naraz). Mam też zdecydowany niedosyt jeśli chodzi o emocje i odczucia (mam na myśli fizyczne) postaci. Sam wstęp nie wystarczy do uwiarygodnienia postaci, która bardzo przez to traci. Bo dalej głównie "podejmuje decyzje", informuje, ale nie ma w tym podłoża emocjonalnego i ogólnie brakuje go wszędzie. Dialog to dialog, ale wiarygodność postaci literackiej budujesz w dużej mierze na opisie jej przeżyć.
Ale przyznaję, że byłam zadowolona z prowadzenia dialogu, który był umiejętnie przepleciony czynnościami postaci i elementami typu "lubiłem ją utwierdzać w przekonaniu, że...", "nie znosiłem o tym mówić". Na plus!

To tyle, bo nie chciałabym wiekować przed komputerem. ;) Zwłaszcza że jak zaczęłam sprawdzać niektóre zdania przy pisaniu tego komentarza, to znalazłam kolejne elementy do skorygowania. Kiedyś wrócę, ale już do wersji z możliwie zaakceptowanymi zmianami, a nie pokreślonej, bo to męczy.


PS: Tryb śledzenia zmian mam ustawiony na nowe wpisy na niebiesko, wykreślone na czerwono z przekreśleniem - wspominam, bo wiem, że niekiedy domyślne ustawienia i wpisy, i skreślenia oznaczają na czerwono, co robi straszne zamieszanie.

Mariuss korekta by Lisica.rar
Pobierz Plik ściągnięto 117 raz(y) 19,72 KB

_________________
https://www.facebook.com/...54437278982807/
Ostatnio zmieniony przez Li 2014-08-22, 12:45, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorce tego posta
 
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
picollo, Mariuss
Damianus_NT 
beamdog hater


Wiek: 28
Posty: 296
Podziękowania: 83/20
Skąd: Wielkopolska
Wysłany: 2014-08-22, 08:31   

WOW. Ty naprawdę się poważnie wzięłaś się za korektę tego długaśnego tekstu! Jestem pod wrażeniem tego co widzę w dokumencie! To zdecydowanie musi być zawód z zamiłowania :P
Osobiście, kiedy piszę coś spontanicznie, jestem w stanie napisać... powiedzmy 1 stronę w 20 minut. Natomiast jeśli staram się by wszystko było na tak zwane "cacy", to spędzam na tej samej stronie niemal godzinę. Dodatkowo cała interpunkcja strasznie mi się zaciera, bo jej zasady różnią się jednak od tej z języka angielskiego (nie wiem jak u innych forumowiczów).
A propos angielskiego jeszcze, to tam gdzie mój znajomy pisał 1 stronę licencjatu w 30 minut, moja pierwsza strona zajęła mi 6 godzin, a kolejne średnio 4-6h na stronę, aż złapałem odpowiednie flow. Korekta i przesadna poprawność literacka to cholernie czasochłonna zabawa. Nie dziwię się, że tekst Mariussa pełen jest baboli. Taki urok spontanicznej twórczości.

PS. Od dziś, miast Tuldora, to Ciebie wołam o korektę :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Li 
Przyjaciel Klanu
Lisior


Wiek: 30
Posty: 422
Podziękowania: 37/11
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-08-22, 12:43   

Damianus_NT napisał/a:
WOW. Ty naprawdę się poważnie wzięłaś się za korektę tego długaśnego tekstu! Jestem pod wrażeniem tego co widzę w dokumencie! To zdecydowanie musi być zawód z zamiłowania :P

Dziękuję ;) Ta korekta zajęła mi sporo ponad godzinę. Poważnie. Ogólnie, chyba wspominałam kiedyś w sb - redaktorzy na poważnie są w stanie poprawić około 20 stron dziennie tekstu w tym stylu. A przypominam, to pierwsze czytanie, jeszcze wypadałoby zrobić przynajmniej jedno, lepiej dwa - oczywiście to już idzie szybciej i łatwiej wtedy, bo tekst jest wstępnie odczyszczony. Aczkolwiek ja najbardziej lubię pracować z dodatkowym redaktorem, któremu robię wstępne czystki, on robi drugie czytanie i ja wracam do tekstu na trzecie.
W każdym razie ze względu na to, że do korekty podchodzę na poważnie, dlatego raczej ich tutaj nie robię - nie mam tyle czasu (a czasem już energii), chociaż mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni. Jakby to była robota na kwadrans, byłoby świetnie, ale to jest zawsze co najmniej godzina wyjęta z życiorysu na mały tekst, co po całym dniu nad innymi tekstami czasem powoduje mdłości. :)

Damianus_NT napisał/a:
Osobiście, kiedy piszę coś spontanicznie, jestem w stanie napisać... powiedzmy 1 stronę w 20 minut. Natomiast jeśli staram się by wszystko było na tak zwane "cacy", to spędzam na tej samej stronie niemal godzinę. Dodatkowo cała interpunkcja strasznie mi się zaciera, bo jej zasady różnią się jednak od tej z języka angielskiego (nie wiem jak u innych forumowiczów).

Też na spontan piszę szybko, jak już piszę. Nigdy nie poprawiam od razu - na to jest czas po zapisaniu tego, co się kołacze w głowie. Wolę, żeby jakiś zamysł mi nie umknął w czasie, gdy będę pracować nad pięknym wyglądem jakiegoś zdania.
A interpunkcja jest często mocno intuicyjna... są oczywiście sztywne zasady, ale czasem mamy do wyboru warianty i trzeba się zastanowić, co będzie lepiej wyglądało. Pomaga przeczytanie sobie zdania - na głos czy w głowie, obojętne, byle dało się odczuć, gdzie robi się przerwy. To często pomaga, choć nie jest remedium na interpunkcję. Hah, przypomniało mi się, jak zaczynałam naukę hiszpańskiego, chyba w 2004 roku, i ciągle miałam ten problem, że przed hiszpańskim "że" waliłam przecinki. Trochę trój z prac pisemnych (których była masa, bo w pierwszym roku nauki miałam 18 godzin hiszpańskiego tygodniowo) i się nauczyłam, że to nie tak jak w języku polskim. :)

Damianus_NT napisał/a:
A propos angielskiego jeszcze, to tam gdzie mój znajomy pisał 1 stronę licencjatu w 30 minut

Mi nawet bez pilnowania form pierwsza strona zajęła cały dzień (po hiszpańsku), zwłaszcza że po godzinie się znudziłam i zaczęłam grać w BG:EE. :))) Akurat brat mi kupił, bo wiedział, że muszę pisać pracę. Skończyło się tak, że grałam w BG cały miesiąc, a 50 stron musiałam machnąć w tydzień (plus zrobić do tego słownik monolingue w hiszpańskim wiktionary...).

Damianus_NT napisał/a:
Korekta i przesadna poprawność literacka to cholernie czasochłonna zabawa.

Bardzo. Chociaż udało nam się w trzy osoby zredagować i skorygować w sposób kompletny książkę (ponad 500 stron finalnie) w jakieś 5 tygodni. W ciągu szóstego tygodnia była już wydrukowana, zresztą została pięknie wydana. Ale to była KOSZMARNA harówka, pracowaliśmy siedem dni w tygodniu, często po 15-20 godzin. Musiałam zrobić sobie 2 tygodnie wolnego po tym i mocno całą sprawę odchorowałam, zresztą nie ja jedna. Aczkolwiek przyznaję, że jak teksty do mnie wróciły (robiłam pierwsze czytanie i potem ostatnie po tej dwójce), to miałam już tak dość, że chciało mi się płakać z nerwów. :) Do dziś boję się tę książkę otwierać, bo się obawiam, że znajdę błędy. :)

Cytat:
PS. Od dziś, miast Tuldora, to Ciebie wołam o korektę :P

Ty go chyba wołasz bo nie widziałeś, jak po nim cisnęłam w jego tematach. Od razu byś wołał mnie. :P Poczekaj aż zobaczysz skorygowane pliki po Tuldorze. :P Tuldor sam nie kryje, że humanistą nie jest, mam skromną nadzieję, że odpowiednio przydepnięty ^^ czegoś się nauczy na przyszłość i nie będzie Koszmarem Redaktora. ^^
_________________
https://www.facebook.com/...54437278982807/
Podziękuj autorce tego posta
 
 
 
Tuldor88 
Uczeń Gonda
Dziki kurczak zagłady


Wiek: 30
Posty: 1740
Podziękowania: 129/135
Wysłany: 2014-08-22, 16:19   

Li napisał/a:
Tuldor sam nie kryje, że humanistą nie jest, mam skromną nadzieję, że odpowiednio przydepnięty ^^ czegoś się nauczy na przyszłość i nie będzie Koszmarem Redaktora. ^^
*Głosem Jona Irenicusa* "Zobaczymy (...) zobaczymy", zresztą nie chcę odbierać Ci tej radości 'ciśnięcia' :razz:
A właśnie! Miałem wysłać pliczek by się Lisiczce nie nudziło, na początek same banterki, czyli 55 stroniczek :razz:

Co zaś do korekty - czyta się o wiele milej i kawał dobrej roboty, pozostaje poczekać, aż Marius zaktualizuje posta i... wrzuci kolejny fragment ^^

EDIT:
"Panie jeżu"? Eeee... widzę, że Pan Jeżuś też do Ciebie przemawia :P Nie martw się, jak pominiesz kodowanie to zrobi się ich 30... ale nie mogłem sobie odmówić widoku miny jaką zrobiłaś ^^
A co do tej faktury - mogę spłacić w uściskach! :razz:
_________________
Heinrich Heine napisał/a:
Sen jest dobrą rzeczą, śmierć jeszcze lepszą, ale najlepiej byłoby wcale się nie narodzić.
Alvarez o modowaniu napisał/a:
Może przytoczę twierdzenie Liberty'ego, które jakoś tak idzie: planujesz jakiś projekt, wyznacz sobie termin, pomnóż potrzebny czas przez 2 a i tak nie zdążysz.

Wybrane fragmenty banterów:
Edwin napisał/a:
-Phi! Porównywać mnie do jakiegoś podrzędnego nekromanty! (Stanowczo na zbyt wiele sobie pozwala, muszę pokazać mu gdzie jego miejsce.) Prawdopodobnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość. Wy, maluczcy macie tendencje do zawiści wobec tych, którzy was przerastają. Ja zaś czynię to nie tylko talentem ale i wzrostem, karzełku.
-*Posłał Edwinowi szeroki uśmiech przemawiając serdecznym tonem* Jeszcze raz nazwiesz mnie „karzełkiem” a utnę ci na dole coś niezwykle małego, co może jednak mimo wszystko być ci drogie. Gdy zaś chodzi o te dyrdymały o talencie... znów przypominasz mojego żałosnego, byłego towarzysza...
Minsc napisał/a:
-Niebywałe, że ten chomik jeszcze oddycha. Znajdując się nieco bliżej ciebie wielkoludzie na pewno zaniechałbym tej czynności, powiedz, uważasz że pranie onuc urąga twej męskości, czy po prostu lubisz informować wrogów zapaszkiem o tym, iż się do nich zbliżasz?
-Boo być może jest niewielki Montaronie, ale jest też o wiele silniejszy niż się zdaje. A to, co czujesz to zapach prawdziwego mężczyzny, który przykryje każdy odór zła, na jaki trafi, co nie, Boo?.
Viconia napisał/a:
-Mmm... wciąż robisz wrażenie Viconio, moja ty hebanoskóra kusicielko. Zdajesz sobie sprawę jak działasz na otoczenie, prawda?
-Oczywiście samcze, dzięki temu jalukul, mężczyźni tacy jak ty – myślący kroczem zamiast głową – stają się łatwiejsi w kontrolowaniu

-cała prawda o Imoen :P
Ostatnio zmieniony przez Tuldor88 2014-08-22, 19:11, w całości zmieniany 2 razy  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Li 
Przyjaciel Klanu
Lisior


Wiek: 30
Posty: 422
Podziękowania: 37/11
Skąd: Kraków
Wysłany: 2014-08-22, 18:15   

Tuldor88 napisał/a:
55 stroniczek

O jeżu. Chyba Ci wystawię fakturę. :<

Wysyłaj partiami po 10 stron max.
_________________
https://www.facebook.com/...54437278982807/
Podziękuj autorce tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group