Poprzedni temat «» Następny temat
Forumowa zabawa - Rymowanki
Autor Wiadomość
Berg`inyon 


Wiek: 26
Posty: 380
Podziękowania: 4/24
Skąd: z Podmroku
Wysłany: 2009-04-04, 22:14   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
_________________
Chcesz być czymś w życiu, to się ucz, Abyś nie zginął w tłumie; Nauka to potęgi klucz, W tym moc, co więcej umie.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Marlong 
Dziecię Bhaala


Wiek: 27
Posty: 311
Podziękowania: 36/2
Skąd: Kraina Cieni
Wysłany: 2009-04-07, 20:18   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 30
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2009-04-08, 20:23   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Berg`inyon 


Wiek: 26
Posty: 380
Podziękowania: 4/24
Skąd: z Podmroku
Wysłany: 2009-04-08, 20:30   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
_________________
Chcesz być czymś w życiu, to się ucz, Abyś nie zginął w tłumie; Nauka to potęgi klucz, W tym moc, co więcej umie.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Remik 
Asporny, apolityczny i awyznaniowy użytkownik


Wiek: 25
Posty: 588
Podziękowania: 14/30
Wysłany: 2009-04-08, 20:46   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
_________________
You will die!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Marlong 
Dziecię Bhaala


Wiek: 27
Posty: 311
Podziękowania: 36/2
Skąd: Kraina Cieni
Wysłany: 2009-04-08, 21:49   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 30
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2009-04-08, 22:02   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Marlong 
Dziecię Bhaala


Wiek: 27
Posty: 311
Podziękowania: 36/2
Skąd: Kraina Cieni
Wysłany: 2009-04-08, 22:46   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
Rozłóż przed sobą gazetę

I pomyśl człowieku co z tobą nie tak
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 30
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2009-04-08, 22:51   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
Rozłóż przed sobą gazetę

I pomyśl człowieku co z tobą nie tak
Czemuż wciąż napełniasz bak?

Co się z twoim kotem stało?
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Marlong 
Dziecię Bhaala


Wiek: 27
Posty: 311
Podziękowania: 36/2
Skąd: Kraina Cieni
Wysłany: 2009-04-08, 22:53   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
Rozłóż przed sobą gazetę

I pomyśl człowieku co z tobą nie tak
Czemuż wciąż napełniasz bak?

Co się z twoim kotem stało?
Gdzie się twe stado owiec podziało?

Wyjdź więc na balkon mój przyjacielu
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
morgan 
Dziecię Bhaala
Exiled Bard


Posty: 5556
Podziękowania: 441/319
Skąd: Island of Misfit Toys
Wysłany: 2009-04-08, 22:58   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
Rozłóż przed sobą gazetę

I pomyśl człowieku co z tobą nie tak
Czemuż wciąż napełniasz bak?

Co się z twoim kotem stało?
Gdzie się twe stado owiec podziało?

Wyjdź więc na balkon mój przyjacielu
Stań czołem ku gwiazdom mój mścicielu

Ujrzyj twarze tych, których zabiłeś
_________________
Pozdrawiam
\m/organu\m/
\m/agnu\m/

Kontakt ze mną - via mail (morgan19[at]interia.pl) lub GG (9928331)

Szukał długo...długo, tajemnie, nie zwierzając się ludziom.
Oczy jego były rozświecone wewnętrznym odbłyskiem jasnej idei.
Szukał....
- i to, na co patrzał, nie zadowalało go.
Gdzie?
(...)
Trwożnie, pytająco usiłował wszystko poznać, zobaczyć...
Nie ma....
badał, wgłębiał się, szukał...
Nie ma, w ludziach nie ma, w ich myślach, tworach...
Wszystko szare, przeciętne, monotonne....
(...)
wszystko obszedł... w społeczeństwie, w ludziach, nigdzie.
a może źle szukał?
nie - ależ nie. Obszedł wszystko, wszystko widział, wszędy pytał....
a może jest za brutalny? może jego dusza - ta harfa Eola - ma za grube struny, by na nich mogły zadrgać i zafalować subtelne tajemnice?
nie.
przecież ten błysk, przecież czuł, dlatego szukał......."
I jeśli kiedykolwiek umrę – a wiem, że umrę w bardzo krótkim czasie – umrę, zgłębiwszy ten świat z bliska i z daleka, z góry i z dołu, ale z nim nie pogodzony. Umrę i On zapyta mnie wówczas: «Czy było ci tam dobrze, czy źle?» Ja zaś będę milczeć, opuszczę wzrok i będę milczeć. Niemota taka znana jest wszystkim, którzy zebrali żniwo wielodniowego i zapamiętałego pijaństwa. Czyż bowiem życie ludzkie nie jest chwilowym otępieniem duszy, a także jej zaćmieniem? Wszyscy jesteśmy jakby pijani, każdy na swój sposób; jeden wypił mniej, inny więcej. I na różnych różnie to działa: jeden śmieje się światu w twarz, a inny skłania głowę na piersi tego świata i płacze. Jeden już się wyrzygał i jest mu dobrze, a innego dopiero zaczęło mdlić. A cóż ja? Wiele zaznałem, ale nic nie zdziałałem. Nigdy się nawet tak naprawdę nie roześmiałem i ani razu mnie nie zemdliło. Ja, który doznałem w tym świecie tyle, że tracę rachunek i zapominam kolejności – ja jestem najtrzeźwiejszy z całego świata; na mnie to wszystko marnie działa... «Dlaczego milczysz?» – spyta Pan, spowity w błękitne błyskawice. A co ja mu powiem? Nic, tylko będę milczeć i milczeć... Ta łza nie jest wyrazem żalu, ta łza nie jest smutkiem,
to łza ...
nieporadności,
bolesne piękno,
bezsilność bezkresu piękności
i minimalistycznych możliwości.
Ta łza, to łza niewolnika.
Chcę czuć, móc czuć piękno
zamknięty w szklanej łzie ...
Ja umieram na zawsze
szczelnie zamknięty w podświadomości,
zatruty, zawstydzony,
zaszczuty ...
Ja umieram na zawsze.
To bezkres palety odczuć zamknięty
w zubożałości możliwości ...
Ja umieram
na zawsze.

Lost Illusions Tavern
Impressiones (Ænigmællæ) || Antiimpressiones (sanguine scriptæ) | Antiimpressiones (ira scriptæ) || Impressiones (Divinæ)
Corpus Tuum (18+) | Impressiones (Rosellæ) || Impressiones (epicæ) || Impressiones (musicæ) | Anti- et postimpr. (musicæ)

Hiperestezja | Witold Zimmer | (N)e(u)rotica



Jvegi napisał/a:
Nie, nie można się cieszyć, że mamy nową formę sponsorowania developmentu, szansę na spełnienie tych marzeń o prawdziwej ewolucji crpegów, gier lepszych niż baldury czy arcanum.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 30
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2009-04-08, 23:00   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
Rozłóż przed sobą gazetę

I pomyśl człowieku co z tobą nie tak
Czemuż wciąż napełniasz bak?

Co się z twoim kotem stało?
Gdzie się twe stado owiec podziało?

Wyjdź więc na balkon mój przyjacielu
Stań czołem ku gwiazdom mój mścicielu

Ujrzyj twarze tych, których zabiłeś
Wypij krew, której nawarzyłeś

Bądź wierny kotu, idź
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Marlong 
Dziecię Bhaala


Wiek: 27
Posty: 311
Podziękowania: 36/2
Skąd: Kraina Cieni
Wysłany: 2009-04-08, 23:34   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
Rozłóż przed sobą gazetę

I pomyśl człowieku co z tobą nie tak
Czemuż wciąż napełniasz bak?

Co się z twoim kotem stało?
Gdzie się twe stado owiec podziało?

Wyjdź więc na balkon mój przyjacielu
Stań czołem ku gwiazdom mój mścicielu

Ujrzyj twarze tych, których zabiłeś
Wypij krew, której nawarzyłeś

Bądź wierny kotu, idź
Nie bądź jak bezmyślny widz

Idź i twórz dzieło życia swego
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 30
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2009-04-08, 23:36   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
Rozłóż przed sobą gazetę

I pomyśl człowieku co z tobą nie tak
Czemuż wciąż napełniasz bak?

Co się z twoim kotem stało?
Gdzie się twe stado owiec podziało?

Wyjdź więc na balkon mój przyjacielu
Stań czołem ku gwiazdom mój mścicielu

Ujrzyj twarze tych, których zabiłeś
Wypij krew, której nawarzyłeś

Bądź wierny kotu, idź
Nie bądź jak bezmyślny widz

Idź i twórz dzieło życia swego
Nie udawaj na siłę dobrego

Złoty pumeks nicości czeka...
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
morgan 
Dziecię Bhaala
Exiled Bard


Posty: 5556
Podziękowania: 441/319
Skąd: Island of Misfit Toys
Wysłany: 2009-07-31, 23:59   

Przychodzi kotek na sterylizacje
Niedługo skończą się jego libacje

Nie tęga ma minę, pewnie się lęka
Że igła nie będzie cienka

Że lekarz wypił całe znieczulenie
Może ugryzie go jednak sumienie?

Jednak nie, podchodzi powoli
Wbija igłę i się mozoli

Sapie i stęka
Aż zaswędziała go ręka

Wyjął więc igłę z szarpiącego się kota
I cofając przewrócił się o mopa

Tak uderzył głową w blat
I krzyknął głośno o maj gat!

Okrzyk przywołał komando kotów osiedlowych
A że w koło pełno sklepów monopolowych

To na pomoc ruszyli mu koneserzy tanich win
Oj, nie chcielibyście widzieć ich min

W stronę przychodni pewnie ruszyli
A czuć ich było bo się nie myli

Lecz zapach ten w sercach ich wrogów
Kazał modlić im się do swych łaskawych bogów

A w tym czasie hen hen daleko
Pewnej starszej pani wykipiało mleko

Wróćmy ponownie do kota udręczonego
I torturami nieziemskimi zmęczonego

A więc z igłą zły pan zbliża ponownie się
Patrzy zdziwiony - gdzie jest kotek, gdzie?

Kotek ostatkiem sił z blatu się usunął
I nędznie zwłokami na ziemię runął

Śmierć pewnie byłaby wybawieniem
Lecz to ostro kłóciło się z jego sumieniem

O rodzinie biedak pomyślał więc sobie
"Może w końcu uwolnię się tej okropnej krowie"

Wyrwał go jednak z tej krótkiej zadumy
Odgłos ryczącej pumy

Czym prędzej pognał ku oknu
A tam puma rozwiązuje sudoku

Widać męczy się strasznie
Bo lampa naftowa jej ciągle gaśnie

Kot widokiem tym zdziwiony
Przetarł oczy jak niewidomy

Stojąc dalej w tym zaskoczeniu
Zapomniał o doktora wkur...zeniu

Który mimo iż był mężem prawym
Nie wiedział, jakie są wścieklizny objawy

I wtenczas ślinotoku nasz lekarz dostał
Biedak chyba jednak zadaniu nie sprostał

Szał go opanował i na kotka chce się rzucić
-Postanowił szybko mu ogon skrócić

Więc chwyta za nożyczki
Robi się czerwony, wydyma policzki

Lecz kotek to nie był wałach
Co krzyczy Och jeno i Ach

Dalejże szybko mu z pazurów
Spłynęła krew pośród tej kliniki murów

Nagle głos kobiecy za oknem woła:
- Doktorze, chylę przed panem czoła

Pana asystent widać słabuje
Lecz ja zaraz go odratuje

I w te pędy rusza na górę
w ręku trzyma z metalu rurę

- Dziś będzie twój dzień ostatni
Zaraz... czy to nie pocisk armatni?

Zdziwił się wielce nasz asystent młody
i szybkim ruchem dotknął swojej brody

- Hmm, coś mi się widzi, że dzisiaj
Zjem sobie na obiad Gumisia

I będę skakać tam i siam, podśpiewując
(wszystkich wkoło denerwując).

A gdyby żadnego Gumisia w pobliżu nie było
To chyba zaraz ktoś oberwie w ryło

Zły humor dziś mam
Bo zabrakło mi pamięci RAM

Pędzę więc do znajomego
Niech wspomoże potrzebującego

- Wyskakuj, stary, szybko z Kingstona
Niech ma męka zostanie osłodzona

Bo przecież wszystko zależy od tego
czy będziemy mieć kota wysterylizowanego

Do tematu sterylizacji czas szybko wrócić
Lecz ten zamęt widać jest w stanie myśli ukrócić

Co i rusz przepadają wersy w otchłani
A kota niech oprawią mroczni kapłani

Którzy krew z żył naszych piją
Widać z tego właśnie żyją

Krew ta jest iście słodka, lecz koty
W zwyczaju mają wskakiwać na płoty

I tu nasz kotek wnet skok wykonał
Nadział się na widły... i skonał

Zygfryd, młodzian krzepki, ujrzał to truchło
Wtem nagle naprzeciw ulicy coś buchło

Runął pobliski, wielki czteropiętrowiec
Ku zdumieniu pasącego się tam stada owiec

A że zwierzęta te były durne
Gapiły się w niebo pochmurne

Gdzie kocie duchy polatywały
Te durne owce wytrzeszczyły gały

Lecz pasterz je zgarnął
a najbardziej toporne pałką walnął

A truchło kota już rozkładało się na ulicy
Opodal jawora wyjątkowego bo w donicy

Jawor? Koty? Owce? Cóż to za koszmar przeokropny
Zbudź się, choć sen jest to mocny

Przetrzyj oczy, walnij setę
Rozłóż przed sobą gazetę

I pomyśl człowieku co z tobą nie tak
Czemuż wciąż napełniasz bak?

Co się z twoim kotem stało?
Gdzie się twe stado owiec podziało?

Wyjdź więc na balkon mój przyjacielu
Stań czołem ku gwiazdom mój mścicielu

Ujrzyj twarze tych, których zabiłeś
Wypij krew, której nawarzyłeś

Bądź wierny kotu, idź
Nie bądź jak bezmyślny widz

Idź i twórz dzieło życia swego
Nie udawaj na siłę dobrego

Złoty pumeks nicości czeka...
Już widać cień ciała człeka

Mordercy z nożem przyczajonego
_________________
Pozdrawiam
\m/organu\m/
\m/agnu\m/

Kontakt ze mną - via mail (morgan19[at]interia.pl) lub GG (9928331)

Szukał długo...długo, tajemnie, nie zwierzając się ludziom.
Oczy jego były rozświecone wewnętrznym odbłyskiem jasnej idei.
Szukał....
- i to, na co patrzał, nie zadowalało go.
Gdzie?
(...)
Trwożnie, pytająco usiłował wszystko poznać, zobaczyć...
Nie ma....
badał, wgłębiał się, szukał...
Nie ma, w ludziach nie ma, w ich myślach, tworach...
Wszystko szare, przeciętne, monotonne....
(...)
wszystko obszedł... w społeczeństwie, w ludziach, nigdzie.
a może źle szukał?
nie - ależ nie. Obszedł wszystko, wszystko widział, wszędy pytał....
a może jest za brutalny? może jego dusza - ta harfa Eola - ma za grube struny, by na nich mogły zadrgać i zafalować subtelne tajemnice?
nie.
przecież ten błysk, przecież czuł, dlatego szukał......."
I jeśli kiedykolwiek umrę – a wiem, że umrę w bardzo krótkim czasie – umrę, zgłębiwszy ten świat z bliska i z daleka, z góry i z dołu, ale z nim nie pogodzony. Umrę i On zapyta mnie wówczas: «Czy było ci tam dobrze, czy źle?» Ja zaś będę milczeć, opuszczę wzrok i będę milczeć. Niemota taka znana jest wszystkim, którzy zebrali żniwo wielodniowego i zapamiętałego pijaństwa. Czyż bowiem życie ludzkie nie jest chwilowym otępieniem duszy, a także jej zaćmieniem? Wszyscy jesteśmy jakby pijani, każdy na swój sposób; jeden wypił mniej, inny więcej. I na różnych różnie to działa: jeden śmieje się światu w twarz, a inny skłania głowę na piersi tego świata i płacze. Jeden już się wyrzygał i jest mu dobrze, a innego dopiero zaczęło mdlić. A cóż ja? Wiele zaznałem, ale nic nie zdziałałem. Nigdy się nawet tak naprawdę nie roześmiałem i ani razu mnie nie zemdliło. Ja, który doznałem w tym świecie tyle, że tracę rachunek i zapominam kolejności – ja jestem najtrzeźwiejszy z całego świata; na mnie to wszystko marnie działa... «Dlaczego milczysz?» – spyta Pan, spowity w błękitne błyskawice. A co ja mu powiem? Nic, tylko będę milczeć i milczeć... Ta łza nie jest wyrazem żalu, ta łza nie jest smutkiem,
to łza ...
nieporadności,
bolesne piękno,
bezsilność bezkresu piękności
i minimalistycznych możliwości.
Ta łza, to łza niewolnika.
Chcę czuć, móc czuć piękno
zamknięty w szklanej łzie ...
Ja umieram na zawsze
szczelnie zamknięty w podświadomości,
zatruty, zawstydzony,
zaszczuty ...
Ja umieram na zawsze.
To bezkres palety odczuć zamknięty
w zubożałości możliwości ...
Ja umieram
na zawsze.

Lost Illusions Tavern
Impressiones (Ænigmællæ) || Antiimpressiones (sanguine scriptæ) | Antiimpressiones (ira scriptæ) || Impressiones (Divinæ)
Corpus Tuum (18+) | Impressiones (Rosellæ) || Impressiones (epicæ) || Impressiones (musicæ) | Anti- et postimpr. (musicæ)

Hiperestezja | Witold Zimmer | (N)e(u)rotica



Jvegi napisał/a:
Nie, nie można się cieszyć, że mamy nową formę sponsorowania developmentu, szansę na spełnienie tych marzeń o prawdziwej ewolucji crpegów, gier lepszych niż baldury czy arcanum.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group