Poprzedni temat «» Następny temat
Jacek Kaczmarski, Przemysław Gintrowski, Zbigniew Łapiński
Autor Wiadomość
K4thos 
Uczeń Gonda


Wiek: 31
Posty: 351
Podziękowania: 61/37
Wysłany: 2008-02-13, 23:25   Jacek Kaczmarski, Przemysław Gintrowski, Zbigniew Łapiński

Temat będzie traktował o wybitnych muzykach Jacku Kaczmarskim, Przemysławie Gintrowskim i Zbigniewie Łapińskim. Osoby, które nie kojarzą tych nazwisk zapraszam na Wiki. Chciałbym poznać Wasze opinie na temat ich twórczości.

Osobiście z tego typu muzyką miałem do czynienia od zawsze – pierwsze programy poetyckie Mury, Muzeum, Raj, które przedstawili w latach 80tych były stale obecne w moim domu. Wracając pamięcią wstecz pamiętam koncert w Katowicach z 1991 roku gdzie panowie zaprezentowali program Mury w Muzeum Raju zawierający wybrane utwory z pierwszych 3 programów. Pomimo tego, że nie rozumiałem jeszcze głębszego przesłania tych piosenek (miałem wtedy 4 lata) znałem już na pamięć większość utworów i w trakcie koncertu śpiewałem wraz z nimi (z perspektywy czasu szkoda mi tych ludzi, którzy siedzieli naprzeciwko i musieli znosić głos kilkuletniego bachora zagłuszającego prawdziwych artystów :-P ). Rok 1993 przyniósł kolejny program, który głęboko wbił się w moją pamięć: Wojna Postu z Karnawałem. Niestety tym razem musiałem zadowolić się podwójnym wydaniem kasetowym jako, że artyści nie doczekali się żadnego zaproszenia ze śląska na zorganizowanie koncertu. Wystarczy tej sentymentalnej wędrówki :oops: Żeby dłużej nie przynudzać dodam tylko, że Jacek Kaczmarski ma na swoim koncie jeszcze wiele innych ciekawych programów artystycznych m.in. świetny solowy Krzyk i Live. Piosenki w większości albumów stanowią zwartą całość, gdzie kolejne utwory są w ten czy inny sposób powiązane ze sobą, dlatego potencjalnym słuchaczom odradzam składanki – tej muzyki trzeba słuchać całymi płytami :)
_________________
"Podwładny winien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, aby swoim pojmowaniem istoty rzeczy przełożonego nie peszyć"
Ukaz Cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 roku.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
morgan 
Dziecię Bhaala
Exiled Bard


Posty: 5574
Podziękowania: 432/316
Skąd: Island of Misfit Toys
Wysłany: 2008-02-14, 00:47   

Świetny temat - sam myslałem zwłaszcza o panu Jacku, którego już nigdy nie usłyszymy;( - ale w kategorii tekstów piosenek, które ImHO warto byłoby przytoczyć (choć akurat myślałem o prezentacji w Alkowie... jako swoistej prezentacji dziejów (Rejtan czyli raport ambasadora, Stańczyk, Starość Piotra Wysockiego, Krajobraz po uczcie czy późniejsza Amanci panny S.)... Za Gintrowskim i Łapińskim nie przepadam:
Partnerzy także źródłem troski -
Ciąży przyjaźni kamień młyński:
Niezbyt wysilał się Gintrowski,
Nazbyt wysilał się Łapiński.
Tyleśmy wspólnie wznieśli modlitw -
Rozeszliśmy się bez melodii.

Ja akurat mogę sięgnąć pamięcią nieco wstecz - do połowy lat osiemdziesiątych, kiedy to przy kazdym spotkaniu (na które zabierali mnie moi rodzice, jako, ze byłem małym szczylem) śpiewało się przynajmniej refren z Murów, albo i puszczało, jesli kto miał dewizowy magnet;)... Pamiętam, jak się przeżywało: ich nie policzyłby nikt, bo przecież pieśnią dodawał im sił... Słuchany był także w RWE, gdzie prezentował grane na żywo pieśni będące komentarzem sytuacji w polsce - najbardziej zapadła mi w pamięć (zagrana w czasie obrad okrągłego stołu) pieśń o rycerzach Okrągłego Stołu, gdzie Magdalenka stała się Kamelotem itd. Moim zdaniem (bo niedawno przeczytałem gdzieś że pisuarowy 'hymn' napisał bard 'S' - pomyślałem - co z grobu Go wyciągneli, a okazało się, że to jakiś kaczystowski chmyz... A prawda jest taka (choć może boleć), że Bard był tylko jeden - Jacek Kaczmarski...
Dlaczego boleć?? Ponieważ. później były lata 90-te, kolejna emigracja i głębokie rozczarowanie p. Kaczmarskiego zmianami - wyraził je najdobitniej na płycie Pochwała łotrostwa - jedna z moich ulubionych - zwłaszcza w piosenkach Amanci panny S.:
Panna "S" do swych amantów nie ma szczęścia,
Chociaż raz po raz o krok jest od zamęścia.
Lecz, co z którym się obejmie,
Ledwie go umieści w sejmie -
Uczuć tyle co w pretensjach, albo w pięściach.

Z intelektualistami żyć nie chciała,
- Tylko rozprawialiby o ideałach -
Ale, żeby dać jej w rękę
Na mieszkanie czy sukienkę -
Nie mieściło się w ich przemądrzałych pałach.

Biznesmeni ją potraktowali krótko,
Jakby wielokrotną była już rozwódką:
Żyj, jak umiesz, nie ma rady!
Sentymenty do szuflady!
Sama tego chciałaś - więc się nie dziw skutkom!

Panna "S" do swych amantów nie ma szczęścia,
Chociaż raz po raz o krok jest od zamęścia.
Lecz, co z którym się obejmie,
Ledwie go umieści w sejmie -
Uczuć tyle co w pretensjach, albo w pięściach.

Z sędzią sumień już jej miały ziścić sny się,
Bo się czuła jak Helena - przy Parysie;
Ale panna z mrowiem dzieci
Słuszny w nim wzbudziła sprzeciw
Gdy dokładnie jej pogrzebał w życiorysie...

Wreszcie mężczyzn miała potąd już - a przeto
Rusza w tango z własną płcią - wbrew katechetom;
Ale Wielkopolski chwała
Nazbyt wiele wymagała
Żeby Panna "S" umiała żyć z kobietą.

Panna "S" do swych amantów nie ma szczęścia,
Chociaż raz po raz o krok jest od zamęścia.
Lecz, co z którym się obejmie,
Ledwie go umieści w sejmie -
Uczuć tyle co w pretensjach, albo w pięściach.

Czekał ten z pałacem, stanowiskiem, z wanną,
Z charakterem i z legendą nienaganną -
Ale pałac wart legendy,
Stanowisko - walor względny,
Więc jej chyba przyjdzie zostać starą panną...

Dała szansę temu, co ją niegdyś gnębił,
Bo pokajał się i gruchał, jak gołębnik...
Ale nie dotrzymał słowa
I zarobki przed nią chował,
Dalej więc przygrzewać mu - a on ją ziębić.

Panna "S" do swych amantów nie ma szczęścia,
Chociaż raz po raz o krok jest od zamęścia.
Lecz, co z którym się obejmie,
Ledwie go umieści w sejmie -
Uczuć tyle co w pretensjach, albo w pięściach.

Co w niej jest, że każdy zraża się wielbiciel?
Co z imieniem jej się kłóci i pożyciem?
Że uboga? Że pyskata?
Że zbyt posunięta w latach?
Nieuczona? Pochodzenie robotnicze?

Więc karczemnym awanturom nie ma pauzy:
Aż się zbudził niedźwiedź stary, który spał, zły -
Oj, jak złapie babę za kark,
Będzie miała za czym płakać!
Tyle że za późno już na żal i na łzy!

Gdzie w ironicznej konwencji wyraził żal po upadku swoistego mitu, symbolu, który przez całe lata osiemdziesiąte jednoczył tak wielu Polaków...
Jeszcze mocniej 'dołożył' wszelkiej maści 'bojownikom', którzy licytowali sie rzekomymi zasługami w czasie Stanu Wojennego i swoim 'kombatanctwem':
Zostały jeszcze pieśni. One
Już, chcę czy nie chcę, nie są moje.
Niech cierpią los swój - raz stworzone
Na beznadziejny bój z ustrojem.
Sczezł ustrój, a słowami pieśni
Wciąż okładają się współcześni.

Ja z nimi nic wspólnego nie mam
(To znaczy z ludźmi, nie z pieśniami)
Niech sobie znajdą własny temat
I niech go wyśpiewają sami.
Inaczej zdradzą wielbiciele
Że nie pojęli ze mnie wiele.

(Testament '95)

Zawarł tam także swój gniew na 'polityków' (i innych osobistości z pierwszych stron gazet), którzy nie okazali się lepsi niż ci z poprzedniego ustroju:
Nic nie zapiszę więc Wałęsom,
Pawlakom, Strąkom i Urbanom,
Co codziennością naszą trzęsą,
A ja ich muszę strząsać rano.


Jeszcze ukazywały się kolejne płyty, jednakże (bo okazało się, że jednak potrafi krytykować 'S') były one przemilczane... No i choroba, która Go pokonała...

Najbardziej bulwersuje mnie fakt, że kaczyzm wzmógł falę krytyki Jego osoby - że był z pochodzenia Żydem, że bił żonę itd. Bo oczywiście nie pasował do koncepcji mikrusów... A powiem - nic mnie nie obchodzi jakim był człowiekiem - to Jego dzieło powinno być oceniane - gdyby pretendował do np. beatyfikacji - te sprawy miałyby znaczenie, ale co ma do pieśni życie??

Chciałbym na koniec zacytować kilka utworów bądź grupy, bądź solowe - bo myślę, że większość ludzi na forum nie bardzo zna tę Twórczość...

Mury
On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sił, śpiewał że blisko już świt.
Świec tysiące palili mu, znad głów podnosił się dym,
Śpiewał, że czas by runął mur...
Oni śpiewali wraz z nim:

Wyrwij murom zęby krat!
Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i głów.
Śpiewali więc, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał,
I ciążył łańcuch, zwlekał świt...
On wciąż śpiewał i grał:

Wyrwij murom zęby krat!
Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas,
I z pieśnią, że już blisko świt szli ulicami miast;
Zwalali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam ten nasz najgorszy wróg!
A śpiewak także był sam.

Patrzył na równy tłumów marsz,
Milczał wsłuchany w kroków huk,
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg...

Patrzy na równy tłumów marsz,
Milczy wsłuchany w kroków huk,
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg...

('rozprawiła' sie z tą pieśnią Renata Premyk w piosence Prinsówna (słowa napisała Anna Saraniecka), gdzie zaśpiewała: Odkąd odkryłam czar miłosnych żądz
Fetysz bibuły stracił dawno moc
Nie śpiewam
Wyrwij murom zęby krat
Lecz głośno nucę Darling Nikki Grind
)

Krajobraz po uczcie
Nie ogryźli kości nie dopili wina
Resztek jedzenia szuka pies pod stołem
Na dębowym blacie obrana cytryna
I suche pestki czereśni dookoła
Odeszli z damami o zatłuszczonych wargach
Do łożnic szerokich za ciężkie zasłony
Gdzie biały pudel kraj krynoliny targa
Przez panią w rumieńcach za fotel rzuconej

A w stolicy koronacja się zaczyna
I król światowy pokazuje szyk
Ale z obecnych nie wie jeszcze nikt
Że na tortach dał napis "Wiwat Katarzyna"

Ksiąg nie doczytali nie skończyli pisać
Drukując hymny gorące epistoły
Jakby miały spoić pękniętych ścian rysy
Gryzące pochwały pochwalne gryzmoły
Odeszli do zajęć sennych długotrwałych
Nad biurka za małe dla królewskich zaleceń
Gdzie świtem pióra skrzypiące się łamały
A świece świeciły by nic nie oświecić

A w stolicy Sejm kończy obrady
Na rękach niesiony uśmiecha się król
Ambasadorowie nie zmieniają ról
Wiedząc jak blisko od chwały do zdrady

Nie skończyli ostrzyć kos na sztorc stawianych
Nie ruszyli zamków i sal pałacowych
Nie powywieszali wszystkich zdrajców stanu
W ziemię pól bitewnych powgniatane głowy
Odeszli w sukmanach kurtach i opończach
Po dawnemu się męczyć nad nie swoją rolą
Ktoś powiedział - wiedziałem że to się tak skończy
Na żer wyszły obce wojskowe patrole

A król bez królestwa chodził na spacery
Nie ze swojej kasy utrzymując dwór
I nie wiedział jeszcze niepotrzebny chór
Jakie kiedy i za co zalśnią mu ordery

Akt abdykacji:
"Imperatorowa i państwa ościenne
Przywrócą spokojność obywatelom naszym
Przeto z wolnej woli dziś rezygnujemy
Z pretensji do tronu i polskiej korony
Nieszczęśliwie zdarzona w kraju insurekcja
Pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia
Pieczołowitość nasza na nic się nie przyda
Świadczymy z całą rzetelnością Naszego Imienia"

Nie ogryźli kości
Nie dopili wina
Resztek jedzenia szuka pies pod stołem


Akt abdykacji jest nieco zmnienioną formą rzeczywistego aktu podpisanego przez S. A. Poniatowskiego:
My, Stanisław August, z Bożej Łaski Król Polski, Wielki Książe Litewski et c., et c., et c.

Nie szukając w ciągu królowania naszego innych korzyści lub zamiarów, jak stać się użytecznym ojczyźnie Naszej, byliśmy także tego zdania, iż opuścić należy tron w okolicznościach, w których rozumieliśmy, że oddalenie Nasze przyłoży się do powiększenia szczęścia współziomków Naszych lub też przynajmniej umniejsza ich nieszczęścia; przekonani teraz, że pieczołowitość Nasza na nic się ojczyźnie Naszej nie przyda, kiedy nieszczęśliwa zdarzona w niej insurekcja pogrążyła ją w teraźniejszy stan zniszczenia, i rozważywszy, że środki względem przyszłego losu Polski koniecznie potrzebne z powodu naglących okoliczności, a od Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji i innych sąsiednich mocarstw przedsięwzięte, jedynymi są do przywrócenia pokoju i spokojności współobywatelom Naszym, których dobro zawsze było najmilszym przedmiotem starań Naszych — postanowiliśmy przeto z przywiązania do spokojności publicznej oświadczyć, tak jako też niniejszym aktem najuroczyściej ogłaszamy, że wolnie i z własnej woli wyrzekamy się bez ekscepcji wszelkich praw Naszych do Korony Polskiej, do Wielkiego Księstwa Litewskiego i innych należących do nich krajów, jako też znajdujących się w nich posesji i przynależytości; akt ten uroczysty abdykacji korony i rządu Polski w ręce Najjaśniejszej Imperatorowej Wszech Rosji składamy dobrowolnie i z tą rzetelnością, która postępowaniem Naszym w całym życiu kierowała. Zstępując z tronu, dopełniamy ostatniego obowiązku królewskiej godności, zaklinając Najjaśniejszą Imperatorową, ażeby macierzyńską swą dobroczynność na tych rozciągnęła, których królem byliśmy, i to wielkości Jej duszy działanie wielkim swym sprzymierzeńcom udzieliła. Akt niniejszy dla większego waloru podpisaliśmy i pieczęć nań Nasza wycisnąć rozkazaliśmy.

Działo się to w Grodnie dnia 25 listopada, a roku 32 panowania Naszego Stanisław August, król.

(Jak widać najważniejsze rzeczy zostały ujęte;) - jednakże nie zgadzam się z oceną władcy)

Stańczyk
Dziś bal na zamku królowej Bony
Wytruto myszy zwieszono lampiony
I opłacono śpiewaków
Czuję jak blednie moja twarz błazeńska
Właśniem przeczytał o stracie Smoleńska
Ale gdzie Smoleńsk gdzie Kraków

Wiadomość pewna podpisy pieczęcie
Ale królowa skrzywi się z niechęcią
Rachunki bardziej ją troszczą
Zaplatam palce nieskore do gestów
Bo samych wodzów jest tu ze czterdziestu
Na balu dobrze ich goszczą

Gdybym pociągał sznury wielkich dzwonów
To bym z nich dobył najwyższego tonu
I biłbym biłbym na trwogę
A dzwoneczkami na błazeńskiej czapce
Swój kaduceusz mając za doradcę
Kogóż przestrzec ja mogę

Stańczyk - wołają - dajcie tu Stańczyka
Już im nie starcza uczta i muzyka
Chcą jeszcze pośmiać się z głupca
Nie jestem dobrym błaznem na te czasy
Lecz wśród jedwabnych i złotych kutasów
Na mądrość znajdźcie mi kupca

Lecz żadna mądrość nie zastąpi przeczuć
Które są przy mnie dzisiaj jak co wieczór
Choćby grano najgłośniej
Siedzę bez ruchu jak wyzbyty mowy
Czemu więc nagle wokół mojej głowy
Dzwoneczki dzwonią żałośnie

To ta kobieta władzy wciąż niesyta
Pisma podmienia raportów nie czyta
Tajne prowadzi układy
Mówcie że mądra że wielkiego rodu
Że wschodem rządzić ma ręka zachodu
A ja nie cierpię tej baby!


Rejtan, czyli raport ambasadora
"Wasze wieliczestwo", na wstępie śpieszę donieść:
Akt podpisany i po naszej myśli brzmi.
Zgodnie z układem wyłom w Litwie i Koronie
Stał się dziś faktem, czemu nie zaprzeczy nikt.

Muszę tu wspomnieć jednak o gorszącej scenie,
Której wspomnienie budzi we mnie żal i wstręt,
Zwłaszcza że miała ona miejsce w polskim sejmie,
Gdy podpisanie paktów miało skończyć się.

Niejaki Rejtan, zresztą poseł z Nowogrodu,
Co w jakiś sposób jego krok tłumaczy mi,
Z szaleństwem w oczach wszerz wyciągnął się na progu
I nie chciał puścić posłów w uchylone drzwi.

Koszulę z piersi zdarł, zupełnie jak w teatrze,
Polacy - czuły naród - dali nabrać się:
Niektórzy w krzyk, że już nie mogą na to patrzeć,
Inni zdobyli się na litościwą łzę.

Tyle hałasu trudno sobie wyobrazić!
Wzniesione ręce, z głów powyrywany kłak,
Ksiądz Prymas siedział bokiem, nie widziałem twarzy,
Evidemment, nie było mu to wszystko w smak.

Ponińskij wezwał straż - to łajdak jakich mało,
Do dalszych spraw polecam z czystym sercem go,
Branickij twarz przy wszystkich dłońmi zakrył całą,
Szczęsnyj-Potockij był zupełnie comme il faut.

I tylko jeden szlachcic stary wyszedł z sali,
Przewrócił krzesło i rozsypał monet stos,
A co dziwniejsze, jak mi potem powiadali,
To też Potockij! (Ale całkiem autre chose).

Tak a propos, jedna z dwóch dam mi przydzielonych
Z niesmakiem odwróciła się wołając - Fu!
Niech ekscelencja spojrzy jaki owłosiony!
(Co było zresztą szczerą prawdą, entre nous).

Wszyscy krzyczeli, nie pojąłem ani słowa.
Autorytetu władza nie ma tu za grosz,
I bez gwarancji nadal dwór ten finansować
To może znaczyć dla nas zbyt wysoki koszt.

Tuż obok loży, gdzie wśród dam zająłem miejsce,
Szaleniec jakiś (niezamożny, sądząc z szat)
Trójbarwną wstążkę w czapce wzniósł i szablę w pięści -
Zachodnich myśli wpływu niewątpliwy ślad!

Tak, przy okazji - portret Waszej Wysokości
Tam wisi, gdzie powiesić poleciłem go,
Lecz z zachowania tam obecnych można wnosić
Że się nie cieszy wcale należytą czcią.

Król, przykro mówić, też nie umiał się zachować,
Choć nadal jest lojalny, mogę stwierdzić to:
Wszystko, co mógł - to ręce do kieszeni schować,
Kiedy ten mnisi lis Kołłątaj judził go.

W tym zamieszaniu spadły pisma i układy.
"Zdrajcy!" krzyczano, lecz do kogo, trudno rzec.
Polityk przecież w ogóle nie zna słowa "zdrada",
A politycznych obyczajów trzeba strzec.

Skłócony naród, król niepewny, szlachta dzika
Sympatie zmienia wraz z nastrojem raz po raz.
Rozgrywka z nimi to nie żadna polityka,
To wychowanie dzieci, biorąc rzecz en masse.

Dlatego radzę: nim ochłoną ze zdumienia
Tą drogą dalej iść, nie grozi niczym to;
Wygrać, co da się wygrać! Rzecz nie bez znaczenia,
Zanim nastąpi europejskie qui pro quo!


Oba teksty noszą charakter wybitnego vaticinium post eventum (antycypowanie) - jednakże to chyba tylko przydaje im wartości...

Na koniec chciałbym zamieścić coś, co zawsze skłania mnie do refleksji:

Coś za coś
Pierwszy kęs zanęcił mi apetyt.
Drugi kazał zwątpić w chęć na wety.
Trzeci urósł w ustach padłem -
Znów za kogoś jadłem.

Pierwszy łyk - rozterek wór załatał.
Drugi odkrył nagą prawdę świata.
Trzeci odjął myśl i siłę -
Znów za kogoś piłem.

Pierwszy flirt obracał serce w gardle.
Drugi się zatracał w prześcieradle.
Trzeci zwracał weksle drogo -
Kochałem za kogoś.

Pierwszy wiersz po dłoni spłynął tchnieniem.
Drugi - długie spory wiódł z sumieniem.
Trzeci się z obłudą szlaja -
Za kogoś się kajam.

Pierwszy sen - jak świeże jabłko - zdrowy.
Drugi w strzępy porwał życia skowyt.
W trzecim - kondukt i zaduma -
Znów ktoś za mnie umarł.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Wszelak 
I'm the chosen one

Wiek: 26
Posty: 259
Podziękowania: 12/9
Skąd: Legnica
Wysłany: 2008-02-14, 10:41   

Przemysława Gintrowskiego i Zbigniewa Łapińskiego nie kojarzę z ich własnej twórczości, ale pamiętam, że wiele utworów wykonywali razem z Jackiem Kaczmarskim. Kaczmarskiego pokazał mi mój tato który od wielu lat był jego fanem i z biegiem czasu przeszło to na mnie. Do moich ulubionych piosenek należą: Kara Barabasza, Arka Noego, 1 i 2 część Obławy, Krzyk, Starzy Ludzie w Autobusie, Ballada o głupim Jasiu, Autoportret Witkacego, Siedem Grzechów Głównych.
_________________
"Oto jest pięść moja, zna ją świata ćwierć. Kto ją ujrzy z bliska ujrzy swoją śmierć!"
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
K4thos 
Uczeń Gonda


Wiek: 31
Posty: 351
Podziękowania: 61/37
Wysłany: 2008-02-14, 14:22   

W takim razie ja również zamieszczam kilka zacnych utworów. Oprócz tekstów piosenek podane są linki do miejsc, gdzie można odsłuchać je w oryginalnym wykonaniu. Mam nadzieje, że uda się w ten sposób przybliżyć nieco twórczość bardów i być może ktoś się skusi na oryginalny krążek :)

Źródło
audio
Płynie rzeka wąwozem jak dnem koleiny, która sama siebie żłobiła,
Rosną ściany wąwozu, z obu stron coraz wyżej, tam na górze są ponoć równiny;
I im więcej tej wody, tym się głębiej potoczy
Sama biorąc na siebie cień zboczy...

Piach spod nurtu ucieka, nurt po piachu się wije, własna w czeluść ciągnie go siła.
Ale jest ciągle rzeka na dnie tej rozpadliny, jest i będzie, będzie jak była,
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.

A na ścianach wysokich pasy barw i wyżłobień, tej rzeki historia, tych brzegów -
Cienie drzew powalonych, ślady głazów rozmytych, muł zgarnięty pod siebie - wbrew sobie
A hen, w dole blask nikły ciągle ziemię rozcina,
Ziemia nad nim się zrastać zaczyna...

Z obu stron żwir i glina, by zatrzymać go w biegu, woda syczy i wchłania, lecz żyje
I zakręca, omija, wsiąka, wspina się, pieni, ale płynie, wciąż płynie wbrew brzegom -
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.

I są miejsca gdzie w szlamie woda niemal zastygła pod kożuchem brudnej zieleni;
Tam ślad, prędzej niż ten kto zostawił go, znika - niewidoczne bagienne są sidła.
Ale źródło wciąż bije, tłoczy puls między stoki,
Więc jest nurt, choć ukryty dla oka!

Nieba prawie nie widać, czeluść chłodna i ciemna,
Niech się sypią lawiny kamieni!
I niech łączą się zbocza bezlitosnych wąwozów,
Bo cóż drąży kształt przyszłych przestrzeni
Jak nie rzeka podziemna?

Groty w skałach wypłucze,
Żyły złote odkryje -
Bo źródło
Bo źródło
Wciąż bije.

Jacek Kaczmarski
1978


Jałta
audio
Jak nowa rezydencja carów,
Służba swe obowiązki zna,
Precz wysiedlono stąd Tatarów
Gdzie na świat wyrok zapaść ma.

Okna już widzą, słyszą ściany
Jak kaszle nad cygarem Lew,
Jak skrzypi wózek popychany
Z kalekim Demokratą w tle.

Lecz nikt nie widzi i nie słyszy,
Co robi Góral w krymską noc,
Gdy gestem wiernych towarzyszy
Wpaja swą legendarną moc

Nie miejcie żalu do Stalina,
Nie on się za tym wszystkim krył,
Przecież to nie jest jego wina,
Że Roosevelt w Jałcie nie miał sił.
Gdy się triumwirat wspólnie brał
Za świata historyczne kształty,
- Wiadomo kto Cezara grał -
I tak rozumieć trzeba Jałtę.

W resztce cygara mdłym ogniku
Pływała Lwa Albionu twarz:
Nie rozmawiajmy o Bałtyku,
Po co w Europie tyle państw?

Polacy? - chodzi tylko o to,
Żeby gdzieś w końcu mogli żyć...
Z tą Polską zawsze są kłopoty -
Kaleka troszczy się i drży.

Lecz uspokaja ich gospodarz
Pożółkły dłonią głaszcząc wąs:
Mój kraj pomocną dłoń im poda,
Potem niech rządzą się jak chcą.

Nie miejcie żalu do Churchilla,
Nie on wszak za tym wszystkim stał,
Wszak po to tylko był triumwirat,
By Stalin dostał to, co chciał.
Komu zależy na pokoju,
Ten zawsze cofnie się przed gwałtem -
Wygra, kto się nie boi wojen
I tak rozumieć trzeba Jałtę.

Ściana pałacu słuch napina,
Gdy do Kaleki mówi Lew -
- Ja wierzę w szczerość słów Stalina
Dba chyba o radziecką krew.

I potakuje mu Kaleka,
Niezłomny demokracji stróż:
Stalin, to ktoś na miarę wieku,
Oto mąż stanu, oto wódz!

Bo sojusz wielkich, to nie zmowa,
To przyszłość świata - wolność, ład -
Przy nim i słaby się uchowa,
I swoją część otrzyma... - strat!

Nie miejcie żalu do Roosevelta,
Pomyślcie ile musiał znieść!
Fajka, dym cygar i butelka,
Churchill, co miał sojusze gdzieś.
Wszakże radziły trzy imperia
Nad granicami, co zatarte:
- W szczegółach zaś już siedział Beria,
I tak rozumieć trzeba Jałtę!

Więc delegacje odleciały,
Ucichł na Krymie carski gród.
Gdy na Zachodzie działa grzmiały
Transporty ludzi szły na Wschód.

Świat wolny święcił potem tryumf,
Opustoszały nagle fronty -
W kwiatach już prezydenta grób,
A tam transporty i transporty.

Czerwony świt się z nocy budzi -
Z woli wyborców odszedł Churchill!
A tam transporty żywych ludzi,
A tam obozy długiej śmierci.

Nie miejcie więc do Trójcy żalu,
Wyrok historii za nią stał
Opracowany w każdym calu -
Każdy z nich chronił, co już miał.
Mógł mylić się zwiedziony chwilą -
Nie był Polakiem ani Bałtem...
Tylko ofiary się nie mylą!
I tak rozumieć trzeba Jałtę!
Jacek Kaczmarski
1984


Marcin Luter
audio
W zamku Wartburg, na stromym urwisku
(Te niemieckie przepaście i szczyty)
Wbrew mej woli, a gwoli ucisku
Wyniesiony pod boskie błękity
Pismo święte z wszechwładnej łaciny
Na swój własny język przekładam:
Ożywają po wiekach
Dawne cuda i czyny,
Matką Ewa znów, Ojcem znów - Adam.

Bliźnim jest mi tragiczny Abraham
Gdy poświęcić ma syna w ofierze;
Widzę ogień na Sodomy dachach,
Gdzie zwęglają się grzeszni w niewierze.
Bezmiar winy i kary surowość
Brzmią prawdziwie w mym szorstkim języku.
Na początku jest słowo,
I okrutnie brzmi słowo,
Ale spójrz wokół siebie, krytyku!

Grzechy Rzym za gotówkę odpuszcza,
Lecz w wojennej się nurza rozkoszy.
Papież w zbroi, w ubóstwie tkwi tłuszcza,
Z której groszy katedry się wznosi.
W nawach katedr transakcje wszeteczne,
Ksiądz spowiednik rozgrzesza za bilon.
Tak jest, było i będzie,
Zło i dobro jest wieczne,
Lecz nie może być wieczny Babilon.

Z tym więc walczę ja, mnich Augustianin,
Moralności teolog - to przytyk,
Bo w stolicy wołają - poganin!
Reformator, heretyk, polityk!
Tak, papieską ja bullę spaliłem,
Lecz szukajcie miast, które on spalił!
Ja na wrotach kościelnych
Tezy swoje przybiłem,
On mnie wyklął, a mnisi śpiewali.

Słowa palą, więc pali się słowa:
Nikt o treści popiołów nie pyta.
Ale moja ze Stwórcą rozmowa
Jak Syn Jego - do drzewa przybita!
Niech się gorszy prałacia elita,
Niech się w mękach świat tworzy od nowa!
Lecz niech czyta, kto umie,
Niech nauczy się czytać!
Niech powraca - do Słowa!

Jacek Kaczmarski
5.12.1991


Siedem grzechów głównych
(wg grafiki A. Dürera i obrazu A. Altdorfera)
audio
Wielkich upadków więcej widzieliśmy niż wzlotów,
Byliśmy oczywiście na uczcie Baltazara,
Uczyliśmy się mowy zwycięskich Wizygotów
Na służbie ostatniego przepiwszy żołd Cezara.
Przeżyliśmy Rolanda, by świadczyć śmierć Karola,
Pozostałościom mocarstw nie oczekiwać łaski.
Razem z Ludwikiem Świętym widząc się w aureolach
Wyrzygiwaliśmy krew w jerozolimskie piaski.
Co było wszechpotężne - zdaje się niedorzeczne.
Gdzie słodka woń Arabii? Gdzie tajemniczy Syjam?
Religie tysiącletnie też nie są dla nas wieczne
I demokracja kwitnie, dojrzewa i przemija...

A nas wiedzie siedem demonów, co nami się karmią:
Na przedzie pycha podąża z tańczącą latarnią,
Chciwość wczepiła się w siodło i grzebie po sakwach,
Broi pod zbroją lubieżność, pokusa niełatwa.
Bandzioch domaga się płynów i straw do przesytu,
Wabi rozkoszne lenistwo do łóż z aksamitu,
Gniew zrywa ze snu i groźbą na oślep wywija,
A zazdrość nie wie, co sen i po cichu zabija.

Tak zbrojni w moce, na które nie ma lekarstwa
Stawiamy nadal i obalamy mocarstwa.

Każdemu więc z imperiów bezsprzecznie zasłużeni
My - ludzie pióra, miecza lub zajęczego lęku
Jesteśmy grabarzami swych własnych dzieł stworzenia,
Zajęczym lękiem niszcząc je, mieczem lub piosenką.
Samotnie wędrujemy po dawnych bitew szlakach,
Którymi dzisiaj rządzi chwast, kamień lub jaszczurka.
Wierzchowiec się potyka, bo ciąży mu kulbaka
I jeździec w pełnej zbroi błądzący po pagórkach.
Jesteśmy jak zwierzęta - z rytmami śmierci zżyte,
Choć człowiek w nas - do Nowej wciąż prze Jerozolimy;
Więc nastawiamy ucha na echa nowych bitew,
Bo wiemy, że na pewno je w końcu usłyszymy...

I wiedzie nas siedem demonów, co nami się karmią:
Na przedzie pycha podąża z tańczącą latarnią,
Chciwość wczepiła się w siodło i grzebie po sakwach,
Broi pod zbroją lubieżność, pokusa niełatwa.
Bandzioch domaga się płynów i straw do przesytu,
Wabi rozkoszne lenistwo do łóż z aksamitu,
Gniew zrywa ze snu i groźbą na oślep wywija,
A zazdrość nie wie, co sen i po cichu zabija.

Tak zbrojni w moce, na które nie ma lekarstwa
Będziemy nadal stawiać i zwalać mocarstwa.

Jacek Kaczmarski
24.12.1991


Z XVI wiecznym portretem trumiennym rozmowa
audio
Nie patrz na nas z wyrzutem pyszny szaławiło,
Bądźże z sercem otwartym dla dzieci swych dzieci.
Od twoich czasów sławnych tyle się zmieniło,
Że aż szkoda zawracać tym głowę Waszeci.

Mało wiemy o tobie, coś na Turka chadzał,
Węgra królem obierał i tratował Szweda,
Ale patrzył i tego, by obrana władza
Nie zabrała ci czasem, czegoś sam jej nie dał.

A nie dałeś jej prawa by ci grozić drewnem
Bo przed Bogiem za posła nie chcesz Jezuity,
By na takie cię pola mogła słać bitewne,
Gdzie krew i rany - twoje, a cudze profity.

A my, co rusz, to przed kimś
Kolejnym - na kolanach;
Dalekośmy odeszli
Od siły Waszmość Pana.
Po wciąż to nowych dworach
Pętamy się nie w porę;
Kochamy się w honorach,
Nie znamy się z honorem.

Łypnij na nas łagodniej okiem wyrazistym
Co widziało królestwa twojego Wiek Złoty,
Zamiast łajać nas z trumny za sprawą artysty,
Że są czasy kolosów i czasy miernoty.

Rzymskim prawem się szczycisz opartym na sile:
Dłoń złocisty pas maca, kręci wąs sumiasty;
Ale wyrozumiałość - to siły przywilej
Urodzony z rozumu na twój wiek szesnasty.

Czemuś synów nie uczył, z czegoś sam korzystał,
Że czapka rozum grzeje, by nie skapiał chyłkiem?
Rychło jeden za drugim - poseł czy statysta -
Czapkowali rozumem, a myśleli tyłkiem.

I my - na byle słowo
Na tylne stajem łapki;
W zawiei z gołą głową
Szukamy własnej czapki.
W tym, co zostało z włości
W dziedzictwie po waszmościach -
Brakuje nam mądrości,
Kochamy się w mądrościach.

Patrz na nas jak uważasz, pyszny szaławiło,
Jest czego ci zazdrościć, jest i za co karcić.
Choć dawno już cię nie ma - cennie ci się żyło,
A ci, co się cenili - byli tego warci.

Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.

Koniem dla nich istnienie! - Trzeba znać ogiera;
Pięści słucha, czy pieśni, czy rwie się w step czy w tłum;
I umieć nie spaść, kiedy piersi pęd rozpiera
A spadłszy, szepnąć jeszcze - equus polonus sum!

A my, nie z własnej winy,
Aż się przyznawać hadko -
Nie znamy już łaciny
I z polskim nam niełatwo.
Lecz ujrzy przodek w grobie
Na co nas jeszcze stać:
Bo się kochamy - w sobie!
Nie pragnąc - siebie - znać!

Jacek Kaczmarski
6.2.1993


Obłomow, Stolz i ja
audio
(wg powieści I. Gonczarowa "Obłomow")

Wokół Obłomowa od południa zamieszanie:
Stary Zachar wnosi tacę - parujący żur
I z grzybami jeszcze ciepły pieróg na śniadanie;
Gromko brzmi z wejściowych drzwi przyjaciel Stolz - bonjour!
Stolz - gorączka - zdziera z okien grube warstwy kotar,
Dzwoni obcas po posadzce, róg myśliwski gra.
Gwałtem wpada do salonu dzień w kaskadach złota:
- Hej, wach' auf, Iljo Iljiczu! Mais, reveille-toi!
A Obłomow na kanapie
Ni to marzy, ni to chrapie
I przed światłem łeb zasłania,
I nieskory do śniadania.
Pikowaną kryje kołdrą
Gębę dobrą, gębę mądrą,
Ale jakby niepotrzebną,
Bo niezdolną trafić w sedno.
Może szkoda na to czasu?
- Zachar, miłyj! Nalej kwasu!

Rzutki Stolz to człek światowy i sprężyna czynu -
Przystrzyżone bokobrody, woskowany wąs;
Zna go Paryż, Sankt-Petersburg, jeździ do Londynu,
Kowal losu, który posiadł salonowy pląs.
Zawsze w ruchu! Z miejsca w miejsce gna, co koń wyskoczy!
Świat umyka mu spod stóp, jak śnieg spod śmigłych sań.
W każdym przejrzy się zwierciadle - zręczny i uroczy -
W politurze gabinetów, w lśniących oczach pań...
A Obłomow na kanapie
Rozproszone myśli łapie,
A jak złapie - to zapłacze,
A to znaczy, że coś znaczą...
Cóż, że znaczą, skoro giną
Za rozstajem, za równiną
W blasku, co źrenice drażni...
Może by tak pójść do łaźni?
Może szkoda na to czasu?
- Zachar, miłyj! Nalej kwasu!

Stolz - przyjaciel - nie rozumie, rzuca się ratować!
Utrzeć by surówkę z marchwi! Żur i pieróg precz!
Ej, zrobimy my człowieka z tego Obłomowa!
Przystrzyżemy, wystroimy, strój to główna rzecz!
Wszak nie tacy teraz robią zyski i kariery!
Sama swołocz i kryminał! Starczy tylko chcieć!
Ilja! Z ciebie człek rozumny, obywatel szczery!
Pomyśl tylko, gdzie byś mógł już być! Co mógłbyś mieć!
A Obłomow na kanapie
Nad haftkami gaci sapie
I wspomina w melancholii
Wiejski dwór, dmuchawce w polu -
Dwór dzieciństwa, jak za mgłą,
Gdzie - gdy chcą - to wszyscy śpią...
A tu dramat, trudna sprawa:
Zwinna spinka, wredny krawat.
Może szkoda na to czasu?
- Zachar, miłyj! Nalej kwasu!

Śliskie podłóg arabeski, lustra, żyrandole,
Amfiladą szybkich spojrzeń echem sunie szept.
Maski, miny i grymasy, blask i zgiełk przy stole,
Bursztynowy lep na muchy! Od much czarny lep!
Stolz pod rękę Ilję trzyma, by nie uciekł głupiec:
Chce wyswatać go ze światem - żeń się, Ilja, żeń!
Aż wyrywa się Obłomow, trzewikami tupie:
- Żeby światłem się nacieszyć, trzeba znaleźć cień...
Zaciągnięte znów kotary,
Żur i pieróg wniósł Zachary
I przymyka się powieka -
Kochać świat? Tak, lecz z daleka,
Z życzliwością i dobrocią,
Nie pytając - za co? Po co?
Kołdra grzeje jak samowar,
Wraca sen do Obłomowa...
Może szkoda na to czasu?
- Zachar, miłyj! Nalej kwasu!

Taki z nim i Stolzem kram -
A ja... obu w sobie mam.

Jacek Kaczmarski
29.10.2001


edit: Repertuar wzbogacony utworami z programów Sarmatia i Mimochodem.
_________________
"Podwładny winien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, aby swoim pojmowaniem istoty rzeczy przełożonego nie peszyć"
Ukaz Cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 roku.
Ostatnio zmieniony przez K4thos 2008-05-01, 05:13, w całości zmieniany 2 razy  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Remi 

Wiek: 42
Posty: 78
Podziękowania: 3/102
Skąd: znad Bałtyku
Wysłany: 2008-03-24, 00:44   

Po kilkunastu latach słuchania Jacka dochodzę do wniosku, że jednak ten utwór bije resztę na głowę. Majstersztyk muzyczny (http://pl.youtube.com/watch?v=We4ZPVU829g), a tekst to już w ogóle czysta poezja...

"Epitafium dla W. Wysockiego"


To moja droga z piekła do piekła
W dół na złamanie karku gnam!
Nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla
Nie zrywa mostów, nie stawia bram!

Po grani! po grani!
Nad przepaścią bez łańcuchów, bez wahania!
Tu na trzeźwo diabli wezmą
Zdradzi mnie rozsądek - drań
W wilczy dół wspomnienia zmienią
Ostrą grań!

Po grani! Po grani! Po grani!
Tu mi drogi nie zastąpią pokonani!
Tylko łapią mnie za nogi,
Krzyczą - nie idź! Krzyczą - stań!
Ci, co w pół stanęli drogi
I zębami, pazurami kruszą grań!

To moja droga z piekła do piekła
W przepaść na łeb, na szyję skok!
Boskiej Komedii nowy przekład
I w pierwszy krąg mój pierwszy krok!

Tu do mnie! Tu do mnie!
Ruda chwyta mnie dziewczyna swymi dłońmi
I do końskiej grzywy wiąże
Szarpie grzywę - rumak rży!
Ona - co ci jest mój książę ?
Szepce mi...

Do piekła! Do piekła! Do piekła!
Nie mam czasu na przejażdżki wiedźmo wściekła!
- Nie wiesz ty co cię tam czeka -
Mówi sine tocząc łzy
- Piekło też jest dla człowieka!
Nie strasz, nie kuś i odchodząc zabierz sny!

To moja droga z piekła do piekła
Wokół postaci bladych tłok
Koń mnie nad nimi unosi z lekka
I w drugi krąg kieruje krok!

Zesłani! Zesłani!
Naznaczeni, potępieni i sprzedani!
Co robicie w piekła sztolniach
Brodząc w błocie, depcąc lód!
Czy śmierć daje ludzi wolnych
Znów pod knut?

- To nie tak! To nie tak! To nie tak!
Nie użalaj się nad nami - tyś poeta!
Myśmy raju znieść nie mogli
Tu nasz żywioł, tu nasz dom!
Tu nie wejdą ludzie podli
Tutaj żaden nas nie zdziesiątkuje grom!

Pani bagien mokradeł i śnieżnych pól,
Rozpal w łaźni kamienie na biel!
Z ciał rozgrzanych niech się wytopi ból
Tatuaże weźmiemy na cel!
Bo na sercu, po lewej, tam Stalin drży,
Pot zalewa mu oczy i wąs!
Jego profil specjalnie tam kłuli my
Żeby słyszał jak serca się rwą!

To moja droga z piekła do piekła
Lampy naftowe wabią wzrok
Podmiejska chata, mała izdebka
I w trzeci krąg kieruję krok:

- Wchodź śmiało! Wchodź śmiało!
Nie wiem jak ci trafić tutaj się udało!
Ot jak raz samowar kipi, pij herbatę
Synu, pij!
Samogonu z nami wypij!
Zdrowy żyj!

Nam znośnie! Nam znośnie!
Tak żyjemy niewidocznie i bezgłośnie!
Pożyjemy i pomrzemy
Nie usłyszy o nas świat
A po śmierci wypijemy
Za przeżytych w dobrej wierze parę lat!

To moja droga z piekła do piekła
Miasto a w mieście przy bloku blok
Wciągam powietrze i chwiejny z lekka
Już w czwarty krąg kieruję krok!

Do cyrku! Do cyrku! Do kina!
Telewizor włączyć - bajka się zaczyna!
Mama w sklepie, tata w barze
Syn z pepeszy tnie aż gra!
Na pionierskiej chuście marzeń
Gwiazdę ma!

Na mecze! Na mecze! Na wiece!
Swoje znać, nie rzucać w oczy się bezpiece!
Sąsiad - owszem, wypić można
Lecz to sąsiad, brat - to brat
Jak świat światem do ostrożnych
Zwykł należeć i uśmiechać się ten świat!

To moja droga z piekła do piekła
Na scenie Hamlet, skłuty bok
Z którego właśnie krew wyciekła -
To w piąty krok kolejny krok!

O matko! O matko!
Jakże mogłaś jemu sprzedać się tak łatwo!
Wszak on męża twego zabił
Zgładzi mnie, splugawi tron
Zniszczy Danię, lud ograbi
Bijcie w dzwon!

Na trwogę! Na trwogę! Na trwogę!
Nie wybieraj między żądzą swą a Bogiem!
Póki czas naprawić błędy
Matko, nie rób tego - stój!
Cenzor z dziewiątego rzędu:
- Nie, w tej formie to nie może wcale pójść!

To moja droga z piekła do piekła
Piwo i wódka, koniak, grog,
Najlepszych z nas ostatnia Mekka
I w szósty krąg kolejny krok!

Na górze! Na górze! Na górze!
Chciałoby się żyć najpełniej i najdłużej!
O to warto się postarać!
To jest nałóg, zrozum to!
Tam się żyje jak za cara!
I ot co!
Na dole, na dole, na dole
Szklanka wódki i razowy chleb na stole!
I my wszyscy, tam - i tutaj
Tłum rozdartych dusz na pół,
Po huśtawce mdłość i smutek
Choćbyś nawet co dzień walił głową w stół!

To moja droga z piekła do piekła
Z wolna zapada nade mną mrok
Więc biesów szpaler szlak mi oświetla
Bo w siódmy krąg kieruję krok!

Tam milczą i siedzą
I na moją twarz nie spojrzą - wszystko wiedzą
Siedzą, ale nie gadają
Mętny wzrok spod powiek lśni
Żują coś bo im wypadły
Dawno kły!

Więc stoję! Więc stoję! Więc stoję!
A przed nimi leży w teczce życie moje!
Nie czytają, nie pytają
Milczą, siedzą, kaszle ktoś
A za oknem werble grają
Znów parada, święto albo jeszcze coś...

I pojąłem co chcą za mną zrobić tu
I za gardło porywa mnie strach!
Koń mój zniknął a wy siedmiu kręgów tłum
Macie w oczach i w uszach piach!
Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk
Mnie nie będą katować i strzyc!
Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg!
Ósmy krąg w którym nie ma już nic.

Pamiętajcie wy o mnie co sił! Co sił!
Choć przemknąłem przed wami jak cień!
Palcie w łaźni aż kamień się zmieni w pył -
Przecież wrócę, gdy zacznie się dzień!
_________________
Pozdrawiam

Remi
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 29
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2009-02-26, 10:40   

Spodobał mi sie nawet pan Kaczmarski, lecz w kategorii piosenki poetyckiej i tak wolę SDM. Kaczmarski ma kilka świetnych piosenek, Epitafium dla Wysockiego, Obława, Korespondencja klasowa, Meldunek, Antylitania na czas. Co mi przeszkadza, to to, że się Kaczmarski uwikłał w historię, Solidarność i Naród. A ta piosenka podoba mi się ze względu na aranżację: http://stormbringer.wrzut...ski_-_pokolenie
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Remi 

Wiek: 42
Posty: 78
Podziękowania: 3/102
Skąd: znad Bałtyku
Wysłany: 2009-02-26, 11:03   

kol napisał/a:
Co mi przeszkadza, to to, że się Kaczmarski uwikłał w historię, Solidarność i Naród.


Nic bardziej mylnego. Kaczmarski został w to uwikłany i jego piosenka "Mury" została wykorzystana przez pewnych ludzi niejako poza nim. On sam lub jego znajomi (nie pamiętam już) dokładnie to wyjaśnili w jednym z filmów dokumentalnych, który był parę lat temu emitowany w TVP, ale tytułu filmu niestety nie pamiętam.
_________________
Pozdrawiam

Remi
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 29
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2009-03-01, 13:08   

Jest taka książka Kaczmarskiego (zapomniałem tytuł) właśnie o tym jak on sie rozprawia z tym mitem barda Solidarności. Jednak co by nie mówić, dużo jest piosenek, które odwołują się do ówczesnej rzeczywistości politycznej. Cóż, ciężko się było nie uwikłać, ale przynajmniej piosenki są naprawdę dobre.
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Remi 

Wiek: 42
Posty: 78
Podziękowania: 3/102
Skąd: znad Bałtyku
Wysłany: 2009-03-01, 13:40   

kol napisał/a:
Jest taka książka Kaczmarskiego (zapomniałem tytuł) właśnie o tym jak on sie rozprawia z tym mitem barda Solidarności. Jednak co by nie mówić, dużo jest piosenek, które odwołują się do ówczesnej rzeczywistości politycznej. Cóż, ciężko się było nie uwikłać, ale przynajmniej piosenki są naprawdę dobre.


Zdaje się, że popełniasz pewien błąd logiczny. Owszem piosenki Kaczmarskiego odwołują się do ówczesnej sytuacji politycznej, ale żeby można było je uważać za uwikłane, autor musiałby się opowiedzieć po jakiejś ze stron. A tego na próżno szukać u barda, który jak sam śpiewał "...zawsze był sam". Znajdź i przytocz utwór, w którym Jacek jest za wyraźnie za Solidarnością lub wyraźnie za partią, a wtedy będziemy mogli mówić o uwikłaniu. Możesz np. zacząć od "Świadectwa" :)


Jaja w kraju nie wyjęte -
Solidarność dała ciała
Spawacz gra w bambuko z Glempem,
Partia trzyma się na pałach.
W dzień handelek czym podleci,
Za to w nocy ostra bania -
Pieniądz tańszy już od śmieci,
Milion poszedł bez gadania.

ZOMO tanio się sprzedaje,
Buce tępe i uczynne,
Za dwa Króle czyli Cwaję
Sami wiozą na melinę.
Starczy z okna się wychylić,
Krzyknąć: pokot ma pragnienie!
A już dwaj pod drzwiami byli
Z odpowiednim obciążeniem!

Koleżanki wychowane
Nie certolą się na marne,
Dają chętnie i na zmianę -
Wszystkie bardzo solidarne!

Zdjęcia w dupie przemyciłem,
Patrz: tu dym, tu gaz, tu glina.
Zginął potem ten, co tyłem,
Dostał w brzuch ten, co się zgina.
A tu całkiem kadr, jak z Wajdy:
Człowiek, sztandar, dymu chmury.
Bracie, ale były rajdy!
Potem pojechałem w góry.

Luźno w knajpach i na trasach
I w "Kasprowym" znów kultura.
Choć raz w życiu wczasy - klasa,
Jak nie w Polsce, jak nie w górach!
Paszport ? Paszport mam wojenny,
Własność Pana Generała.
Nawet ci nie podam ceny,
Przyjm, że się mnie WRONA bała.

Tam nie wracaj, grunt spalony,
Nie ma życia, stan krytyczny.
Słuchaj, czy na paszport WRON-y
Dadzą azyl polityczny?...

_________________
Pozdrawiam

Remi
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 29
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2009-03-01, 13:54   

Znam tę piosenkę :wink: Chodzi mi o to, że jego repertuar to w dużej mierze piosenki o treści historycznej (np. Rejtan czyli raport ambasadora) czy politycznej. Aby się dokładnie wyrazić teraz... Kaczmarski może i się nie opowiada za nikim, ale na pewno jest przeciwko partii, czy później (chyba) Solidarności.
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
K4thos 
Uczeń Gonda


Wiek: 31
Posty: 351
Podziękowania: 61/37
Wysłany: 2016-01-04, 14:30   

odkopuję, bo trafiłem na kolejną perełkę, o której do tej pory nie miałem pojęcia. Tym razem coś cięższego.

Requiem Rozbiorowe
słowa : Jacek Kaczmarski
muzyka : Przemysław Gintrowski

https://www.youtube.com/watch?v=Pj8_mSnp5yU

I

Głos I:

Pamięć moja - ponurej natury:
Nie chce wskrzeszać soczystych rozkoszy,
Nie rozczuli jej flet,
Nie rozrusza tamburyn,
Płoche szczęście ją peszy i płoszy.

Pamięć moją ożywia żałoba,
Lecz - nie płaczka rozpaczą podniosła,
Tylko wściekły ten wstyd,
Co się szwenda po grobach,
Które lepka pleśń legend porosła.

Jeśli grzmiące obrzędy bezcześci,
Jeśli babrze się w szczątkach wstydliwych -
To nie po to, by mieć
Nośny temat do pieśni,
Lecz by wstyd - był ostrogą - dla żywych

II

Głos II:

1.

Na śniadaniu u Carycy
Sutą dzieli się potrawę;
Pertraktują biesiadnicy
Komu jaki kęs i skrawek.

Temu galicyjski połeć,
Temu - wielkopolski gryz;
Monarchini żre nad stołem
Schab "Polonia á la russe"

Chór:
Nie przystroi się garnirem
Za to krwistym sosem lśni,
Dies irae, dies irae
Idą na nią gniewu dni.

2.

Uczta w imię Trójcy Świętej
Oświeconych autokratów
Potwierdzona dokumentem
Co posiada moc traktatu.
Nie ma to, jak pełna miska
Do dyplomatycznej gry,
Choć wątpliwy na niej przysmak:
Kapuściane polskie łby.

Chór:

Zaraz się nad nimi schylą
Żeby im upuścić krwi
Dies irae, dies irae
Idą na nią gniewu dni.

3.

Polska karczma wciąż pijana
Od swych obłąkańczych swar,
Polska pana i plebana
Zatopiona w chamski gwar.
Bizantyjski na niej przepych
Azjatycki na niej brud.
Więc się do trzech par rąk lepi
I potrójny syci głód.

Chór:

Nie powlecze jej nikt kirem
Nie uroni nad nią łzy
Dies irae, dies irae
Idą na nią gniewu dni.

III

Głos II:

Śpijcie spokojnie ojcowie i matki
Naszego "ja" - co tak dziś niewyraźne.
Już poza wami żywotów przypadki
I wybór między zbawieniem, a kaźnią.
Was nic już więcej obchodzić nie musi
Dotknięci życiem - snujcie śmierci smutek.
To nam spuściznę dziwną czas wykrztusił,
Niewymienialną na żadną walutę.

Chór:

Śpijcie - wy poza dobrem, poza złem
Requiem.

Głos I:

Śpijcie spokojnie - zdradzeni, zsyłani,
Mięso eposów skomlące o sens;
Straceńcy, stróże niewidzialnych granic
Powyznaczanych majestatem klęsk.
Niech was nie budzą skrzekliwe capstrzyki,
Parady, werble, rocznicowe msze;
Szare - z ołowiu sumień - żołnierzyki,
Grzechot w pudełku pamięci, na dnie!

Chór:

Śpijcie - już poza dobrem, poza złem
Requiem.

Głos II:

Śpijcie spokojnie - skrytym zdradom wierni,
Za bezcen strachu swej pychy kupieni,
Karni dzierżawcy cmentarnej guberni,
Hetmańskich buław, biskupich pierścieni.
Nikt wam już dzisiaj nie pohańbi mogił;
Sąd ostateczny odległy, niepewny,
Nieprzeliczone zapomnienia drogi,
Bóg dobrotliwy, człowiek - krótko gniewny.

Chór:

Śpijcie - znów poza dobrem, poza złem
Requiem.

Głos I:

Śpijcie spokojnie - mędrcy przenikliwi,
Żonglerzy światła, tak bezsilnie świetni,
Że nawet temu niezdolni się dziwić,
Gdy próchnem w mroku świeci ból szlachetny.
Wszystkoście z góry najlepiej wiedzieli,
Lecz nie zdołali niczemu zapobiec:
Naładowana broń - co nie wystrzeli,
Bo ma na ścianie wisieć ku ozdobie.

Chór:

Śpijcie więc, poza dobrem, poza złem
Requiem.

Głos II:

I ty spokojnie śpij, bezkształtny tłumie
Analfabetów o zwichniętych karkach,
Którego grozy nigdy nie zrozumie
Mędrzec, wojownik, skazaniec ni zdrajca.
Śpij, boś też myślał, walczył, i też zdradzał;
Czemu byś lepszy miał być niż te tuzy,
Dla których człowiek, wiara, rozum, władza
Do tego tylko, by im służyć - służy!

Głos I i II:

Śpij wstrzymywany dobrem, gnany złem
Requiem.

IV

Chór:

Jesteśmy - jacy jesteśmy
Byliśmy - jacyśmy byli
Tę prawdę o sobie unieśmy
W tej krótkiej, danej nam chwili.
Będziemy - jacy zechcemy
Byle wiedzieć nam - czego chcieć,
Lecz nie wiemy - czego nie wiemy,
Więc nie mamy - co chcemy mieć.
Mogliśmy, czego nie wolno,
Co wolno - nie chcemy móc.
Wolimy niewolę niż wolność,
W której nie ma o co łbem tłuc.
Więc będziemy - jacyśmy byli,
Więc jesteśmy - a jakby nas brak
W tej krótkiej danej nam chwili,
Której jutro nie będzie i tak...

V

Głos I:

Tym, co w szkarłatach, tym w kazamatach,
Tym, co w kapturach i tym na sznurach,
Tym, co w powozach i tym w powrozach
Lacrimosa.

Chór:

Nie mamy rąk - mamy łapy,
Nie mamy głów - mamy łby.
Dlatego dla nas ochłapy,
Dlatego po nas - łzy.

Głos II:

Tym w dumnej pozie i tym w pokorze,
Tym, co w koszarach i tym w koszmarach,
Tym, co w przestworzach i tym w obozach --
Lacrimosa.

Chór:

Nie mamy snów - lecz majaki,
Nie mamy myśli - lecz szał,
Dlatego los byle jaki,
Dlatego głos łka, jak łkał.

Głos I:

Tym - złote zboża, tym - ostrze noża.
Tym - szlak po płozach, tym - szlam bezdroża,
Tym - łaska boża, tym - trwożna groza
Lacrimosa.

Chór:

Nie mamy wiary, lecz złudy,
Za dzieje nasze - zbiór klechd.
Dlatego trwać będą trudy
Nasz własny płacz i z nas śmiech.
_________________
"Podwładny winien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty tak, aby swoim pojmowaniem istoty rzeczy przełożonego nie peszyć"
Ukaz Cara Rosji Piotra I z 9 grudnia 1708 roku.
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group