Poprzedni temat «» Następny temat
[Tłumaczenia] Spíró György - Smak nawarzonego piwa
Autor Wiadomość
morgan 
Dziecię Bhaala
Exiled Bard


Posty: 5576
Podziękowania: 434/317
Skąd: Island of Misfit Toys
Wysłany: 2008-02-22, 13:54   [Tłumaczenia] Spíró György - Smak nawarzonego piwa

Co do krótkiej biografii - pozwoliłem sobie skopiować ze strony Fundacji Cracovia Express - http://www.hungary.art.pl...=2&l=pl&artk=67 (mam nadzieję, że nie bedzie to stanowić dla nikogo problemu):
György Spiró

Pisarz, tłumacz. Urodził się w 1946 roku w Budapeszcie. Dyplom uzyskał na uniwersytecie ELTE w Budapeszcie na kierunku filologii węgierskiej, rosyjskiej, serbskiej i chorwackiej. Poza tym jest tez magistrem socjologii. Od 1978 roku uczy na ELTE w katedrze Literatury Światowej i Estetyki. Pracował jako dramaturg najpierw w Teatrze Narodowym w Budapeszcie, potem w Csiky Gergely Színház w Kaposvár. Dyrektor Teatru Szigligeti, wykładowca Wyższej szkoły Sztuki Teatralnej i Filmowej. Większość jego sztuk znana jest i wystawiana w całej Europie.


Myślę, że powinienem podzielić sie z Wami pewnymi informacjami na temat tego tłumaczenia...
Kilka lat temu po ponad 2,5 letnim cugu alkoholowo-marihuanistycznym;) zacząłem (za sprawą ówczesnej dziewczyny) dochodzić do siebie i formy, w kazdym razie 19.12.2004 otrzymałem propozycję przetłumaczenia do zbioru opowiadań tego węgierskiego pisarza, kilku nowel - nie mieszkając wziąłem się do roboty - pierwszą - prezentowaną poniżej przetłumaczyłem jeszcze tego samego popołudnia, kolejne zostawiłem sobie na inne dni (miałem 1,5 miesiąca na przekład), ale w mojej głowie znowu coś się poprzestawiało - olałem tę, która mnie wyratowała (jeszcze przez miesiąc pojawiałem się raz na kilka dni w pewnym, prozaicznym celu) i, jakoś tak wyszło, że od dnia przetłumaczenia znowu byłem w cugu (tym razem nieco krócej)... W każdym razie z wydawnictwem kontakt mi się urwał - nie doczekali się, niestety... Jakiś czas temu przeszukiwałem dysk i natrafiłem na to, stwierdziłem, że skoro tego nie opublikowałem, czemu by nie wstawić tutaj...
Można przetłumaczyć tytuł jako Smak zwietrzałego piwa, jednak w tej wersji bardziej mi przypadł do gustu... Ale do rzeczy (mam nadzieję, że powyższy opis Was nie znudził):

Spíró Győrgy – Smak nawarzonego piwa (Hajdani sör íze)


Półtora godziny przed umówionym czasem wyruszyłem z akademika. Pieszo przeszedłem most Petőfiego, myśląc: na co kończę te studia, miałbym dwuletniego szczeniaka i całe życie mógłbym zasuwać na rodzinę.
Zbyt wcześnie doszedłem na ulicę Raday. Wielokrotnie okrążyłem kościół. W marcu, kiedy było jeszcze zimno, całowaliśmy się raz pod kościołem. Ona wtedy powiedziała: zejdźmy nad brzeg Dunaju, ale odmówiłem tłumacząc to chłodem. Długo się całowaliśmy, potem wróciłem do akademika, powiedziała smutno: tak też było dobrze.
Przybyła punktualnie. Zobaczyłem ją w letnich ciuchach z lumpeksu dla poruszająco wycieńczonych. Zauważyłem to: Jej piersi wciąż jeszcze powiększone. Ukradkiem spoglądam na jej brzuch, czy jednak nie kryje się tam dziecko. Objęła mnie, ja też ją objąłem. Przytulając się do mnie przystanęła na chwilę i rozpłakała się.
– No – powiedziałem uspokajająco i, mam nadzieję, delikatnie – Chodźmy na piwo, dobrze?
Ruszyliśmy, mnie poruszyła skóra jej ręki, była przerażająca. Czasem spoglądałem ukradkiem, była blada, prawie zielonkawa.
– Wpisali mi w dowód – powiedziała – w przyszłości wszyscy będą widzieć.
– Pokaż.
Stanęła i spośród góry śmieci wygrzebała z torebki dowód. Na ostatniej, twardej stronie napisany był ołówkiem jakiś numer.
– Można wymazać – powiedziałem.
– Przecież nie wolno.
– Tak powiedzieli?
– Nie. Ale po to napisali, żeby w nim był.
– Trzeba wymazać.
– Ale jeśli nie wolno?
Posłałem jej lęki do diabła. Przecież w końcu, myślałem, nie po to przedtem raz już usunęła, żeby teraz robić z tego wielką sprawę.
– Dla jednej to była już piąta czy szósta – powiedziała – Przy którejś ciągle pociła się jej pierś, watą wycierała. Moja też może się pocić.
– Czujesz coś?
– Nie. Ale mi też to może się trafić.
Kobietę z pocącymi się piersiami też posłałem do diabła razem z tymi wszystkimi, co polecali kąpiele w gorącej wodzie i chcieli namawiać na łyżkę z dziurą i drut. Z trudem udało się wybić jej to z głowy, niewiele brakowało, by nadziała się na druta.
– Doktor mówił, że dziecko byłoby piękne – powiedziała i znowu się rozryczała
Uścisnąłem jej drżące ramiona.
– Bardzo mnie nienawidzisz? – spytała.
– Kocham cię.
– Płaczę na ulicy.
– Nieważne.
– To było moje dziecko. Wciąż jeszcze chce mi się jeść.
Znów się wystraszyłem, że tylko kłamała z tym wszystkim i dziecko w każdej chwili rośnie w jej brzuchu.
To był ohydny, brudny ogródek, odpychający i sobotni, całkiem nędzny, ze źle ubranymi ludźmi, bezzębnymi, wymalowanymi, spoconymi kurwami. Jeśli miałbym dziecko, wkrótce i ja tak bym wyglądał, pomyślałem.
Piwo było wodniste i gorzkie.
– Zjedz coś – powiedziałem.
– Nie jestem głodna.
– Przed chwilą mówiłaś, że wciąż jeszcze chce ci się jeść.
Uśmiechnęła się do mnie.
– Więc mnie nie zostawisz?
– Głupia – powiedziałem i objąłem ją. Pocałowała mnie. Ja ją też. Na ile wyczułem, z zapałem.
– Tylko nie oszczędzaj moich pieniędzy – powiedziałem wspaniałomyślnie.
Przez chwilę pochłaniała zbyt tłusty gulasz.
– Czasem już mi się rzygać chciało – powiedziała – to było duże dziecko. Doktor powiedział, że za tydzień nie mógłby już nic zrobić.
A jeżeli byłoby już tak późno, nie miałem odwagi się spytać.
Zamówiłem jeszcze dwa kufle tej ciepłej, słomkowej lury.
– Tak bardzo cię chcę – znów zbliżyła się do mnie.
– Teraz miesiąc nie możemy.
– Tydzień-dwa starczy, doktor powiedział, że mam żelazne zdrowie.
– Nie chcę, żebyś miała kłopoty. I po będziemy musieli bardzo uważać.
Może dlatego nie chce czekać, myślałem, bo tak jednak nigdy się nie robiło.
Cały dzień i noc musiałem być z nią. Uspokajałem, całowałem czując wstręt, najchętniej udusiłbym ją. W trakcie powtarzałem sobie: a jednak tak też jest dobrze, jednak nie skończy ze sobą.
Zresztą nie kłamała.

Poznań, 19.12.2004 r.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
kol 
Przyjaciel Klanu
Fantazmaty i miazmaty


Wiek: 29
Posty: 2380
Podziękowania: 60/46
Skąd: Preußen
Wysłany: 2008-08-30, 20:25   

Ciekawe opowiadanie, tematyka trochę zahacza o Hłaskę. Chociaż u niego on by pewnie ją rzucił.
_________________
xui̯-ø
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group