Poprzedni temat «» Następny temat
[Recenzja] Książki "Baldur's Gate"
Autor Wiadomość
Revan
Zasłużony


Wiek: 28
Posty: 306
Podziękowania: 1/2
Skąd: Łódź
Wysłany: 2005-07-21, 14:02   [Recenzja] Książki "Baldur's Gate"

Baldur's Gate'

Każdy na pewno słyszał o, kultowej już, sadze Baldur's Gate, opowiadającej o przygodach dziecka Bhaala. Jej pierwsza część przyniosła nieco orzeźwienia do gatunku gier cRPG, o których sądzono, że już wymarły. Dla wielu graczy saga ta to więcej niż same gry. Wielu uważa ją za doskonałość(moja skromna osoba się do nich również zalicza) i przechodzi je dziesiątki razy. Philip Athans podjął się zadania przeniesienia losów dziecka Bhaala na kartki książek. Co z tego wynikło?
Autor dziecko Bhaala ukazał jako wojownika o imieniu Abdel. Cóż, większość osób za pierwszym razem grała w BG postacią wojownika, więc nie budzi to specjalnych kontrowersji. Budzą je dopiero różne nieścisłości fabularne-w grze główny bohater nie miał zbyt dużej wiedzy o świecie zewnętrznym, wychowany był w murach Candlekeep i ich nie opuszczał. W książce Abdel jest najemnikiem, który wielokrotnie już przebył Wybrzeże Mieczy. Dodatkowo jest on nadludzko silny (cóż, siła 18/00 rzeczywiście nie jest typowo 'ludzka') i wywija olbrzymim mieczem z niezwykłą wprawą.

Już sama postać Abdela odstręcza. Nie budzi on żadnych pozytywnych odczuć, jest jak robot, Terminator, nieśmiertelny i niepokonany, niezwracający uwagi na ból czy inne rany. 'Baldur's Gate' to typowe heroic fantasy, gdzie główny bohater w pojedynkę wyrzyna legiony wrogów.Oczywiście Abdel nie podróżuje sam, choć osoby mu towarzyszące to raczej tło dla jego własnej potęgi. Co ciekawe, z książki kompletnie wycięto postać Imoen, która, jak wiadomo, była przyjaciółką głównego bohatera w murach Candlekeep. I dodatkowo była najlepszą złodziejką w pierwszej części. Lubianych przez wielu Xzara i Montarona przedstawiono jako szpiegów Sarevoka (również dziecka Bhaala, główniego 'oponenta' Abdela w pierwszej części) i pomimo drobnej kontrowersyjności, to ta dwójka może wzbudzić sympatię. Poza tym Abdel na swej drodze spotyka również Jaheirę i Khalida. I właśnie oni są przedstawieni najgorzej. Khalid przewija się w tle i ginie w drugiej lub trzeciej potyczce, z jakimiś galaretniakami, których prawdopodobnie w grze w ogóle nie było. Jaheira zaś od początku do samego końca(aż do trzeciej części 'Tron Bhaala')jest przedstawiona jako kochanka Abdela. Absolutnie nienaturalnie, bezsensownie, bez wyjaśnienia, po prostu najpierw ginie Khalid a następnie ona „przerzuca się” na głównego bohatera, jak, nie przymierzając, kobieta lekkich obyczajów. Xan, mag z kopalni Nashkel, również ma swój udział w wyprawie. Jest on jednakże wyjątkowo krótki, gdyż ginie w Kniei Otulisko.W książce powiększono rolę ghula Koraxa(który nazywa się Korak...). Staje się on przewodnikiem 'drużyny' do Kniei Otulisko, poza tym przewija się przez prawie całą książkę i w sumie do końca nie poznajemy jego motywów ani zamiarów. Zresztą, wiele jest w książce podobnych niejasności, tak jakby autor chciał wrzucić całą grę na te 200 stron, nie przejmując się koniecznością wytłumaczenia pewnych rzeczy czytelnikowi który w grę nie grał.

Walka finałowa to... komedia. Abdel wpada do środka z oddziałami Angela(który, notabene, w grze był sojusznikiem Sarevoka) i niszczy jego zwolenników, po czym Angelo ze swymi wojskami układa się ładnie w kółeczko, by dać Abdelowi i Sarevokowi możliwość stoczenia 'DRAMATYCZNEJ WALKI JEDEN NA JEDEN, DOBRO KONTRA ZŁO' i inne takie farmazony. Co ciekawe, Wielki I Straszliwy Sarevok ginie po kilku minutach. Porażka stuprocentowa.
Wciąż jednak książka nie jest tak stuprocentowym gniotem, za jaki uważa się ją w Internecie. Nie można się po niej spodziewać stuprocentowego odwzorowania realiów gry, wiele rozwiązań budzi kontrowersje(lub pusty śmiech...), jednak czytać się da. Widać jednak, że autor nie ma dużego doświadczenia w pisaniu. Wielokrotnie miałem wrażenie, że anonimowy czytelnik forum, zajmujący się pisaniem opowiadań, mógłby sagę spisać dużo lepiej.

Baldur's Gate: Cienie Amn

Druga część. O ile w grze wprowadziła powiew świeżości, nową rozdzielczość i niezwykle barwnych NPCów, to książki obawiałem się jak ognia. Po niezbyt udanej pierwszej, co mógł zaprezentować Athans w drugiej?
Zaczyna się dręczeniem Abdela przez jakiegoś demona czy półorka, którego w grze, oczywiście, w ogóle nie było. W następnej 'scenie' Abdel znów popisuje się nadludzką siłą, bla bla bla, i wymyka się oprawcy... I uwalnia przyjaciół. I pierwszy bezsens, na dodatek rozkładający na łopatki, rzucający na ścianę i przeżuwający wiele innych bezsensów na śniadanie. MINSC-postać kultowa, prawdopodobnie najsłynniejszy NPC z BG-nie tylko wygląda w książce zupełnie inaczej(długie, rude włosy!!!), nie tylko jest wsadzony do lochów obrzydliwie na siłę! Jego rola jest zmniejszona do rozmiarów pyłka... Pomaga on Abdelowi w wydostaniu się z więzienia i zostaje POMYWACZEM w jakiejś anonimowej karczmie... Ocena leci na łeb, na szyję!Podobnie bezsensownie z buciorami w akcję wpada Imoen, z resztą niemal od razu gdzieś się gubi. Znów bez wyjaśnienia, znów w stylu athanowskim(to już wejdzie w przysłowie...), czyli bez nijakiego sensu, tylko żeby mieć coś z gry.

Dalej mamy Athkatlę. W grze etap ten mógł zająć sto godzin, gdy zbieraliśmy złoto dla pewnego 'kontaktu' z gildii, która miała zabrać nas do Imoen. W książce wampirzyca Bodhi daje Abdelowi jedno zadanie-eksterminacja Arana Linvaila. Cóż, można się na to zgodzić, gdyż w grze również występowały obie te postacie i chciały się nawzajem wyeliminować. Ale znów, Aran jest przedstawiony jako jakiś alfons czy inna ciota, a nie jako Mistrz Cienia!!! Po prostu niektóre patenty potrafią w tej książce położyć.I takich rzeczy jest multum. Imoen to pojawia się, to znika, Bodhi okazuje się kolejną kochanką Abdela, Zabójca jest Super Duper Mocarny(w grze mało kto się w niego zamieniał, po prostu się nie opłacało), a Yoshimo...Właśnie. Yoshimo. Jedyny jednoklasowy złodziej w drugiej części(gry), który jednak na skutek nałożonej klątwy GEAS zdradza. W książce zaś Yoshi bez problemu łamie tą klątwę i ramię w ramię z Abdelem walczy z Zabójcą w Suldanesselar. Co ciekawe, jego katana +1 okazuje się najpotężniejszą bronią na tym etapie... No cóż, Abdel nie wypełniał pobocznych zadań, więc można to wybaczyć -.^
Komedią znów jest finałowa walka. Walka? To jest... Nie wiem, co. Abdel i Irenicus nagle stają się jakimiś gazowymi tworami i nawzajem wydzierają z siebie swoje cząstki... Po prostu wygląda to tak, jakby Athans stracił pomysł i chciał po prostu jakoś zakończyć tą książkę. Ech...
I znów, mamy bezsense, braki wyjaśnień, profanację paru NPCów i maksymalne skrócenie gry. Ale do tego już jesteśmy przyzwyczajeni. Śmiem twierdzić, że dwójka (książka) spieprzyła motywy z gry jeszcze bardziej niż jedynka, choć ogólnie jako książka podoba mi się odrobinę bardziej(co nie znaczy, że mi się podoba;). Ale, już przeboleliśmy 'gorsze' dwie trzecie i pozostała nam część ostatnia.


Baldur's Gate: Tron Bhaala

Dodatek do drugiej części gry, wzbudzał smutek gdyż zapewniono, że to ostatnia część przygód Dziecka Bhaala. No i była to ostatnia część, zakończyła się epicko i wspaniale i wszyscy byli zadowoleni. Do tego stopnia, że tą 'część' też postanowiono przenieść na papier.
Błogosławię człowieka, który powierzył to zadanie już nie Athansowi, tylko Drew Karpyshyn. No i otrzymaliśmy trzecią część... Pierwsza refleksja po przeczytaniu-gdyby Drew napisał wszystkie 3 książki, to papierowa odsłona BG wyszłaby 10 razy lepiej. A tak Drew musiał sobie radzić z tymi strzępami BG, jakie 'w dziedzictwie' zostawił mu Athans.
Oczywiście, książka nie jest 'kropka w kropkę' jak gra. Jest znów zmienione całkiem dużo wątków, ale śmiem twierdzić, że w tej części książce wyszło to na... dobre. Wciąż nie jest to powieść na miarę „Wiedźmina” czy „Władcy Pierścieni”, jednak pomiędzy „Tronem” a pozostałymi częściami jest istna przepaść. Zmiany są w miarę wyważone, nie rażą tak bardzo jak rudowłosy Minsc czy galaretowaty Khalid i ogólnie książka sprawia dużo lepsze wrażenie. Co prawda, Abdel znów jest przegiętym herosem(gdyby taki czołg w grze prowadzić, to była by to istna żenada), jednak to przegięcie jest po prostu wytłumaczone.
Finałowa walka, jak przystało już na książkową edycję sagi, może rozczarować, jednak jest w miarę normalna. Znów dramatyczne jeden-na-jeden, znów niezgodnie z grą (ale tylko odrobinę)... ale przynajmniej jako-tako przemyślane.

Trzecia część zakończyła sagę książkową i powinniśmy się cieszyć, że już nie będzie dalszych prób profanowania tej gry. Jednak trzeba oddać honor, że „Tron Bhaala” jest prawdopodobnie najlepszym kawałem literatury, jaki można było zbudować na podwalinach Athansa. Można się przyczepić do wielu rzeczy, jednak po co? Najlepiej samemu przeczytać(a jeszcze lepiej zagrać). Jednak, po przeczytaniu wszystkich trzech części, uznałem, że jednak wszystkie obelgi jakie lecą na książkową edycję w Internecie, są jednak trochę przesadzone. Innymi słowy-jeśli najpierw poczytasz o tej książce w 'necie', a potem przeczytasz ją samą, możesz być mile zaskoczony. Jeżeli jednak oczekujesz dokładnego przeniesienia gry na papier, zawiedziesz się. I to BARDZO.


Ogólna ocena...

Pierwsza część, 4/10.
Druga część... Myślę, że 5/10.
Trzecia zaś, to 7.5/10, w porywach dobrego nastroju do 8.5.

Po prostu-dobrze przeczytać, ale nie trzeba. Dla balduromaniaków, dowód na to że nie wszystko z 'Baldur' w nazwie jest doskonałe. Dla baldurowrogów, kolejny argument przeciwko BG. Niestety.


Matheous
Ostatnio zmieniony przez chisette 2008-06-20, 00:15, w całości zmieniany 3 razy  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Bofur Clawhammer


Wiek: 31
Posty: 111
Skąd: Racibórz
Wysłany: 2005-07-31, 15:28   Recenzja by P'quelim

"Wrota Baldura" autorstwa Philipa Athansa


Muszę przyznać, że miałem duże kłopoty z oceną tego dzieła. Jest to przeniesienie na karty powieści gry komputerowej o tym samym tytule. Fabuła (gry) opowiada o nastoletnim chłopcu, który wychowywany jest przez mnichów w wielkiej cytadeli Candlekeep. Pewnego dnia jego przybrany ojciec, Gorion nakazuje mu przygotowanie się do podróży. Późnym wieczorem obaj opuszczają klasztor. Po kilku godzinach marszu spotykają wielką, okutą w stalową zbroję postać, która chce porwać chłopca. Mnich każe bohaterowi uciekać, a sam toczy walkę z niedoszłym porywaczem. Tak rozpoczyna się niesamowita przygoda...

Tymczasem pan Athans postanowił cały początek napisać „po swojemu”, co z pewnością nie wyszło jego książce na dobre. Historyjka o doświadczonym najemniku, który w dzieciństwie przebywał w klasztorze, jakoś niespecjalnie przypadła mi do gustu. Poza tym – jakby nie patrzeć jest zdecydowanie gorsza od tej, wymyślonej przez twórców gry. Na pierwszym rozdziale książka się oczywiście nie kończy, toteż mimo słabego początku miałem nadzieję na ciekawszy ciąg dalszy. Niestety! Na każdym kroku widać, że Philip Athans jest stuprocentowym amatorem. W jego powieści znaleźć można w mnóstwo niepotrzebnych, nietypowych dla literatury fantasy i, co najważniejsze, głupich z punktu widzenia fana gry, rozwiązań. Np: pierwsza poważna misja w kopalniach, która w grze była prawdziwym chrztem bojowym dla gracza, napisana została jakby była kolejnym, rutynowym zadaniem grupy najemników. Można by to wytłumaczyć tym, że w książce główny bohater jest właśnie, ponoć bardzo dobrym, najemnikiem. Jednak jakieś kilkanaście stron dalej, ten sam najemnik nie wie czym jest „kobold” – najczęściej spotykany humanoidalny stwór w całym Faerunie(świecie, w którym rozgrywa się akcja powieści)! Ponadto pan Athans całkowicie pominął kilka ważnych dla rozwoju fabuły postaci oraz parę równie znaczących wydarzeń. A już finałowa walka, z ową zakutą w zbroję postacią, woła o pomstę do nieba! Co na to niebo - nie wiadomo.

Mimo wszystkich tych wad, i niedociągnięć „Wrota Baldura” mogą się spodobać czytelnikowi, ale pod jednym warunkiem – jeżeli nigdy nie grał on w „oryginalną”, komputerową wersję. Moja ocena musi być surowa, ponieważ jestem wielkim miłośnikiem tej gry, i uważam wydanie tej książki jako typowy skok na kasę. Być może dla obiektywnego czytelnika fabuła wyda się ciekawa, postacie świetnie opisane, a cała książka się spodoba – ja jednak w całej swej subiektywności, nie jestem w stanie tego o niej napisać.


Ocena: 5/10



P'quelim
Ostatnio zmieniony przez chisette 2008-06-19, 23:58, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group