Poprzedni temat «» Następny temat
Stolikowe RPG - relacje, wrażenia, komentarze
Autor Wiadomość
Kliwer 


Wiek: 32
Posty: 1385
Podziękowania: 142/211
Wysłany: 2021-02-15, 11:45   Stolikowe RPG - relacje, wrażenia, komentarze

Hej CoBowicze!

Zakładam nowy temat, bo nigdzie nie mogę znaleźć działu o papierowych RPGach.

Kto chce od razu przejść do esencji tego wpisu zapraszam na jego koniec, do spoilerów.

Baldur jest wspaniały, inne (starsze) cRPGi też bywają dobre, ale prawdziwą przygodę to się przeżywa w stolikowych RPGach. Cieszy mnie więc, że w ciągu ostatniego 1,5 roku udało mi się ustabilizować dwie mniej więcej stałe grupy do sesji. Pierwsza składa się ze mnie jako mistrza gry, oraz dwojga studentów z rodziny mojej żony; gramy w D&D 3.0 (z modyfikacjami), w świecie Forgotten Realms. Jest bosko.

W drugiej grupie jestem graczem, co mnie szczególnie raduje, jako że już od lat nie dane mi było zaznać papierowego RPGa z perspektywy gracza. Mam nadzieję, że mi się teraz ta ekipa nie rozpadnie, bo mistrzowi gry urodziło się dziecię. Ciekawe to towarzystwo. Gramy w D&D 5, też w Forgotten Realms (ale mocno zmodyfikowanym, odmagicznionym i stonowanym – MG lubi względny realizm). Jest to moje pierwsze poważniejsze doświadczenie z D&D 5. Ogólnie rzygać się chce, jak się czyta wszystkie dyskusje wokół tego systemu, różne deliberacje o faszyzmie i rasizmie w klasycznym fantasy, te próby uczłowieczania orków, całe te skrajnie lewicowe ideologiczne wzmożenie, wprowadzanie w świat gry obojnaków, gejów i innych takich, próby rewidowania i pisania od nowa starych książek i przygód. Moja ekipa jest raczej wielkomiejskiej i kosmopolitycznej orientacji, także obawiałem się poważnie, że sięgną chętnie do tej skarbnicy postępu. Na szczęście tak się nie stało.

A tak na marginesie:


Gramy w oparciu o świata z 3.0 edycji, jak wspomniałem – mocno urelaniony. Mistrz gry ma lekkiego fizia na punkcie średniowiecza, zwłaszcza czeskiego, kocha Narrenturma i Kingdom Come: Deliverance. Te inspiracje widać i wpływają pozytywnie na świat. Dużo uwagi poświęca np. realizmowi używania różnych typów broni czy konfliktom religijnym. Szanuję. Co do fabuły sesji to jest klasycznie: podróżujemy po Srebrnych Marchiach (które w naszym świecie dopiero powstają, dopiero zawiązują się jako konfederacja państw, więc wątki polityczne są ciekawe i dobrze poprowadzone) a naszym głównym celem jest pokonanie jakiegoś tajemniczego króla nieumarłych, który planuje inwazję. Słodko i klasycznie. Oprócz tego mistrz gry robi to, co najbardziej lubię: wprowadza masę wątków i zadań osobistych. Cały czas spotykamy a to członków naszych rodzin, a to dawnych wrogów, a to podążamy za questami wyprowadzonymi z naszych biografii. Jedyne, co jak na razie troszeczkę nie wypaliło, to struktura niektórych sesji (MG, zresztą mój stary gracz, jeszcze się pewnych rzeczy uczy). Np. przedostatnia nasza sesja (dwudniowa) to była jedna wielka bitwa rozbita na ciąg mniejszych potyczek; umykaliśmy armii martwiaków, osłaniając ewakuującą się wioskę. Ramię mdlało od machania mieczem i miotania kostkami. Dla odmiany następna sesja, znowu dwudniowa, była miejska i pozbawiona choćby jednej jedynej walki. Tylko chodzenie, gadanie, nawiązywanie znajomości, dyplomatyczne wyzwania. Pod koniec drugiego dnia byliśmy już tak rządni krwi, że stwierdziliśmy, iż po prostu leziemy do pobliskiego lasu szukać guza i MG, nieco zbity z panatałyku, musiał nam szybko zaprojektować jakieś losowe spotkania. Ale są to drobiazgi, prowadzenie jest fenomenalnie dobre.

Zanim dalej o naszych przygodach to słowo o D&D 5. Pod względem fabuły, światotworzenia etc. jest to dno pod dnem. Typowy syndrom, jak wyżej napisałem, ideologicznego skrzywienia. Problem podstawowy jest taki, że ten świat (światy) nie mają klimatu. Fantasy stoi poczuciem dawności, pseudo-średniowiecznymi realiami, ludźmi zachowującymi się inaczej, niż my dzisiaj, tajemnicą nieznanego. Tego wszystkiego w nowej odsłonie D&D nie ma (nadmieńmy, że „tajemnicy” już w 3. edycji nie było). Struktura świata jest pseudo-współczesna (czy raczej taka, jak lewica śni sobie, że ona powinna wyglądać), wszędzie króluje multi-kulti, tak cholernie sprzeczne z klimatem średniowiecza-fantasy. Ludzie zachowują się ja współczesne wielkomiejskie typki, tylko przebrane w zbroje i magiczne szaty. Bardzo to niefajne – swoją drogą bardzo podobnie świat był zaprojektowany w Pillars of Eternity i jest to jeden z powodów, czemu ta gra mnie nie chwyciła (poza dodatkami do części pierwszej).

No ale tego łatwo się pozbyć, starczy wziąć np. opisy świata ze starszych edycji. Więcej tego wątku nie ciągnę. Moja rada tylko: do tej edycji kupujcie podręczniki mechaniczne (podręcznik gracza, bestiariusze), nie kupujcie fabularnych (przygód, przewodników po świecie). Jak chcecie się bawić w FR to nic lepszego, niż przewodnik po świecie do AD&D 2 nie ma i nie będzie. A z kupowanych przygód szanujący się mistrz gry i tak przecież nie korzysta.

Styl ilustracji w podręcznikach jest w porządku. Nie dorównuje temu z D&D 1 ani z AD&D, ale przewyższa wszystko, co widzieliśmy w edycjach 3. i 4.

Polski przekład jest gorzej, niż zły. „Magiczny fokus”, ha, ha. A w drugiej ręce pewnie „magiczny pokus”.

Mechanika jest ok. Moim zdaniem znacznie lepsza, niż w trójce, o czwórce nie wspominając. To chyba najbardziej roley-plejowa ze wszystkich edycji D&D. Co prawda, nie jest to system bez wad. Główne z nich to:

- W tej grze, tworząc postać zgodnie z zasadami, strasznie łatwo jest… jakby to powiedzieć… mieć wszystko, co byśmy chcieli. W systemach takich jak Warhammer czy Monastyr zawsze miałem wrażenie, że chciałbym mieć więcej, że cały czas brakuje mi jakiejś umiejętności, punktów statystyk etc. Tutaj stworzyłem postać i… hmm… dostałem wszystko, co chciałem, na nic mi nie zabrakło. Zbyt liberalny jest ten system w obdarowywaniu nas dobrami.

- System jest zbyt mało śmiertelny. Za łatwo się odpoczywa, za łatwo odzyskuje punkty życia, za łatwo leczy choroby, trucizny i inne dolegliwości. Nie ma żadnych mechanik naprawdę groźnych, mogących nas trwale uszkodzić, jak kalectwa, wyssane (na stałe) poziomy czy statystyki etc. Grając literalnie zgodnie z zasadami naprawdę rzadko czuje się prawdziwe zagrożenie. Dla mnie, który się wychowałem na Warhammerze i podobnych mechanikach, który się przyzwyczaiłem, że na sesję idzie się z dwiema kartami postaci (jedną główną i drugą zapasową, na wypadek śmierci pierwszej) znacznie psuje to zabawę.

- System jest ogólnie trochę za prosty, wręcz trochę prymitywny. To trochę takie RPG dla kobiet. Mało w tym matematyki, efekty statutowe wszystkie są zuniformizowane i mało groźne, postacie w zasadzie rozwijają się same, bez specjalnego projektowania. Trójka przesadziła miejscami ze złożonością, była zdecydowanie zbyt manczkinowska i operowała za wielką liczbą modyfikatorów, ale tutaj wajcha odbiła w drugą stronę i mamy przeciwną skrajność. Czary są wyjątkowo nieciekawe. Wiele kanonicznych zaklęć, posiadających zupełnie unikalne właściwości, strasznie zgwałcono – np. zaklęcia w stylu Wezwania Owadów (druida) to tutaj proste czary zadające obrażenia. W starszych edycjach D&D każde zaklęcia prawie miało unikalne zasady, tutaj praktycznie każde to tylko obrażenia/leczenie + jeden z kilkunastu raptem efektów z listy. Bieda.

Z powyższego wynikałoby, że system mi się nie podoba. Ale jest przeciwnie. Przez to, że jest w miarę prosty więcej uwagi skupia się na odgrywaniu postaci, niż na liczeniu. Ta prostota paradoksalnie sprawia też, że łatwo go ulepszyć. Nasz obecny zestaw zasad domowych skupia się na jednej kartce a4. Do D&D 3 mam cały segregator modyfikacji. Generalnie: wprowadziliśmy zasadę kumulowania się przewag/utrudnień, dużo trudniej się odpoczywa (np. w dziczy jest prawie niemożliwe wygodnie odpocząć bez kogoś z wiedzą o surviwalu), odpoczynek leczy mniej punktów życia, choroby i trucizny są groźniejsze, grożą trwałymi konsekwencjami, leczenie ich trwa długo i wymaga użycia np. medycyny (zaklęcia, które normalnie usuwają te efekty u nas tylko zawieszają ich działanie na pewien czas), wprowadziliśmy zasadę że mocne trafienie krytyczne może spowodować kontuzję (np. złamanie ręki, uszkodzenie broni, wybicie oka etc.), a każde sprowadzenie punktów życia do zera grozi trwałym kalectwem. Po takich modyfikacjach – jest naprawdę dobrze i czytelnie. Jedyna rzecz trudna do naprawienia, to zaklęcia. Tutaj po prostu każdy wprowadzany czar musimy brać pod uwagę osobno i go modyfikować (zwykle po prostu wprowadzamy zasady z AD&D 2).

Wróćmy do samej przygody. Nasza drużyna nazywa się Echa Zagłady. Składa się z:

- Lindala; kobieta-niziołek, barbarzyńca. Rzeźnik niewyobrażalny, ale o poczciwym sercu. Lubię, jak ta dziewczyna gra swoją postacią, sama postać jednak jest dla mnie zbyt groteskowa: taka malutka kudłata niziołka, wymachująca wielkim toporem. Jako MG bym takiej postaci nie puścił (powinna być ona, np. zwinnym łowcą), ale to pierwsza przygoda RPGowa tej dziewczyny i jest z swojej bohaterki bardzo dumna, więc nie ma co marudzić.

- Marvik; elf leśny, mistyczny łucznik/złodziej. Racjonalnie myślący, ostrożny i nieco małomówny poszukiwacz przygód, nie dbający o chwałę, ale o materialne korzyści. Pragmatyk, dążący do osiągniecia celu każdymi metodami. Dobrze prowadzony, choć nieco minimalistycznie. Bardzo dobry w kombinowaniu i wymyślaniu sposobów na pokonywanie trudności. Prowadzący go gracz jest zainfekowany „dodatkozą” – zanim stworzy postać musi przejrzeć wszystkie dostępne dodatki do systemu i wybrać z nich najdziwniejsze profesje i klasy prestiżowe, najwymyślniejsze atuty etc. MG trochę temperuje tę manczkinozę.

- No i ja, Fundin, krasnoludzki skald (czyli jakby bard-wojownik). Rubaszny mistrz wiedzy, onegdaj studiujący w sławnej bibliotece w Candlekeep. Najważniejsza dlań jest chwała i dobro jego klanu. Jego cel życiowy, to zbieranie zaginionej krasnoludzkiej wiedzy i gromadzenie artefaktów swojego ludu. Bardzo dobrze mi się nim gra. Bardowie w tej edycji są dość mocni. Swoją drogą ktoś, kto twierdzi, że w poprzednich edycjach bardowie są słabi niech wstawi grajka do takiej, lub podobnej, ekipy (czyli wojowników i złodziei). Bard i poczaruje, i pogada, i uleczy, i odczyta starożytne symbole… Bard z 3. edycji błyszczy we wszystkich nie-bitewnych scenariuszach. A w piątce do tego naprawdę nieźle walczy. Mój Fundin wywija sprawnie swoim dwuręcznym mieczem, rzucając w międzyczasie uroki i motywując drużynę krasnoludzkimi sagami.

A teraz esencja tego wpisu, czyli opis naszych ostatnich dwóch przygód, pióra samego Fundina. Zapraszam do lektury wszystkich miłośników poezji. Uprzedzam - będzie obszernie.

Przygoda I
Natchniony poemat o bohaterskich czynach trójki chrobrych towarzyszy, zmagających się z przemożną potencją krwiożerczych martwiaków oraz o prostakach, którzy w swych przetrawionych gorzałą wnętrznościach znaleźli iskrę heroizmu – przez Fundina, syna Folgniego z Klanu Czarnej Góry ułożony i wyryty w świętym kamieniu ku pamięci potomnych
[fragmenty]


Inwokacja
O Moradinie! Dusz dzielnych kowalu!
Daj moim strofom niezłomność metalu,
niech wieki dźwięczą jak młot na kowadle,
niech budzą podziw i serca zajadle
zapalą czystym ogniem bohaterstwa
na wieczną hańbę wszelkiego cholerstwa!

O Clangeddinie! Niech mój język skory
będzie tak ostry jak twoje topory!
Niechaj te wiersze, wyryte mą dłonią,
przeciw nikczemnym będą mocną bronią!

Dumathoinie! Ty, co tajemnice
skrywasz pod górą w potężnej prawicy!
Uczyń me jamby, daktyle, trocheje
swojego skarbca zaszczytnym trofejem!
Niech będą groźne i piękne jak runa,
a takie proste, by je każdy skumał!

Pieśń I
– „Słuchajcie ludzie!” –„Słuchamy, słuchamy!”
– „Głosić wam będę, jak walczyły chamy!”

Niech wie z was każdy, który jeszcze nie wie
o męstwie chłopów ze wsi Wpierdziszewie.

Na co dzień siali, albo kusą kuśką
zmieniali kozom anusy na krater.
Lecz kiedy wiatr ich historii omusnął
w ich chamskiej duszy zrodził się bohater!

Prawda – niemało musieli mieć wsparcia
i słów skrzydlatych z piersi krasnoluda,
aby powstrzymać biegunki, zaparcia
i dojść do wniosku, że wygrać się uda.

Stało się! Z chaszczy, komyszy i krzaków
wylazł pułk guli, trzy pułki zombiaków,
horda szkieletów, jeden nekromanta
wstrętny jak kupa górskiego giganta.

Powiadam: żadna na świecie wioszczyna,
żadna społeczność ani żadna gmina,
żadne pastuchów brudnych zgrupowanie,
żadne parobki z gównem na kolanie,
żadna drużyna pod wodzą Gandalfa,
żaden mężczyzna, co zaciążył szlaufa
i żadne kmioty, co gnój mają w cenie,
ni pospolite nawet i ruszenie,
żadne społecznie wykluczone ciało
nigdy tak dzielnie ach! nie spierdalało.

Lecz pięść herosa i ich chłopski upór
wiele chodzących położyły trupów.
[…]
W tym miejscu dobrze opisać herosów,
którzy na przekór klątwom złego losu,
do wspomnianego przybyli zadupia
i wszelkim wrogom dali srogo łupnia.

Opisanie Lindali
Pierwsza z nich była niewiasta, hobbitka!
Mała, pękata, kudłata i brzydka.

Jej krótkie ramię miało tyle siły,
że bez wysiłku trupy do mogiły
wrzucała znowu, kędy przynależą.
Prawda to sama! Niech głupcy nie wierzą!
Choć to logice zaprzecza na pozór,
prawda to czysta! I trza uciąć ozór
temu, kto przewag kobietce zaprzecza
i dać by rondel jej chciał, zamiast miecza.

Krzyknęła śmiało: „ja w trąbie mam zombie!
W ich krwi się skąpię, na sztuki porąbię!
Albowiem nie znam ni lęku, ni strachu!”
I trzy łby ścięła od jednego machu.
Kruszą się na niej groty i brzeszczoty
jak kuśka, kiedy uderzy w pas cnoty.

Lecz dusza przy tym taka dobrotliwa,
że kto chce, pewno zaraz ją wykiwa.

Opisanie Marvika
Drugi był z ludu, który lubił kwiaty,
szpiczastouchy, trochę gejowaty.

Zrodził się w głębi pradawnego boru
ten najzręczniejszy z pogromców potworów.
Jak lis był sprytny, kiedy knuł swe plany,
i przez prostaczków wielce szanowany.
Znaczna przemyślność i odwaga taka
niby u dzika albo rosomaka.
A jego strzały, niby rój szerszeni
godziły celnie w wygrzebane z ziemi
hordy martwiaków. Także z mieczem krótkim
stawał do walki, nie bacząc na skutki –
i choć nie bardzo to było taktyczne,
to jednak przecież całkiem heroiczne.

Opisanie Fundina
Na koniec piewca zawołany przybył!
Kiepsko by było, niewesoło gdyby
zabrakło w bitwie syna Moradina,
który i mieczem i pieśnią poczyna.

On jest jak iskra z bożego ogniska,
od której zgorzą kreatury mroku.
On jest jak echo, które z wierchów ciska
lawinę śniegu na zbójców i orków.

On swoje męstwo w innych też przelewa
jak zacne piwo w kufle miłych gości.
On śpiewa walcząc, zasię walcząc – śpiewa…
Cicho! Zamilczeć każde dar skromności.
[…]

Pieśń II
[…]
Drugie Starcie z Czarnym Rycerzem
W Czarnego Rycerza
jak w dzikiego zwierza
bohater uderza.
Za sprawą koncerza
w żelazie pancerza
otwór mu poszerza.
Krew tryska z kołnierza!
Wróg zęby wyszczerza
jakby siadł na jeża,
wali się jak wieża!
Zła już nie zamierza
czynić.
Bęc!
[…]

Pieśń III
[…]
Bitwa na Płonących Wozach
Płoną wozy płoną, trzeszczą bardzo żwawo…
Hej! będziemy dzisiaj mieli ucztę krwawą.

Będziemy dziś ucztę całkiem krwawą mieli.
Hej! Serce odważne wielce się weseli.

Serce tak odważne weseli się wielce,
Hej! Mały niziołek przysiadł se na belce.

Na belce se przysiadł niziołek malutki.
Hej! Machnął toporkiem, zakrwawił se butki.

Butki se zakrwawił malutki niziołek.
Hej! A obok chłopek wbił w zombiaka kołek.

Obok prosty chłopek wbił kołek w zombiaka.
Hej! Już nekromanta wie, że będzie sraka.

Że dlań będzie sraka pojął nekromanta!
Hej! A elf nasz strzałą gębę my przyłatał.

Gębę mu przyłatał nasz elf chyżą strzałą.
Hej! Ja wierzę święcie, że go zabolało.

Że go zabolało święcie wierzyć pragnę.
Hej! A mocny krasnal poczuł wenę w gardle.

Poczuł wenę w gardle krasnolud mocarny.
Hej! Jak wierszyk gruchną, zdechły cztery czarty.

Zdechły cztery czarty, kiedy wierszyk gruchnął.
Hej! Niech wozy płoną, latem było sucho.

Sucho było latem, toteż płoną wozy.
Hej! Chwieją się hordy jak listki mimozy.

Jak listki mimozy zachwiały się hordy.
Hej! Niedługo będziem oglądać ich mordy.

Niedługo oglądać wstrętne mordy będziem.
Hej! Znów trza spierdalać. I to pędem, pędem…
[…]

Pieśń IV
[…]
Po wielu bojach doszliśmy do miasta,
gdzie tłusty baron jeszcze w tłuszcz porasta.
On to krasnalom ukradł kosztowności,
on to wyrzucił elfy z leśnych włości
(choć to ostatnie nie bardzo nas martwi).
On jest zakałą wszystkich Srebrnych Marchii,
co nie potrafił obronić poddanych,
bo to wieprz wściekły i chuj obesrany.

Ach! Pióro moje nową wenę czuje!
Już ja tak jemu dupę obsmaruję
w pieśni cudownej, że ostatni wacek
będzie barona miał za krowi placek.

Tymczasem głoszę chwałę trzech olbrzymów,
którzy wśród ognia, pożogi i dymu,
chronili tłumy chłopków czmychające.
A wszystko za co? Ach, za psie pieniądze!



Przygoda II
Orkobranie
czyli śliczna bajeczka dla dzieci i młodzieży przez Fundina Miotacza Niedźwiedzi ułożona ku kształtowaniu gustów estetycznych i postaw moralnych


Orkobranie bardzo wcześnie
się zaczęło tego roku;
ledwo w sadach się czereśnie
zawiązały pełne soku.
Ach! czereśnie jak klejnoty
w złotej kolii pełni lata!
Gdy je muśnie wiatru dotyk
znać, że ziemia to bogata!

Ale jebał te czereśnie,
bo nie o nich będą pieśnie!

Idę lasem ja, Lindala,
Marvik przodem zapierdala.
Nagle widzim koło krzaka
kudłatego ślad zwierzaka.

Jednak wcale to nie misia
do Valhalli wyślem dzisiaj.
Tu: niedźwiedzia leży padło,
a tam: orków całe stado.
Toteż chyżo na polanie
urządzamy orkobranie.

Elfi łuk się wsławił wielce
gdy dziurawił te podelce.
I Lindala, druh najmilszy,
gryzła ich jak wściekły szynszyl.

A ja kiedym wierszyk gruchnął,
to niedźwiedzia grube truchło
wyskoczyło niby zając
mordy orkom rozwalając.
„Miotacz Misiów” – ten przydomek
weźmie po mnie mój potomek.

Ech! To Ech Zagłady praca,
nas trzech niech dech nie przewraca
ni szkieleta, ni goblina,
ni innego skurwysyna!

Krew płynęła wartką strugą,
wszędzie krwi latały nitki,
bośmy bardzo, bardzo długo
nie zaznali dobrej bitki.
Bośmy dwa dni, moi mili,
po ulicach się włóczyli
czyniąc różne krotochwile,
odwiedzając imbecyle,
mieląc (co jest całkiem chore)
nie toporem, lecz jęzorem.

Lecz do rzeczy. Głowy orków
pozbieraliśmy do worków.
W tym najlepszą mam nagrodę,
żem w ich jusze wyprał brodę.
Powróciliśmy więc w glorii.

Jakiż morał tej historii?

Zaraz go wyśpiewam basem:
baron Habsburg jest kutasem!
Ukradzione Klanom łupy
wsadzę mu do tłustej dupy.
Już niedługo w moim domu
nazwą mnie „Miotacz Baronów”!
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
Aristo, Damianus_NT
Aristo 
Legenda


Posty: 405
Podziękowania: 170/133
Wysłany: 2021-02-18, 20:40   

Całkiem zgrabne i przyjemne piosnki. Prosimy o więcej takich poemek, gdyby bardowi jeszcze coś się napisało.

A że nie samą żądzą walki, przygód i bogactw żyje awanturnik, to nie byłoby od rzeczy ułożyć też jaką romancę, może nawet okraszoną zbereżeństwami.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
Kliwer
Kliwer 


Wiek: 32
Posty: 1385
Podziękowania: 142/211
Wysłany: 2021-02-19, 10:04   

Dzięki Aristo - miło, że ktoś przeczytał :wink: Ogólnie obawiałem się, czy to nie za hermetyczne. Inaczej to wygląda, jak się przeżyło te przygody, a inaczej jak się dostaje z zewnątrz. Nie wszystko jest jasne - jak np. Fundina i Marvika nienawiść do barona Habsburga.

Co do sprośności - to tych używa Fundin wyłącznie jako środka stylistycznego. Jakoś do romansów nie mam pióra. Poza tym na niwie języka polskiego uważam, że mistrz hrabia Fredro wyczerpał temat. :smile:
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Damianus_NT 
beamdog hater


Wiek: 30
Posty: 343
Podziękowania: 109/26
Wysłany: 2021-02-20, 18:57   

W ostatnich latach mój zapał do czytania dłuższych, forumowych postów zaczął nieco przygasać. Biorąc jednak pod uwagę autora, z góry założyłem, że wpis będzie warty poświęcenia mu tych kilkunastu / kilkudziesięciu minut. Założenie jak najbardziej słuszne. Przypomniałeś mi dlaczego tak bardzo ceniłem sobie twoje wpisy i czekałem na twój powrót na forum.

Tekst nie tylko ciekawy, zawierający wiele interesujących informacji i przemyśleń, ale także z jajem. Uśmiałem się kilka razy na głos.

Cytat:
A teraz esencja tego wpisu, czyli opis naszych ostatnich dwóch przygód, pióra samego Fundina. Zapraszam do lektury wszystkich miłośników poezji. Uprzedzam - będzie obszernie.

Ta część wzięła mnie z zaskoczenia (myślałem, że to już koniec posta). Nie podzielam miłości Mistrza Aristo do poezji, ale podzielam jego zdanie na temat powyższych pieśni :P
Ciekawi mnie w jakiej formie przedstawiasz je podczas sesji? Tylko nie mów, że dosłownie wyśpiewujesz je w trakcie swojej kolejki, podczas walk i wędrówek? To by był absolutny PogChamp (że sobie pozwolę użyć gimbusowego języka).
_________________
Dni V - zwiastun (CoB)
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
Kliwer
Kliwer 


Wiek: 32
Posty: 1385
Podziękowania: 142/211
Wysłany: 2021-02-20, 20:53   

Cytat:
Ciekawi mnie w jakiej formie przedstawiasz je podczas sesji?


W dwojakiej formie.

-Po pierwsze: między poszczególnymi sesjami odbywa się między całą grupą, między MG i graczami, ożywiona wymiana maili. W tych mailach nasze postacie planują, co chcemy dalej robić - dzięki temu MG wie, jak przygotować następną sesję. U nas nie jest tak, że po prostu MG ciągnie swoją kampanię - ale po każdej przygodzie pyta nas, co chcemy robić dalej (czasem nie wiemy, i prosimy go by sam w coś nas wciągnął). Ponadto zakładamy, że między każdą skończoną przygodą mija jakiś odcinek czasu, którego wprost nie odgrywamy. W tym czasie postacie wracają do domów, spotykają się z rodziną, rozwijają swoją zawodową karierę, uczą się u swoich mistrzów, przeżywają pomniejsze przygody etc. Opisujemy sobie wzajemnie, co nasze postacie robią między przygodami w formie krótkich opowiadań. Dzięki temu nie dochodzi do absurdalnych sytuacji, typu że gracze z 1 poziomu na 9 awansowali w ciągu miesiąca, ale trwa to lata. Te piosenki właśnie przedstawiam w tej wymianie informacji, bo jest to to, czym moja postać w wolnych chwilach się zajmuje.

-Fragmentów używam w czasie sesji - wraz z zaimprowizowanymi na bieżąco kawałkami - w dialogach i spotkaniach. To dużo zabawniej wyrecytować kawałek wierszyka w gospodzie - niż powiedzieć "moja postać śpiewa".
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
torian 


Wiek: 31
Posty: 950
Podziękowania: 32/12
Wysłany: 2021-02-21, 09:30   

Kliwer napisał/a:
Ponadto zakładamy, że między każdą skończoną przygodą mija jakiś odcinek czasu, którego wprost nie odgrywamy. W tym czasie postacie wracają do domów, spotykają się z rodziną, rozwijają swoją zawodową karierę, uczą się u swoich mistrzów, przeżywają pomniejsze przygody etc.


Tak mi się skojarzyło że tak właśnie wyglądało Dragon Age 2 (tak wiem nędzny system walki i lokacje z recyklingu ale nadal utrzymuję że fabularnie to najlepsza część serii). Prowadzona przez gracza drużyna nie wyglądała jak w BG czy DAO, była to raczej grupa znajomych (niekoniecznie pałających do siebie sympatią) mieszkająca w jednym mieście i od czasu do czasu łącząca siły. A że główny wątek jest rozpisany na 7 lat to musieli coś robić pomiędzy questami, czasem gracz dowiaduje się tego z dialogów między nimi a czasem wychodzi to w późniejszych questach.
_________________
Filmweb
Lastfm
Lubimy czytać
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group