Poprzedni temat «» Następny temat
[BG I] Wpadki pierwszego razu
Autor Wiadomość
Semaj 


Wiek: 27
Posty: 69
Podziękowania: 2/3
Skąd: BGiF i TH
Wysłany: 2014-06-20, 18:24   

O właśnie, Candlekeep. Klucznik wybitnie twardy NPC, no nie chciało to paść!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Jolan 
Dziecię Bhaala
Bendem go zjadł

Wiek: 24
Posty: 699
Podziękowania: 58/107
Wysłany: 2015-01-26, 14:16   

Przyznać się, kto za pierszym( drugim i trzecim) nie czytał notki od Goriona i przegapił, że jest dzieckiem Bhaala-martwego boga ?
_________________
[Dzisiaj 22:47] Jolan: Hmm, w sumie w komentarz twórców było wiele o rozbudowie twierdzy. Co jeśli można dobudować zamtuz?
[Dzisiaj 22:49] Tuldor88: Wtedy będzie to już "ku***sko dobra twierdza" :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Kliwer 


Wiek: 31
Posty: 1355
Podziękowania: 137/196
Wysłany: 2015-01-26, 14:40   

Ja nawet nie będę sobie przypominał moich początków z BG... W ogóle to zacząłem od BG2, ale filmy mi się wieszały, więc fabuły nie znałem... (nie wpadłem na to, by przeczytać biografię charname) i w ogóle nie wiedziałem o co chodzi. Bunkrów nie było ale i tak było zaje...ście...
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Eerie 
Diabelstwo


Wiek: 23
Posty: 98
Podziękowania: 3/10
Wysłany: 2015-02-01, 03:40   

Jolan napisał/a:
Przyznać się, kto za pierszym( drugim i trzecim) nie czytał notki od Goriona i przegapił, że jest dzieckiem Bhaala-martwego boga ?


Ja dopiero po jakimś czasie je zacząłęm czytać :D Wcześniej nie wiedziałem, że Gorion coś po sobie zostawia i że jest sens to zbierać.

Hehehe, a ja pamiętam swoją pierwszą grę w BG1 :D
Nie wiedziałem, że ta gra ma otwarty świat: jak wyjdziesz z mapy po północnej stronie, to przechodzisz do lokacji na północy, po południowej stronie idziesz na południe etc. Myślałem, że gra jest liniowa (chyba pierwsze RPG w jakie zagrałem w życiu :D) i że lokacje trzeba przechodzić wzdłóż, każdą po kolei :D
Czytałem opisy i stwierdziłem, że zagram półelfim łowcą. No i tak ten mój półelfi łowca wraz z samą Imoen jako towarzyszką (Xzara i Montiego jakoś ominąłem, nie wiem nawet jak) zamiast iść do Pod Pomocną Dłonią, szedł coraz bardziej na wschód. Po drodze Imoen zginęła, a ja szedłem dalej samotnym łowcą na 1lvl. Lokacja z pająkami, które omijałem bo nie mogłem ich pokonać, czerwonych magów też ominąłem (zabili mnie dość szybko przy pierwszym podejściu, na szczęście już wiedziałem, że można saveować i loadować), potem Gullykin i Most Firewine. Oczywiście nie wchodziłem do podziemi, nie wykonywałem questów i nie walczyłem tylko uciekałem, bo solo postacią na 1lvl było ciężko. Chciałem po prostu przejść. Potem skręciłem na zachód i myślałem że teraz trzeba będzie iść cały czas wszerz na zachód. No to szedłem. Beregost, w knajpie Feldeposta jakiś gość chciał mnie wyrzucić z knajpy, więc poszedłem grzecznie bo nie chciałem z nim walczyć, u Firebeada kupiłem ciężką kuszę i trochę bełtów i się cieszyłem żę mam fajną broń, bo w końcu ciężka kusza. I będę walił z dystansu! Na lokacji z sirinami już nie dawałem rady jak się baby robiły niewidzialne i zatruwały mojego 1lvl łowcę :D Wtedy już nie dałem rady i przestałem grać. Zagrałem jeszcze raz od nowa.

No, skoro one tak fajnie się robiły niewidzialne, to może by tak zagrać magiem? Będzie fajnie. I grałem magiem. Szło mi średnio. No, przynajmniej odkryłem, że mogę decydować o tym, w którym kierunku chcę podróżować, zależnie od tego od której strony wyjdę z mapy. Doszedłem do Pomocnej Dłoni. Tarnesh akurat nie był zbyt trudny, po kilku loadach dawałem radę, a potrafił rzucić lustrzanki albo horrora. Bardzo lubiłem czar chromowa kula, szkoda że nie zwracałem uwagi na jej wadę jaką jest możliwość wykonania rzutu obronnego.

Doszedłem do Nashkel tym magiem z pełną drużyną, w gospodzie była ta kapłanka-zabójczyni. Nie pamiętam, jak się nazywała, na pewno coś na N. Może Neera? Dawno nie grałem w jedynkę. Podczas walki przez przypadek trafiłem kogoś postronnego. Nie wiem, czy miałem dostęp do jakiejś obszarówki wtedy, może walnąłem jej z różdżki błyskawic albo po prostu źle kliknąłem? Nie wiem, nie pamiętam. W każdym razie wszyscy zrobili się czerwoni, ja ich wyzabijałem, bo to w końcu wrogowie. Potem wyszedłem na zewnątrz, a tam strażnicy atakują i łowcy głów się pojawiają. Myślałem, że ta zabójczyni stoi po stronie Amnu i że zabijanie jej rozzłaszcza ludność. Tak więc omijałem tą gospodę :P

Wiele razy zaczynałem grę od nowa, rzadko zachodziłem daleko. Czasem zabijałem gości z Płomiennej Pięści dla płytówek, bo w końcu droga i dobra zbroja. Ach, ta duma gdy każdy w teamie kto mógł nosić płytówkę, miał ją. A reputacja była Pogardzany, patrole Płomiennej Pięści mnie ścigały, a ceny zwiększone 10x. Nie było mnie stać na zwykłą halabardę.

Znowu zacząłem od nowa.

W Kopalni Nashkel się zgubiłem, nie znalazłem przejścia dalej i myślałem że dalej już kopalni nie ma. W ekwipunku była ta trucizna koboldów oraz zatruta ruda, to myślałem że o to chodzi w tym queście, to wróciłem się przez całą kopalnię do burmistrza, chcąc dać mu te 2 itemy żeby zaliczyć questa :D

Zabiłem Prisma, bo nie wiedziałem żę można go ochronić przed Szarym Wilkiem i że to się opłaca bo Varscona.

Odkryłem zalety postaci wieloklasowych, ale nie doczytałem, że zdobywają one exp wolniej. Tak więc grałem wojownik/mag/kapłan z pełnym 6 osobowym teamem. Wreszcie przeszedłem Kopalnie Nashkel, potem udało mi się nawet przejść Obóz Bandytów, a potem byłem w Kniei Otulisko i się dziwiłem, czemu wszyscy już poawansowali na jakieś levele, a moja postać nadal ma 1lvl i w ogóle tak mało exp :D

Nie dałem rady pokonać tej drużyny przy wejściu do kopalni, więc znowu zacząłem od nowa.
Postanowiłem zagrać jednoklasowym magiem. Wtedy już zaczęło mi iść dobrze. W Beregoście miałem jakieś 900 exp i byłem wniebowzięty, bo to w końcu tak dużo w porównaniu z tą trzyklasową postacią :D

Dobiłem do końca kopalni. Nie mogłem pokonać Davaorna. Przez bardzo długi czas był on niepokonanym bossem. Dopiero za którymś razem nie wyszedł mu rzut obronny i drużynowy kapłan rzucił ciszę i facet nie mógł rzucać czarów. Wtedy go pokonałem, a jak padł to głośno krzyknąłem "JEST!", aż się mamusia zdziwiła gdy usłyszała z innego pokoju taki okrzyk radości. A w kolejnych podejściach już chodziłem na łatwiznę. Zwój ochrony przed magią od Thalantyra, rzucamy na wojownika, idzie on przodem i zabija z łatwością Davaorna, a reszta teamu czeka przy wejściu. Nie wiedziałem, że można rzucić ten zwój na wroga i jest jescze lepiej. Ach, ten OP przedmiot :D

Przy pierwszym podejściu jakoś ominałem ten wielki zamek uciekając przed wrogami. Potem jakoś nie ciągnęło mnie tam. Thalantyra i jego dobroci odkryłem dopiero dużo później. Już jako ten mag. To było tak, że najpierw zabiłem Davaorna i zdobyłem szatę złego arcymaga. Potem dopiero odnalazłem Thalantyra i ze zdziwieniem oraz radością stwierdziłem, że szata dobrego oraz neutralnego arcymaga również istnieje. To dobrze, bo grałem akurat praworządnym neutralnym, bo taki fajny charakter się wydawał.

We Wrotach Baldura nie mogłem za nic pokonać drużyny na najwyższym piętrze Żelaznego Tronu. A w magazynie w dokach był bazyliszek. Nie wiedziałem, że można się przed jego wzrokiem bronić. Taktyka była prosta: najpierw kapłan idzie przodem, rzuca rozkaz zanim bazyli zaatakuje, jak wyjdzie rzut obronny to load. Jak nie wyjdzie to bazyli jest nieprzytomny i wszyscy atakują ze wszystkiego. Jakoś wychodziło.

Otruli mnie i nie wiedziałem, jak się odtruć. Zabiłem tego gościa, który mówi że zostaliśmy otruci, a on miał antidotum. Myślę "No to ok", wypijam, myślę że jestem odtruty. Ale było zdziwienie gdy się dowiedziałem, że jednak nie. A potem ignorowałem wiadomości że czuję się coraz gorzej. Ale było me zdziwienie, gdy moja drużyna nagle w całości deadła w jednej chwili.

Potem odkryłem opcję eksportowania oraz importowania. Wczytałem ostatniego sejwa na tym magu, eksport, import przy nowej grze i zaczynam w Candlekeep z magiem 4lvl i jakimś ekwipunkiem. Potem podczas gry mag awansuje, a potem jak już grałem to zawsze zaczynałem już od Candlekeep magiem na 9lvl :D

Czytałem strony internetowe i wyczytałem, że Płaszcz Algernona można ukraść i jest fajny. Odkryłem griumar charyzmy, który wcześniej ominąłem w Twierdzy Gnolli. Śnieżny wilk był ultratrudnym przeciwnikiem.

Grałem na multiplayerze (tylko ja, grając jak singleplayer, po prostu chciałem mieć same swoje postacie) ze swoim wyeksportowanym magiem z 9lvl, Abdelem wyeksportowanym z mission pack save oraz stworzonym przez siebie magiem/złodziejem o imieniu Dalmas Headshoter którego levelowałem od początku :D

Pewnego razu popłynąłem na wyspę wilkolaków, ale miałem (to było zanim mag wskoczył na 9lvl, trochę teraz tak niechronologicznie wrzucam) niskie poziomy i nie umiałem sobie poradzić i utknąłem w martwym punkcie.

Szedłem do Wieży Durlaga na łatwy exp w postaci 2k za Horrora bitewnego. Pójść kapłanem naprzód, rzucić oplątanie, jak się nie uda to load i do skutku. Potem nawalać w niego z dystansu. Nie wiedziałem, jak łatwo można wbijać exp na sirinach albo bazyliszkach.

Ciągle chciałem wracać do Candlekeep. Wyczytałem, że trzeba przynieść książkę. No, ale była masa książek, więc wziąłem jakąś z jakiejś szafki w czyimś domu i ze zwykłą książką wróciłem do Candlekeep, żeby wejść.

Z klas to najbardziej lubiłem maga oraz kapłana.

Cały czas uparcie twierdziłem, że charyzma jest bardzo mało potrzebna i do niczego się nie przydaje i lepiej dać na coś innego. Miałem postać z charyzmą 3. Ale wylosowały się bardzo dobre rzuty. Wyobraźcie sobie maga 18/18/18/18/17/3

A Gorion przy próbie ataku rzuca sztyletem i zabija, ale jakoś mi się udawało go zabić importowanym magiem na 9lvl.

Naszyjnik pocisków to bardzo fajny amulet.

Pan "Jestem śmiercią, która przyszła po ciebie. Poddaj się, a nie będziesz cierpieć" był trudnym przeciwnikiem, ale z pomocą strażników Amnu się udawało. Nie znałem też wielu smaczków gry. Aha, no i na jarmarku kupowałem zwój zamiany kamienia w ciało za 500.

Próbowąłem walczyć z Shandalarem. Szybko mnie kosił. Ale potem czar polimorfowanie siebie, zamiana w galaretę musztardową z ponad 100 odp. na magię i jazda samym magiem, reszta teamu czeka. Cwaniak się teleportuje na koniec.

Raz doszedłem bardzo daleko, bo aż do walki końcowej. Ale Sarevoka w świątyni utłuc nie potrafiłem, to dałem sobie spokój.

Stwierdziłem, że Wrota Baldura to zajebiste miasto i w ogóle mój ulubiony fragment gry to 5 rodział. Więc poszedłem w 1 rozdziale do lokacji z mostem przed wejściem do Wrót Baldura, przeteleportowalem się kodem na drugą stronę i przechodziłem questy swoim importowanym magiem oraz mając Imoen, Quayle i Ajantisa. Taki skok do 5 rozdziału, bo nie chciało mi się robić wszystkiego po drodze, a tak lubiłem Wrota Baldura :D

Potem odkryłem modyfikację Opowieści z Północy Wybrzeża Mieczy, a skusiło mnie zniesienie blokady expa oraz epickie przedmioty i czary. Mój importowany mag nie był już dłużej ograniczony do 9lvl. Kodem zaawansowałem do 40lvl i dodałem sobie masę op przedmiotów. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku że taka gra nie ma sensu i już zawsze zaczynałem nową postacią z 0 exp, żadnego importowania.

Dawne czasy. No dobra, przyznawać się: kto miewał takie gafy jak ja? :D
_________________
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
L`f 
Uczeń Gonda


Wiek: 28
Posty: 1373
Podziękowania: 287/150
Wysłany: 2015-02-01, 14:48   

Eerie, oficjalnie stwierdzam, że pobiłeś wszystkich dotychczas piszących w tym temacie. Tylu okrutnych przygód z BG to chyba mało kto doświadczył. :P

Z Twojego postu nie wynika bezpośrednio, ale zakładam, że tymi postaciami, których już nie importowałeś (tylko zaczynałeś z 0 XP), udało Ci się już przejść grę do samego końca. ;>

Eerie napisał/a:
w gospodzie była ta kapłanka-zabójczyni. Nie pamiętam, jak się nazywała, na pewno coś na N. Może Neera?

Bardzo blisko - Neira. :P W sumie kiedy było ogłoszenie, że jedna z NPC-ek z EE będzie miała na imię Neera, na parę sekund się zawiesiłem, bo myślałem, że dołączą tę łowczynię głów. Później sobie przypomniałem, że jednak trochę inaczej się nazywała.



Moje początki nie były tak imponujące - za to za BG zabrałem się jakieś 2 lata po premierze. Możecie sobie wyliczyć, w jakim byłem wieku. :P Dodam, że był to mój pierwszy cRPG, więc kompletnie nie miałem pojęcia, po co są wszystkie wartości w karcie postaci. Tym miałem się zainteresować dopiero później. ;)

Stworzyłem paladyna (bo uznałem, że gra szlachetnym rycerzem będzie fajna) i - nie znając konwencji baldurowych imion - nadałem mu boskie imię Niebieski Feniks. Pamiętam, że chciałem jak najdłużej zostać w Candlekeep, bo mi się podobało i byłem dość ostro wkurzony, że każą mi z niego iść. Po wykonaniu wszystkich misji spędziłem tam jeszcze dobrych parę godzin, żeby sobie połazić i upewnić się, że na pewno nic już na mnie tam nie czeka (oczywiście Ochrona przed złem od Elvenhaira zdążyła z pięć razy wygasnąć, więc nie miałem nawet złudzeń, że to mi coś pomoże - a nie wiedziałem jeszcze, że i tak wygasa :P). Potem udałem się do Goriona i wyruszyliśmy... a jak tylko go zabili, to wiedziałem, że popełniłem błąd, a staruszek się mylił i powinienem był tak naprawdę pozostać w cytadeli. :>

Polubiłem Imoen jako pierwszą postać przyłączalną - bo jako pierwsza chciała mi w ogóle pomagać. Pamiętam, że łaziłem po obszarze z zabójstwem Goriona jak kretyn, bo nie wiedziałem, jak z niego wyjść - ale jednocześnie starałem się unikać wilków i niedźwiedzi, bo były jeszcze za silne. Dobrze że załatwiłem mojemu Feniksowi jakiś porządny ekwipunek (zbroję paskową mu chyba kupiłem, do tego półtoraka, hełm i pawęż - nie wiedziałem, że istnieje Klasa Pancerza, więc nie mogłem się dziwić, że maleje), więc walkę w jego wykonaniu można było jeszcze nazwać walką, a nie rzeźnią (jego, nie przeciwników, oczywiście ;>). Imoen trzymałem na dystans, choć nie wiedziałem, co zrobić, gdy się jej skończyły strzały - chyba nie brała wtedy w ogóle udziału w walce. Mimo że usilnie szukałem sposobu na uruchomienie mapy świata i wyjście z obszaru, ominąłem Chase'a skaczącego z klifu (do teraz nie wiem, jak). Wróciłem na gościniec, spotkałem Xzara i Montarona, dołączyłem ich - uznałem, że są zarąbistymi kompanami, bo dali mi miksturę. :P Potem szukałem wyjścia razem z nimi - i wtedy już zabiłem trochę wilków. W końcu ogarnąłem, że jak najeżdżam kursorem na krawędź mapy, to się zmienia kursor, a po kliknięciu zamiast czterech pól pojawia się jedno. Voilà! Opuściłem obszar!

Kolejną lokację chciałem przejść jak najszybciej. Nawrzucałem Elminsterowi i ruszyłem naprzód, trzymając się drogi (żeby na jakieś wilki nie wpaść, albo cholera wie co). Mając w pamięci wskazówkę Goriona, na rozdrożach ruszyłem na północ i - nie zbaczając z gościńca - poleciałem jak głupi do krawędzi obszaru. W międzyczasie napatoczył się Aoln (z tym, co gadał, wydał mi się jakimś mistrzem przetrwania), który powiedział, że w okolicy zabił ogra maga. OGRA MAGA?! Kurde. Przeświadczony o tym, że trzymanie się ścieżki było najlepszą z moich dotychczasowych decyzji, udałem się prosto do skraju mapy i od razu stamtąd uciekłem (bo już wiedziałem, jak się opuszcza obszar).

Pod Pomocną Dłonią poczułem się prawie jak w Candlekeep - spokojnie, bezpiecznie, żadnych potworów. Spartoliłem zadanie z Joią (bo pusto w sakiewce i się domagałem zapłaty) - już nie pamiętam, czy wczytywałem, żeby to poprawić, czy dopiero za drugim razem mi się to udało. Jeśli nie, to tym lepiej - uniknąłem traumatycznej potyczki z hobgoblinami. Paradoksalnie Tarnesh nie był problemem - zaskoczył mnie, ale chyba jakimś cudem zabiłem go za drugim czy trzecim razem. Wewnątrz - obowiązkowo dowaliłem Khalida i Jaheirę, sądząc, że będą mi konkretnym wsparciem - jak się rozczarowałem, gdy się okazało, że gość ma tyle samo PŻ, co mój paladyn, a jego żonka nawet mniej - wtedy siłę postaci mierzyłem w punktach życia. :P To takie wsparcie mi tatuś zapewnił? Niemniej jednak uznałem, że lepsza para takich noobków jak ja niż puste sloty w drużynie (podział doświadczenia między członków drużyny - co to takiego?), zabrałem ich ze sobą. Zwiedziłem sobie pięterko, a później drugie. Ominąłem kolesia od pantalonów, przyjąłem questy od Unshey i Landrin - z tym, że krasnoludkę olałem, bo po wszystkim skierowałem się od razu w stronę Beregostu. Byłem już trochę odważniejszy, jeśli chodzi o walkę, ale nadal wolałem trzymać się ścieżek. No, może czasami trochę połaziłem po bokach. :P

Beregost już słabiej pamiętam. Spuściłem manto Marlowi u Feldeposta, choć nie obyło się bez ofiar - kogoś mi pobił pięściami do utarty przytomności, chyba Jaheirę albo Imoen. Ogólnie ominąłem masę domków, bo mi te mordy z drużyny zaczęły marudzić, że natychmiast muszę iść do Nashkel. Zostałem tylko, żeby załatwić sprawę z Garrickiem - na początku oczywiście dałem się zwieść Silke i zabiłem Faltisa i resztę - ale później naszły mnie wątpliwości. ;) Wczytałem, po czym w bólach, trudach i po mnogości loadów załatwiłem Tespijkę. Garrick chciał do nas dołączyć - super! Wymienię go za Xzara, ten upośledzony mag ma tylko jeden czar i CZTERY punkty życia (Po co w ogóle grać z magami? Najgorsza klasa w grze!). Ale wyszła lipa - bo zostawił mnie też Montaron. Zreflektowałem się i po krótkich kalkulacjach wyszło mi, że sześć to więcej niż pięć... ale kurczę, Garrick musi być lepszy niż Xzar, który nawet nie umie machać mieczem i nosić zbroi. O ile pamiętam, wywaliłem nekromantę na pożarcie pająkom z domku Landrin. Wtedy miałem kompletną drużynkę. :P

Jaheira twarzy nie zamyka, Montaron też coś chrzani, więc kurs - Nashkel. O ile pierwszy obszar drogi tamże przeszedłem banalnie - prosta ścieżka w dół - o tyle na drugim przypadkiem zboczyłem z drogi i się zagubiłem - zacząłem iść bez przerwy na południe. O dziwo, o czym się później dowiedziałem, ominąłem dzięki temu hobgobliny. ;)

W Nashkel nie bardzo ogarniałem. Gdy wszedłem do świątyni Helma, Montarona trafił szlag i zaatakował mi harfiarzy. ;> Jako że dwoje to więcej niż jeden, siłą nierozerwalnej miłości małżeńskiej i ciosów zwykłego Miecza długiego +0 i takiej samej Maczugi (!) nizioła zatłukli. Uznałem to chyba za zrządzenie losu, bo nie wczytywałem gry. ;) Jakimś cudem zabiłem żołnierzy z koszar. Przyłączyłem Minsca - oczywiście nie ogarnąłem, że zlecił mi jakiś quest. Później dopiero zauważyłem, że chciał, żebym zabijał z nim gnolle. GNOLLE? Ja z gibberlingami miałem problemy, pseudołowco z niepodręcznikową Mądrością! No dobra - to wymyśliłem teraz, wtedy nie wiedziałem, że ma za niską. :P Zbyłem Edwina albo go zabiłem (niewielka różnica, tylko dwie literki), nie pamiętam już - w każdym razie jakiś taki podejrzany mi się wydawał. Co smutne, wkurzył mnie Noober - więc zabrałem mojemu Feniksowi broń i kazałem go zaatakować z pięści, żeby nie zabić, ale go jedynie przestraszyć/ogłuszyć. Niestety, miałem włączone SI drużyny, a obok stała Imoen... kurde, w potwory to nigdy nie trafiała, ale biednego Noobera ustrzeliła na śmierć za pierwszym razem. Smutno było, bo jak to tak, żeby paladyn napotkane osoby zabijał - ale że stan zapisu miałem gdzieś daleko, to nie wczytałem. :P

Hura! Dotarłem do kopalni, moja drużyna wreszcie się zamknie! Przez pierwsze pół godziny głowiłem się, jak tam wejść, bo ścieżka mi się wydała jakaś dziwnie kręta i nie mogłem tam dotrzeć. Jak już tam wlazłem, przez wszystkie korytarze szedłem na ślepo, regularnie mnie też zabijały koboldy, bo każdy członek mojej noobowatej sześcioosobowej drużynki miał pierwszy poziom. Podziwiam swoje samozaparcie, że jakoś dotarłem do przejścia dalej - chyba dlatego, że myślałem, że to koniec kopalni. A tam drugi poziom... o masakra. Tam szedłem jeszcze bardziej na ślepo i jeszcze bardziej zestrachany o swoje życie niż wyżej. Miałem szczęście - i dość szybko natrafiłem na ścieżkę prowadzącą dalej. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie podniósł paru flaszek z trucizną i jednej nie wypił - komuś permanentnie obniżyłem Kondycję, nie pamiętam, komu. Nieistotne zresztą, i tak bym nie zauważył. Co dalej? Na trzecim poziomie szedłem chamsko na wprost. Na moście do drugiej połowy poziomu trafiłem na pułapki (Co to jest wykrywanie pułapek? Co to jest rozbrajanie pułapek? - co ciekawe, rozbrajać pułapki nauczyłem się kompletnie przypadkiem przy chyba siedemnastym rozpoczęciu BG I - i pierwszym, które doprowadziłem do końca ;>).

Pułapki... cóż, dla pierwszopoziomowców były śmiertelne, więc liczebność mojej grupy znacząco zmalała. Próbowałem to ominąć, szukałem innej ścieżki na przejście dalej, ale na próżno. Wreszcie posłałem naprzód dzielnego Niebieskiego Feniksa - może on się nie zawaha, może jego strzały, kule ognia, czy co tam jeszcze było, nie trafią!...

Trafiły.

Umarł.

Dałem sobie spokój. Tak oto na wieki poległo pierwsze z Dzieci Bhaala, którego los wziąłem w swoje ręce. :P

Nauczony doświadczeniami, wiele razy wracałem do BG I. Minęło wiele czasu, zanim dowiedziałem się, co to jest TraK0 i po co są plusiki przy broniach. Nauczyłem się chodzić po pobocznych lokacjach, spotkałem Thalantyra - to że nic u niego nie kupiłem, bo było za drogo, to inna sprawa. Poznałem piękno awansu na kolejne poziomy. Doceniłem magów. Zagrałem wieloklasowcem i stwierdziłem, że gra się lipnie - bo jak to tak, żeby pół Twojej drużynki było na 3. poziomie, a Ty na 1. :P Po iluś próbach stworzyłem reminiscencję z Niebieskiego Feniksa - paladyna Venidona - i wspólnie z nim pokonałem Sarevoka po raz pierwszy... a później jeszcze i Irenicusa, bo tak mi się dobrze grało. :>
_________________
AshfncaeicaliuheangfkacgakfgegcalgfcalhfcamhlhKi~.!
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Eerie 
Diabelstwo


Wiek: 23
Posty: 98
Podziękowania: 3/10
Wysłany: 2015-02-01, 22:41   

Cytat:
Jaheira twarzy nie zamyka, Montaron też coś chrzani, więc kurs - Nashkel. O ile pierwszy obszar drogi tamże przeszedłem banalnie - prosta ścieżka w dół - o tyle na drugim przypadkiem zboczyłem z drogi i się zagubiłem - zacząłem iść bez przerwy na południe. O dziwo, o czym się później dowiedziałem, ominąłem dzięki temu hobgobliny. ;)


Heh, ja też początkowo chodziłem na południe w tej lokacji na przełaj :D

A do moich gaf można zaliczyć jeszcze to, że myślalem, że Silke mówi o sobie "Jestem Silke, nadzwyczajna lesbijka". Myślałem, że ona jest lesbijką, a nie Tespijką.
_________________
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Geralt Riv 
Wieśmin


Wiek: 21
Posty: 145
Podziękowania: 4/9
Wysłany: 2015-09-23, 17:52   

Może też dodam swoje 3 grosze.

Pamiętam, że podczas tworzenia postaci, kompletnie nie wiedziałem, po co jest losowanie skoro można samemu zmieniać staty. No więc pozmieniałem, a wyglądało to tak(grałem wojem) - "Tu, trochę tu, aha, inteligencja też się przyda. Co to charyzma? Pewnie jakieś szajstwo dam na minimum. Siły troszkę więcej, no i jest!". Przy biegłościach było podobnie.

Prolog, jak i całą grę, uaktywniałem na bieżąco. To znaczy, że nie szukałem questów tylko parłem na przód.

Trudność przeciwnika oceniałem "po wielkości". Czyli jak zobaczyłem gnolla lub hobgoblina, to bez zastanowienia wczytywałem i omijałem łukiem sądząc, że jak narazie jestem za słaby na takie stwory.

Moja pierwsza gra skończyła się na etapie tego maga pod pomocną dłonią, jako, że nie mogłem go pokonać. Druga, na etapie Neiry z Naschkel. Trzecia skończyłaby się na etapie Davaevorna z kopalni, gdybym nie poznał kodów(stworzyłem armię Drizztów), na szczęście nie przeszłem w ten sposób całej gry, jako że miałem format komputer(na całe - mój Boże - szczęście). Później radziłem sobie przednio.

Aha, i jeśli chodzi o motyw z armią Drizztów, to na początku postanowiłem załatwić sprawę trochę bardziej honorowo(przesadziłem z tym słowem) i przywoływałem konsolą grimuary, aby dopakować wszystkich członków drużyny, WSZYSTKIE statystyki. Nie dałem rady i tak.

Zabijałem wszystkich kupców sądząc, że będą mieli swoje towary.

Męczyłem się dość długo, aby poukradać cenne przedmioty. Szczyna mi opadła gdy się okazało, że nie przyjmują kradzionego towaru.

Grzecznie wyszedłem na prośbę maga z wysokiego żywopłotu.
_________________
"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... jednym jesteś ty"
Ostatnio zmieniony przez Geralt Riv 2015-12-09, 14:32, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Tuth 


Wiek: 31
Posty: 38
Podziękował 2 razy
Skąd: Przechlewo
Wysłany: 2015-09-24, 11:33   

Moje pierwsze doświadczenie z grą było u kolegi (choć widziałem ją wcześniej), który dostał ją od brata. Mieliśmy wtedy po 11-12 lat (1999-2000) i średnio wiedzieliśmy co robimy. Nawet większość nazw przekręcaliśmy, nie czytając dokładnie np. Bladur's Gate, Savok itd. Swoją pierwszą postać stworzyłem właśnie grając u kolegi. Człowiek wojownik z cepem bojowym, którym spacerowałem i wykonywałem zadania w Candlekeep. Co ciekawe oboje z kolegą nie potrafiliśmy znaleźć księgi Phlydii.

Oglądałem jak kumpel grał i zaszedł do Kniei Otulisko, ale używał Gatekeepera (nazywanego przez nas Gatek-eper), bo jak to twierdził "Nie chcę mi się łazić bez złota i w ćwiartkowanej zbroi na początku". Pamiętam, że męczył się z Hamadriadą, która zauroczyła mu jedną z jego przepakowanych postaci (Minsc bodajże) i musiał kombinować żeby nie powybijał mu reszty drużyny.

Sam zacząłem grać na swoim komputerze kilka miesięcy później i kolega dużo mi podpowiadał. Stworzyłem człowieka kapłana, bo "to takie połączenie maga i wojownika" z charakterem chaotyczny zły, bo fajnie brzmiało, chociaż nie przyłączałem złych postaci. Pamiętam, że dałem mu maksymalną siłę, nie zwracając szczególnej uwagi na resztę cech.

Drużynę miałem opartą na tej, którą widziałem u kolegi: Imoen, Jaheira, Khalid, Kivan i Xan. Wiedziałem o Branwen jeszcze, ale nie miałem dość złota, żeby ją uwolnić. Większość zadań pomijałem i bałem się chodzić po pobocznych lokacjach. W Obozie Bandytów straciłem Khalida i kolega polecił mi Ajantisa.

Ostatecznie zatrzymałem się w kopalni Kniei Otulisko, gdzie Hareishan błyskawicą kosiła mi większość drużyny. Do dziś pamiętam jak niechętnie przerwałem grę, po wielu próbach.

To było moje pierwsze doświadczenie z grą, później zaczęła się zabawa z Gatekeeperem, pierwsze ukończenie gry, obserwowanie jak siostra gra, poznanie większości lokacji i zadań, dodatek "Opowieści z Wybrzeża Mieczy", mody, próby grania w multiplayer i ostatecznie powrót do grania "jak za starych czasów", ale to opowieści na inną okazję.
_________________
Release, revolve, renew.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
memory 
Gwiazda Mystry


Wiek: 45
Posty: 658
Podziękowania: 145/155
Skąd: Garwolin
Wysłany: 2018-05-06, 06:26   

Moją naprawdę pierwszą postacią był W/M/Z. Myślałem, że przechytrzyłem ograniczenie zdobywanego doświadczenia i w każdej klasie uciułam po 89 tysięcy. Ale to wcale nie była ta wpadka, hehe. Zaraz po spotkaniu z Imoen rozpocząłem przeszukiwanie obszaru i natknąłem się na wilka... który zabił mnie swoim pierwszym atakiem. Byłem w takim szoku, że uznałem grę za przesadnie trudną i zacząłem raz jeszcze. Tym razem postanowiłem odpuścić finezyjne rozwiązania i postawiłem na krasnoludzkiego wojownika z najwyższymi możliwymi Siłą, Kondycją i Zręcznością (żeby już żaden wilk mi nie przyfikał). Grało się nieźle, tylko przyłączane do drużyny postacie ginęły jakoś za łatwo, a mnie nie było stać na wskrzeszanie ich w świątyni. Aż tu pewnego dnia, dopiero co odpaliłem grę, wszedłem do jednego namiotu na Jarmarku, a tu jakiś agresywny mag zabił mi Imoen, zanim sam zginął. Strasznie się wtedy podłamałem, bo Imoen już od poprzedniej gry (hehe) była bliska memu sercu. Wpadłem więc na pomysł, że posunę się do oszustwa... Moje rolplejowe serce krwawiło... ale wczytałem grę i utłukłem dziada bez straty Imoen.
I wtedy nagle mnie olśniło! Przecież ja mogę zapisywać grę nie tylko, gdy kończę sesję. I mogę sobie wczytywać i zapisywać i wczytywać i zapisywać. Ile dusza zapragnie. Aż z radości rozpocząłem grę po raz trzeci. I wreszcie ją ukończyłem.
Ale prawdę powiedziawszy, to dziś mam, bolesną w skutkach, tendencję do zapominania o zapisywaniu w trakcie gry.
_________________
Slainte mhath!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Dark 
Akolita Tempusa


Wiek: 31
Posty: 991
Podziękowania: 28/58
Wysłany: 2018-05-06, 08:23   

Popłakałam się kiedy przyszło mi walczyć z bazyliszkami. :cry:
Nie miałam pojęcia o zaklęciu/miksturze ochrony przed pertyfikacją a zwoje zamiany kamienia w ciało były dość kosztowne. Prawie zawsze kogoś z drużyny traciłam nim bazyle padły od strzał/pocisków.
Prawdziwa dyskoteka save/load. :blee:
_________________
http://baldur.cob-bg.pl/grafika/bg1/BG1.jpg
Podziękuj autorce tego posta
 
 
 
morgan 
Dziecię Bhaala
Exiled Bard


Posty: 5556
Podziękowania: 438/316
Skąd: Island of Misfit Toys
Wysłany: 2018-05-06, 10:39   

Heh, bazyliszki. Przypomniała się mi moja pierwsza na nie taktyka - "oślepiają wzrokiem, więc skryty w cieniu zajdę je od tyłu, walne i odskoczę" (grałem W/Z). Pierwszego nawet udało się mi ubić (był na 2 ciosy), ale drugi - wciąż będąc tyłem - już mnie spetryfikował. Ja miałem więcej szczęścia, bo w moim ekwipunku była jakaś Mikstura lustrzanych oczu.
_________________
Pozdrawiam
\m/organu\m/
\m/agnu\m/

Kontakt ze mną - via mail (morgan19[at]interia.pl) lub GG (9928331)

Szukał długo...długo, tajemnie, nie zwierzając się ludziom.
Oczy jego były rozświecone wewnętrznym odbłyskiem jasnej idei.
Szukał....
- i to, na co patrzał, nie zadowalało go.
Gdzie?
(...)
Trwożnie, pytająco usiłował wszystko poznać, zobaczyć...
Nie ma....
badał, wgłębiał się, szukał...
Nie ma, w ludziach nie ma, w ich myślach, tworach...
Wszystko szare, przeciętne, monotonne....
(...)
wszystko obszedł... w społeczeństwie, w ludziach, nigdzie.
a może źle szukał?
nie - ależ nie. Obszedł wszystko, wszystko widział, wszędy pytał....
a może jest za brutalny? może jego dusza - ta harfa Eola - ma za grube struny, by na nich mogły zadrgać i zafalować subtelne tajemnice?
nie.
przecież ten błysk, przecież czuł, dlatego szukał......."
I jeśli kiedykolwiek umrę – a wiem, że umrę w bardzo krótkim czasie – umrę, zgłębiwszy ten świat z bliska i z daleka, z góry i z dołu, ale z nim nie pogodzony. Umrę i On zapyta mnie wówczas: «Czy było ci tam dobrze, czy źle?» Ja zaś będę milczeć, opuszczę wzrok i będę milczeć. Niemota taka znana jest wszystkim, którzy zebrali żniwo wielodniowego i zapamiętałego pijaństwa. Czyż bowiem życie ludzkie nie jest chwilowym otępieniem duszy, a także jej zaćmieniem? Wszyscy jesteśmy jakby pijani, każdy na swój sposób; jeden wypił mniej, inny więcej. I na różnych różnie to działa: jeden śmieje się światu w twarz, a inny skłania głowę na piersi tego świata i płacze. Jeden już się wyrzygał i jest mu dobrze, a innego dopiero zaczęło mdlić. A cóż ja? Wiele zaznałem, ale nic nie zdziałałem. Nigdy się nawet tak naprawdę nie roześmiałem i ani razu mnie nie zemdliło. Ja, który doznałem w tym świecie tyle, że tracę rachunek i zapominam kolejności – ja jestem najtrzeźwiejszy z całego świata; na mnie to wszystko marnie działa... «Dlaczego milczysz?» – spyta Pan, spowity w błękitne błyskawice. A co ja mu powiem? Nic, tylko będę milczeć i milczeć... Ta łza nie jest wyrazem żalu, ta łza nie jest smutkiem,
to łza ...
nieporadności,
bolesne piękno,
bezsilność bezkresu piękności
i minimalistycznych możliwości.
Ta łza, to łza niewolnika.
Chcę czuć, móc czuć piękno
zamknięty w szklanej łzie ...
Ja umieram na zawsze
szczelnie zamknięty w podświadomości,
zatruty, zawstydzony,
zaszczuty ...
Ja umieram na zawsze.
To bezkres palety odczuć zamknięty
w zubożałości możliwości ...
Ja umieram
na zawsze.

Lost Illusions Tavern
Impressiones (Ænigmællæ) || Antiimpressiones (sanguine scriptæ) | Antiimpressiones (ira scriptæ) || Impressiones (Divinæ)
Corpus Tuum (18+) | Impressiones (Rosellæ) || Impressiones (epicæ) || Impressiones (musicæ) | Anti- et postimpr. (musicæ)

Hiperestezja | Witold Zimmer | (N)e(u)rotica



Jvegi napisał/a:
Nie, nie można się cieszyć, że mamy nową formę sponsorowania developmentu, szansę na spełnienie tych marzeń o prawdziwej ewolucji crpegów, gier lepszych niż baldury czy arcanum.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Nobanion
[Usunięty]

Wysłany: 2018-05-06, 15:11   

Ja jak grałem, to bazyliszki :cry: , nie te czasy z poradnikami, więc rzeźnia była i same walki drużyną na początku, ( czasami ta "ręka" śniła mi się ^^) - do dziś tabelki mnie odstręczają, ale w końcu coś tam wykombinowałem...
Oczywiście mam na myśli BG 1 bez dodatku.
 
 
memory 
Gwiazda Mystry


Wiek: 45
Posty: 658
Podziękowania: 145/155
Skąd: Garwolin
Wysłany: 2018-05-06, 19:22   

Bazyliszki spotkałem po raz pierwszy mając już chyba w zanadrzu Ochronę przed petryfikacją (tylko nie wiem, zieloną czy niebieską). Pamiętam, że zaskoczyłem tym znajomych, którzy uważali, że bazyliszki można pokonać tylko przyłączając Koraxa (łatwy sposób), lub powalając je Śmierdzącą chmurą (trudniejszy sposób).
Na marginesie dodam, że chłopak, który opracował taktykę ze Śmierdzącą chmurą i bronią dystansową, twierdził też, że znalazł diament w dziupli drzewa. Odsądziliśmy go od czci i wiary, bo nie potrafił już nigdy potem odnaleźć tego drzewa :lol: .
Kilka lat mi zajęło, żeby zwrócić mu honor...
_________________
Slainte mhath!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
nowus777 
Uczeń Gonda


Wiek: 30
Posty: 488
Podziękowania: 23/75
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2020-03-11, 07:35   

Nigdy nie zapomnę swojej pierwszej gry złodziejem. I tego, że przy dodawaniu punktów złodziejskich umiejętności w związku z awansem postaci nie widziałem suwaka, przez co rozdzielałem punkty tylko na 4 pierwsze umiejętności z listy... :lol: A potem dziwiłem sie, czemu te pułapki takie słabe, hahaha.
_________________
BGEE 10 NPC PROJECT: NOWE POSTACI, NOWE ROMANSE, NOWE PRZYGODY!
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Damianus_NT 
beamdog hater


Wiek: 29
Posty: 342
Podziękowania: 105/24
Wysłany: 2020-03-19, 16:49   

Windows 98 konsekwentnie wyrzucał bluescreen of death po kilku minutach grania w BG. Na restarty systemu i uruchamianie gry poświęcałem w sumie tyle samo czasu co na sam gameplay, ale jako że zakochałem się w Baldurze od pierwszego wejrzenia, to cisnąłem dalej. Zaszedłem do trzeciego rozdziału :P

Wpadka: Po opuszczeniu kopalni Nashkel, wyrzuciłem list ze wskazówkami gdzie szukać Tranziga i utknąłem. :lol:
_________________
Dni V - zwiastun (CoB)
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group