Poprzedni temat «» Następny temat
Mass Effect: Andromeda
Autor Wiadomość
Jolan 
Dziecię Bhaala
Bendem go zjadł

Wiek: 24
Posty: 699
Podziękowania: 59/107
Wysłany: 2015-01-05, 11:55   Mass Effect: Andromeda

To co wiemy na razie
- Będzie wydana na PC , Xbox one, PS4
- Będzie Mako
- Głównym scenarzystą jest Chris Schlerf
- Twórcy skupią się na rozwijaniu relacji pomiędzy bohaterem a towarzyszami (cóż za nowość)
- Będzie nowa rasa inteligentna
- Akcja będzie skupiona na nieznanych obszarach kosmosu
- Nie będziemy walczyć przeciwko syntetykom
_________________
[Dzisiaj 22:47] Jolan: Hmm, w sumie w komentarz twórców było wiele o rozbudowie twierdzy. Co jeśli można dobudować zamtuz?
[Dzisiaj 22:49] Tuldor88: Wtedy będzie to już "ku***sko dobra twierdza" :P
Ostatnio zmieniony przez Meisarcha 2019-05-16, 19:07, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Jolan 
Dziecię Bhaala
Bendem go zjadł

Wiek: 24
Posty: 699
Podziękowania: 59/107
Wysłany: 2016-05-10, 17:23   

http://www.masseffect.com...44&sf46188285=1

Wstępnie zapowiedziany na początek 2017, 12 czerwca pokażą coś więcej
_________________
[Dzisiaj 22:47] Jolan: Hmm, w sumie w komentarz twórców było wiele o rozbudowie twierdzy. Co jeśli można dobudować zamtuz?
[Dzisiaj 22:49] Tuldor88: Wtedy będzie to już "ku***sko dobra twierdza" :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
torian 


Wiek: 29
Posty: 771
Podziękowania: 23/9
Wysłany: 2019-05-15, 21:49   

Czy ktoś władny mógłby zmienić nazwę tematu na "Mass Effect Andromeda" czy coś w tym stylu?

EDIT: Gotowe. - M

Jako że tytuł mam już ograny (obleciałem wszystko, pominąłem tylko parę typowo zbierackich questów, zajęło to 90h) podzielę się wrażeniami. A nuż ktoś waha się czy dać Andromedzie szansę.

1. Ogólne wrażenie

Tak ogólnie przy MEA bawiłem się mniej więcej tak dobrze jak przy ME1, czyli nieźle. Nie da się jednak ukryć że ME2 wklepał jedynkę w ziemię pod każdym względem a ME3 utrzymał ten poziom. Poprzeczka zawieszona więc była wyjątkowo wysoko a tytuł zupełnie nie sprostał oczekiwaniom. Jednakże ktoś kto lubi poprzednie części i przy Andromedzie może przyjemnie spędzić czas.

2. Fabuła

Słabo, słabo i wtórnie. Scenariusz wywala miejsce akcji daleko w przestrzeni i czasie tylko po to by raz jeszcze ograć znany już scenariusz zmieniając parę detali. Bieganie po Cytadeli/Nexusie - jest. Poszukiwanie pozostałości starożytnej rasy - jest. Przemienianie sojuszników w potwory - też jest. Jeśli chodzi o questy poboczne to lepiej niż w Inkwizycji ale 100 lat za BG czy niedoścignionym mistrzem tej kategorii czyli Arcanum. Gra nie jest zdominowana przez questy rodem z MMO, chociaż jest ich trochę. W paru chlubnych przypadkach nawet zastanawiałem się podejmując decyzję.

3. Gameplay

Tu jest dobrze, powiedziałbym nawet że od strony technicznej lepiej niż w poprzednich 3 częściach. Frostbite słabo sprawdzał się w Dragon Age'u ale świetnie pasuje do Mass Effecta (i nic dziwnego bo napisany został z myślą o FPSach). Po premierze gra borykała się z glitchami ale obecnie została już solidnie popaczowana co nie znaczy że wyeliminowano wszystkie wpadki. U mnie Ryderowi zdarzało się pić z niewidzialnego kubka, 2-3 kamera zgłupiała w cutscenkach.

4. Główna postać

Ani lepsza ani gorsza od Sheparda, po prostu inna. Zamiast elitarnego żołnierza, sztywniaka dostajemy gołowąsa, którego nawet własna załoga nie traktuje poważnie a dowództwo uzyskał poprzez nepotyzm. Ale generalnie Ryder da się lubić.

5. Antagonista

Tak nudny i oklepany że nawet nie chce mi się o nim pisać.

6. Walka

Wiele się nie zmieniło od czasu ME3. Walka nadal polega na wymianie ognia zza osłon. Jetpack wiele tu nie zmienia, jeśli ktoś liczy na powietrzne walki w stylu Iron Mana to sorry, nie da rady. Możliwe jest prowadzenie ostrzału z powietrza ale niezbyt sensowne bo ten sposób gracz wystawia się na ostrzał. Jetpack przydaje się jednak do szybkiej zmiany położenia, można też np dostać się na dach budynku i stamtąd ostrzeliwać wrogów. Na normalnym poziomie trudności było trywialnie, nawet teoretycznie najmocniejszy przeciwnik czyli Architekt nie był wielkim wyzwaniem jak już człowiek połapie się jak go rozwalić (zasypanie gradem pocisków nie wystarczy, trzeba walić w konkretne cele), trwa to maksymalnie 60s. A finalny boss to jakaś kpina.

7. Eksploracja

Do eksplorowania mamy zaledwie kilka planet ale dość rozległych. Znacząco usprawnia i uprzyjemnia ją szybki pojazd terenowy Nomad. W przeciwieństwie do Mako, który prowadził się jak wóz z węglem, Nomadem jeździ się naprawde przyjemnie. Żadne wzniesienie mu niestraszne, szkoda tylko że nie jest uzbrojony.

8. Drużyna

Źle nie jest ale brakuje choć jednej wyrazistej postaci, która zapada w pamięć. W poprzednich częściach takie się zdarzały (Wrex, Mordin, Legion, EDI). Na dodatek cały czas miałem wrażenie że towarzyszące mi postacie pochodzą z recyklingu:

Drack - po prostu starsza wersja Wrexa. Fajny gość ale za drugim razem już nie robi takiego wrażenia.
Cora - Ashley Williams po wizycie u fryzjera. Twarda żołnierka która okazuje się mieć pozornie niepasujące do niej hobby. BTW nosi to samo nazwisko co Illusive Man, przypadek?
Peebee - Liara po paru kreskach amfetaminy.
Liam - Jacob z ME2. Łączy ich nie tylko kolor skóry ale też to że obaj są doskonale nijacy.
Jaal - Javik, wyniosły obcy który z czasem łagodniej.
Vetra - Garrus w spódnicy.
SAM - EDI ze znacznie gorszym dubbingiem i bez poczucia humoru.

Zakończenie zostawia furtkę dla kontynuacji, która nieprędko powstanie, jeśli w ogóle. Pozostaje pytanie kim był tajemniczy "Dobroczyńca" który sfinansował całą wyprawę w nieznane. Na liście podejrzanych pierwsze miejsce zajmuje Illusive Man (prywatnie Jack Harper), Cora Harper jako zastępca Pioniera to chyba nie przypadek. Mógł to być również Shadow Broker.
_________________
Filmweb
Lastfm
Lubimy czytać
Ostatnio zmieniony przez Meisarcha 2019-05-16, 19:08, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
Nobanion
Kinski 
Dziecię Bhaala
Zajebójca

Wiek: 39
Posty: 1355
Podziękowano 78 razy
Skąd: Białoruś
Wysłany: 2019-08-25, 15:16   

@Torian
Zapomniałeś o multiplayerze. To jeden z najbardziej cennych atutów serii. Został ładnie zintegrowany z singleplayer - zapewnia praktyczne korzyści i motywację. Drugą najwartościowszą rzeczą jest mechanika - rozwój postaci, umiejętności, system inicjowania i detonacji. Ale to naturalne, że jedne elementy są lepsze, a inne słabsze. Tak jest we wszystkich seriach.
W ME3 mechanika jest ledwie dobra, mimo że może wydawać się, że ta w MEA jest jej rozwinięciem. Niestety, ale - tę z MEA - dyskwalifikują dwie rzeczy - blood screeny przy niskim stanie zdrowia (w MEA są screeny w skali szarości, ale bardziej akceptowalne) i automatyczny system przywierania do obiektów. Pomysł jest w porządku, ale wykonanie fatalne. Coś za coś - ME3 niszczy MEA "historią", ale MEA "niszczy" mechaniką. Co nie znaczy, że historia jest słaba. Ma lepsze i słabsze momenty, niekiedy nawet epickie, np. intro z ojcem lub Thank you Peebee.
Tak czy inaczej wszystkie Mass Effecty (czy np. Wiedźminy) to "memory games" o statycznej zawartości, z systemem zadań w starym stylu (poleć/idź, przynieś, zabij). Na 2-3 przejścia, szczególnie jak ktoś chce uzyskać wszystkie osiągnięcia. W przypadku MEA jest w tej kwestii jedna irytująca rzecz - nie można uzyskać jednego osiągnięcia (nie jestem achievementowym ortodoksem, ale posiadanie osiągnięć z określonych gier to u mnie inna kwestia) na PC bez kontrolera - Hang Time - utrzymuj nomada przez 35 sekund w powietrzu. U mnie dodatkowo nie działa też Cryptographer - rozwiąż 20 puzzli remnantów. Gwoli ścisłości, żeby odblokować Matchmaker (ukończ 3 romanse), trzeba przejść grę co najmniej 3 razy (możliwe, że mody to zmieniają).

Co do błędów - dla mnie to były jakieś pierdoły, ale niektóre są genialnie-mistrzowskie, jak np. kacze chodzenie. Ale graficzne niedoróbki, które nie powodują krytycznych błędów uniemożliwiajacych grę - są bez znaczenia. Pomijam już nielogiczności i inne głupoty, np. mejle i ogólnie konstrukcja świata jaka istniała w poprzednich częściach, np. gdzieś w biurze na Nexusie są jakieś klasyczne segregatory na półkach. Chodzi o to, że nie ma się odczucia tego skoku cywilizacyjnegoi sama gra wygląda, jakby ME3 wyszedł po mocniejszym liftingu i zmienił nomenklaturę. Ale czasami seriom potrzeba takiego odcięcia się od przeszłości - vide Fallout 2 a F3 (tu w aspekcie raczej grafiki i mechaniki).
Pierdoły graficzne graficznymi, ale dzięki tym jękom i żalom nie naprawiono innej rzeczy, którą można określić jako krytyczną - systemu zapisywania gry na Voeldzie. Po prostu autosave'y nie działają. Wyjście z nomada tylko zwiększa szansę, na odczyt zapisów, ale nie gwarantuje poprawności.

Co do towarzyszy - nie spłycaj. Nie oczekuję głębi psychologicznej i wiarygodnych osobowości. To miłe, jeśli w jakimś zakresie to jest "zaimplementowane", ale to tylko dodatek. Warto docenić, że AI - dzięki mechanice - sprawia, że nie musimy ich za bardzo niańczyć. Po pierwsze primo - osobowości i ewentualne romanse wynikają z nieinnowacyjnej konstrukcji, jakiej używają scenarzyści (którzy bez względu na tytuł, zawsze mogą wydawać się upośledzeni, np. dotyczy to szczególnie Bethesdy). No są towarzysze, to musi być romans, jest romans to musi być seks. Są towarzysze, to musi być quest. Quest odblokowuje dodatkowe zdolności. Żeby zrobić quest, trzeba czasu, bo przecież nie wypada, żeby można je było zrobić od razu. Sztampowe to, wtórne, ale bezpieczne i się sprawdza. Poza tym są całkiem fajne sceny romansowo-erotyczne (i przeróbki, jak się pogrzebie). Miły bonus. Po trzecie primo - towarzysze to nie jakieś kukły, a możliwość ich dobierania jest całkiem fajna. Dialogi między nimi i o innych to kolejny
miły bonus. Ja np. lubię Peebee i jej dystans, poza tym ma epicką scenę (Thank you Peebee). U każdego coś się znajdzie, nawet u Liama, którego chyba nikt nie lubi ;]. Czasami nawet mam wrażenie, że oni są bardziej wyraziści niż Ryder. Pewnie zależy od sytuacji, Ryder jest cienki w podejmowaniu decyzji, które w zasadzie i tak nie mają znaczenia, mimo że tipsy sugerują co innego) Ale nie mam uwag do tego, tylko do scenarzystów. Po prostu - nie sprostali, jakby coś. Albo mamy zbyt wysokie oczekiwania i wymagania. Albo producenci i wydawcy zatrzymali się na schematach, które ciągle wykorzystują (zadań, postaci, broni, mechaniki itd.). Albo technologia nie nadąża.

Walki z bossami są irytujące, ale taki był ich zamiar (dotyczy wszystkich serii gier tych bardziej uznanych). Jednak szczytem jest to, że można zginąć w chwilę nieuwagi lub złego ruchu (istotne dla permadeathowców lub ironmanów). To wynika w znaczącej mierze z mechaniki i ukierunkowania na jak najszybszy czas reakcji. Czyli nastawienie na wszystkie "dobrodziejstwa" FPS-a. Ja np. nie specjalnie znałem systemu mechaniki, wiec niektóre walki trwały godzinę wzwyż. Jak się podłapie co i jak - kilka minut. Multiplayer trochę pomaga. Czasami zaskakująca jest niekiedy nawet intensywność tego, co się dzieje na srebrnym poziomie misji. Rzadko, co rzadko, ale tak jest.

Co do postaci głównej i "nepotyzmu". No nie wydaje mi się. To raczej była konieczność chwili. Z drugiej strony - czy istniała możliwość przetransferowania SAMa do Cory? To kwestia, którą wspominałem. Wydarzenia się dzieją ponad 600 lat po ME3, ale nie odczuwa się tego skoku cywilizacyjnego i odkryć na Marsie. Tu można mieć całą masę zastrzeżeń.
Ryder traci hełm po upadku i brakuje jej tlenu. A chwilę wcześniej używała jakiegoś cudownego sprayu, żeby sobie "załatać" szybkę. Yyyyyy, co? To oni lecą na nieznaną planetę i nie są przygotowani na takie sytuacje? Używają jakichś przestarzałego wyposażenia. Normalnie jak w Obcy: Przymierze - z gościa wyskakuje kręgosłup, a pani doktor wpada w panikę i niszczy statek.
SAM funkcjonuje jak jakiś grzyb w słoju laboratoryjnym, którego można shakować ot tak sobie. Sporo tego. Lepiej się nie zagłębiać, bo można dojść do wniosku, że zbyt wiele rzeczy nie ma sensu. No, ale "fuck logic" dotyczy wielu serii/tytułów.

W przypadku streamingu - mechanika nastawiona na FPS ma swoje konsekwencje. Jak się pójdzie w biotykę (Charge/Szarża przede wszystkim), to w przypadku słabego łącza (jakie mam ja) - nie damy rady streamować ani oglądać, głównie jak ktoś dowali Full HD, 60 FPS.

Miał być dodatek o quarianach, a zakończenie to furtka oczywiście dla kolejnej części. Wydaje się, że MEA może być końcem serii, ale wątpię, żeby wydawcy do tego dopuścili. ME to jednak nośny tytuł i ma całkiem niezły potencjał. Niestety, ale po pierwszych miesiącach boomu, teraz MEA to niszowy tytuł, który istnieje dzięki multiplayerowi raczej.
_________________
Varscona.pl | Baldurs Gate - youtube | Children Of Bhaal - youtube | Twitch
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
torian 


Wiek: 29
Posty: 771
Podziękowania: 23/9
Wysłany: 2019-08-30, 06:40   

Nie zapomniałem, po prostu nie grywam w multi.

Kinski napisał/a:
Co do postaci głównej i "nepotyzmu". No nie wydaje mi się. To raczej była konieczność chwili. Z drugiej strony - czy istniała możliwość przetransferowania SAMa do Cory?


Początkowo też tak myślałem ale przy okazji wykonywania questu z arką Asari dowiadujemy się że transfer SAMa jest jak najbardziej możliwy.

Kinski napisał/a:
Co nie znaczy, że historia jest słaba. Ma lepsze i słabsze momenty, niekiedy nawet epickie, np. intro z ojcem lub Thank you Peebee.


Drack says hi
_________________
Filmweb
Lastfm
Lubimy czytać
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group