Poprzedni temat «» Następny temat
One week mega mod.
Autor Wiadomość
picollo 

Posty: 577
Podziękowania: 63/97
Wysłany: 2015-10-02, 17:10   One week mega mod.

Wpadliśmy z Tuldorem na genialny pomysł zrobienia one week mega moda. Żeby udowodnić, że można. W związku z tym zakładam ten temat, żeby w jakiś sposób dało się prześledzić planowaną zawartość wzmiankowanego moda, a także żeby umożliwić forumowiczom współudział w tworzeniu warstwy fabularnej.

Generalnie chciałbym, żeby posty w tym temacie dotyczyły wyłącznie trzech zagadnień:

1) Przyłączalni NPC

Jeśli macie pomysł na jakiegoś fajnego NPCa, którego można dołączyć do moda, zachecam do wrzucania tutaj pomysłów. Chciałbym, zeby taka propozycja zawierała opis postaci w dwóch najwyżej trzech zdaniac. Tak żeby ująć sedno postaci, ale nie ograniczać mnie za bardzo szczegółami.

2) NPC w modzie (nieprzyłączalni).

Jeśli macie ochotę zostać uwiecznieni w tym wiekopomnym dziele, zgłaszajcie tutaj taką chęć. Plus krótki opis- jako kto chcecie zostać przedstawieni. Rasa/ klasa takie podstawowe podstawy.
Dodatkowy bonus za portret postaci. Przecież połowa charakteru to dobry portret!

3)Jeśli chcecie pomóc tworzyć warstwę fabularną moda, zapraszam do udziału. Poniżej przedstawię zalążek fabuły, a każda kolejna osoba która chce dołożyć dalszy kawałek, proszona jest o dopisanie kolejnego zdania (dwóch- trzech) rozwijającego linię fabularną. Krótko, ale, zostawmy innym wpływ na losy charname. I pamiętajcie, dobra walka jest lepsza niż długie rozmowy. Walka na arenie z trzema przeciwnikami po kolei jest lepsza od przekonywania innych. A poza tym- nie ogranicza nas ani plan (przecież po planach można podróżować) ani siła charname (przecież przy odpowiedniej ilości doświadczenia możemy pokonać demogorgona. Więc nie bójcie się stawiać przed charname wyzwać. Ważne przecież, żeby walki były coraz trudniejsze, prawda?

A zaczynając linię fabularną.


Charname wraz z drużyną przemierzali Athkatlę, gdy nagle pojawił się Elminster."Potrzebuję Twojej pomocy"- rzekł i przeteleportował się i Charname z drużyną do....


P.S. do Administracji- nie kasujcie tego na razie. Faktycznie noszę się z zamiarem zrobienia czegoś z tych pomysłów. Będzie to mod prześmiewczy, dopracowany jak typowy mega mod, ale (raczej) będzie.

P.S.2 Jeśli ktoś będzie chciał rozliczać mnie z czasu, na razie zbieram pomysły. Najpewniej zacznę prace w przyszły weekend.
_________________
był szalony jak stado zajęcy na wiosnę, kiedyś kazał nam ściąć cały zagajnik dębów, bo uroiło mu się, że go szpiegują... a potem doszedł do wniosku, że były jednak w porządku i rozkazał nam je pochować.
- czy wy wiecie ile czasu zajmuje zakopanie dębowego lasu?
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Tuldor88 
Uczeń Gonda
Dziki kurczak zagłady


Wiek: 30
Posty: 1740
Podziękowania: 129/135
Wysłany: 2015-10-02, 17:33   

No nie wierzę... xD

Ale ok
picollo napisał/a:
Będzie to mod prześmiewczy
skoro tak to jak mógłbym odmowić pomocy? Przecie moje Życzonko to ta sama prześmiewcza kategoria :razz:

No dobra NPC - Jakich potrzebujemy? Takich jakie są "bardzo trendy i na czasie":
1) Galareta musztardowa etotoman, nie ma plci więc jest bi i romansuje z każdym protagonistą - będzie mogło smyrać go musztardowymi mackami.
2) Ilithid naukowiec, uciekł z podmroku bo jest Praworządny Dobry i nikt go nie kochał i nie pozwalał mu być dobrym w złym podmroku. Jako że mózgowiec z niego zawsze wie najlepiej i wciąż poucza charname iz to on powinien być najważniejszy w teamie
_________________
Heinrich Heine napisał/a:
Sen jest dobrą rzeczą, śmierć jeszcze lepszą, ale najlepiej byłoby wcale się nie narodzić.
Alvarez o modowaniu napisał/a:
Może przytoczę twierdzenie Liberty'ego, które jakoś tak idzie: planujesz jakiś projekt, wyznacz sobie termin, pomnóż potrzebny czas przez 2 a i tak nie zdążysz.

Wybrane fragmenty banterów:
Edwin napisał/a:
-Phi! Porównywać mnie do jakiegoś podrzędnego nekromanty! (Stanowczo na zbyt wiele sobie pozwala, muszę pokazać mu gdzie jego miejsce.) Prawdopodobnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość. Wy, maluczcy macie tendencje do zawiści wobec tych, którzy was przerastają. Ja zaś czynię to nie tylko talentem ale i wzrostem, karzełku.
-*Posłał Edwinowi szeroki uśmiech przemawiając serdecznym tonem* Jeszcze raz nazwiesz mnie „karzełkiem” a utnę ci na dole coś niezwykle małego, co może jednak mimo wszystko być ci drogie. Gdy zaś chodzi o te dyrdymały o talencie... znów przypominasz mojego żałosnego, byłego towarzysza...
Minsc napisał/a:
-Niebywałe, że ten chomik jeszcze oddycha. Znajdując się nieco bliżej ciebie wielkoludzie na pewno zaniechałbym tej czynności, powiedz, uważasz że pranie onuc urąga twej męskości, czy po prostu lubisz informować wrogów zapaszkiem o tym, iż się do nich zbliżasz?
-Boo być może jest niewielki Montaronie, ale jest też o wiele silniejszy niż się zdaje. A to, co czujesz to zapach prawdziwego mężczyzny, który przykryje każdy odór zła, na jaki trafi, co nie, Boo?.
Viconia napisał/a:
-Mmm... wciąż robisz wrażenie Viconio, moja ty hebanoskóra kusicielko. Zdajesz sobie sprawę jak działasz na otoczenie, prawda?
-Oczywiście samcze, dzięki temu jalukul, mężczyźni tacy jak ty – myślący kroczem zamiast głową – stają się łatwiejsi w kontrolowaniu

-cała prawda o Imoen :P
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Kliwer 


Wiek: 29
Posty: 1386
Podziękowania: 140/205
Wysłany: 2015-10-02, 21:36   

Pomysł na NPC-a dla złych.

Możemy sobie przywłaszczyć pluszowego misia ducha chłopca z cmentarnej. Jak tak zrobimy miś ożyje i przekształci się w pełnowartościowego towarzysza (niedźwiedzia).

Cytat:
Charname wraz z drużyną przemierzali Athkatlę, gdy nagle pojawił się Elminster."Potrzebuję Twojej pomocy"- rzekł i przeteleportował się i Charname z drużyną do....


... w samo serce dżungli w Maztice. "Widzisz te lasy Charname!?" zawołał możny mag. "Bez nich już wkrótce, bo za 10 tys. lat zawartość tlenu w atmosferze Torilu spadnie tak bardzo, że życie stanie się niemożliwe! Amnijscy konkwistadorzy dopiero co zaczęli wyręb! Trzeba coś z tym zrobić w imię dobra i równowagi! Ale uważaj, sprawa nie jest taka prosta bo..."
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Jolan 
Dziecię Bhaala
Bendem go zjadł

Wiek: 22
Posty: 699
Podziękowania: 59/107
Wysłany: 2015-10-02, 22:14   

Nie zauważyłem posta Kliwera
picollo napisał/a:
Charname wraz z drużyną przemierzali Athkatlę, gdy nagle pojawił się Elminster."Potrzebuję Twojej pomocy"- rzekł i przeteleportował się i Charname z drużyną do....
... zamienionego w kamień Drizzta z całą jego kompanią( niezamienionej w kamień ). Elmister pyta się czy posiadasz może zwój zamiany kamienia w ciało. Jeżeli masz dostaniesz dodatkowe doświadczenie. Odczarowujesz i Drizzt pyta cię czy pomożesz mu w walce z ...
_________________
[Dzisiaj 22:47] Jolan: Hmm, w sumie w komentarz twórców było wiele o rozbudowie twierdzy. Co jeśli można dobudować zamtuz?
[Dzisiaj 22:49] Tuldor88: Wtedy będzie to już "ku***sko dobra twierdza" :P
Ostatnio zmieniony przez Jolan 2015-10-03, 10:31, w całości zmieniany 1 raz  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Geralt Riv 
Wieśmin


Wiek: 19
Posty: 146
Podziękowania: 5/10
Wysłany: 2015-10-02, 22:34   

Cytat:
1) Przyłączalni NPC


Np to może, hmm. Krasnoludzica, która opuściła swój lud, ponieważ... zgoliła brodę. Ujawniła swoje piękno, a opryskliwe krasnoludy nie byli zbyt tolerancyjni.

Kliwer napisał/a:
picollo napisał/a:

Charname wraz z drużyną przemierzali Athkatlę, gdy nagle pojawił się Elminster."Potrzebuję Twojej pomocy"- rzekł i przeteleportował się i Charname z drużyną do....



... w samo serce dżungli w Maztice. "Widzisz te lasy Charname!?" zawołał możny mag. "Bez nich już wkrótce, bo za 10 tys. lat zawartość tlenu w atmosferze Torilu spadnie tak bardzo, że życie stanie się niemożliwe! Amnijscy konkwistadorzy dopiero co zaczęli wyręb! Trzeba coś z tym zrobić w imię dobra i równowagi! Ale uważaj, sprawa nie jest taka prosta bo..."



Bo najęli oni niebezpiecznych krasnoludzkich berserkerów ze zbroją skórzaną i dwoma młotami bojowymi(nazwijmy ich "żołnierze brygady młotników") i elfickich łuczników przyodzianych w ludzką skórę(nazwijmy ich "kałasznikowy"). A przewodzi im...
_________________
"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... jednym jesteś ty"
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
BetaTester

Posty: 10
Podziękowano 7 razy
Wysłany: 2015-10-03, 10:26   

Podoba mi się ten pomysł może nie wypowiadam się zbytnio na forum, jednak śledze te i owe dyskusje :)

1) Rebajmistrz +12 latający miecz dwuręczny i krewniak Lilarcora.
ew do zdobycia jako item.

3)
Geralt Riv napisał/a:


Kliwer napisał/a:
picollo napisał/a:

Charname wraz z drużyną przemierzali Athkatlę, gdy nagle pojawił się Elminster."Potrzebuję Twojej pomocy"- rzekł i przeteleportował się i Charname z drużyną do....


... w samo serce dżungli w Maztice. "Widzisz te lasy Charname!?" zawołał możny mag. "Bez nich już wkrótce, bo za 10 tys. lat zawartość tlenu w atmosferze Torilu spadnie tak bardzo, że życie stanie się niemożliwe! Amnijscy konkwistadorzy dopiero co zaczęli wyręb! Trzeba coś z tym zrobić w imię dobra i równowagi! Ale uważaj, sprawa nie jest taka prosta bo..."


Bo najęli oni niebezpiecznych krasnoludzkich berserkerów ze zbroją skórzaną i dwoma młotami bojowymi(nazwijmy ich "żołnierze brygady młotników") i elfickich łuczników przyodzianych w ludzką skórę(nazwijmy ich "kałasznikowy"). A przewodzi im...


A przewodzi im niziołek Napoleon znany również jako kurdupel. Twierdzi on, że wyrąb lasu jest pierwszym krokiem do przejęcia korony cesarza i zaprowadzenie nowego porządku świata opartego na ideałach wolności, równości i braterstwa. Ma on jednego asa w rękawie jakim jest...
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Geralt Riv 
Wieśmin


Wiek: 19
Posty: 146
Podziękowania: 5/10
Wysłany: 2015-10-03, 10:58   

BetaTester napisał/a:
A przewodzi im niziołek Napoleon znany również jako kurdupel. Twierdzi on, że wyrąb lasu jest pierwszym krokiem do przejęcia korony cesarza i zaprowadzenie nowego porządku świata opartego na ideałach wolności, równości i braterstwa. Ma on jednego asa w rękawie jakim jest...


Jakim jest słoik wypocin Gonda. Jest to bardzo potężny przedmiot, który działa w ten sposób - Ten! Kto poleje jakikolwiek przedmiot tym płynem, owa rzecz stanie się odpowiednikiem tegoże przedmiotu za kilkaset lat! Wypociny powstały, gdy szlachetny uczeń Cudotwórcy - Tuldor - walczył z nim, gdy bóg oskarżył go o lenistwo. Jedyne co możemy zrobić - Mówi Elminster - To udać się do niego, bo on jako jedyny zna sposób na zneutralizowanie wypocin, lub za****ć kurdupla! Jak kto woli - I teleportował się w nieznane. Jednak wrócił za chwilę z widocznym przerażeniem.
Co za głupiec! - Wykrzyczał - Napoleon wyzwolił moc wypocin polewając kuszę i stworzył niewiarygodny przedmiot co strzela kulami w błyskawicznym tempie! Sam widziałem jak go testował! Jeśli opracuje mechanikę będzie po nas! Udaj się bezzwłocznie do Tuldora Charname! Jednak nie jest to proste bo...
_________________
"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... jednym jesteś ty"
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Tuldor88 
Uczeń Gonda
Dziki kurczak zagłady


Wiek: 30
Posty: 1740
Podziękowania: 129/135
Wysłany: 2015-10-03, 11:58   

... bo Tuldor to bardzo zabiegana osoba - co i rusz biega od zamtuzu do pijalni i z powrotem (chciałbym wiedzieć skąd on bierze na to złoto!), dlatego zapewne też i teraz przesiaduje w jakimś domu schadzek. Przeszukałbym je sam ale jako powszechnie znanemu i szanowanemu czarodziejowi po prostu nie wypada więc to zadanie spoczywa na TOBIE Charname! Co? W Matizca nie ma zamtuzów i tu go nie znajdziemy? Przecież wiem! Miałem powód by cię tu sprowadzić ale... zapomniałem jaki, hej nie patrz się tak na mnie, zobaczymy jaką TY będziesz mieć pamięć po kilku wiekach. No nieważne, odeślę cię z powrotem do Amnu a ty przeszukaj tamtejsze burdele, każde pomieszczenie i każdą szczelinę!
*Pyk, Elminster odsyła nas z powrotem do Athkatli a tam...*
_________________
Heinrich Heine napisał/a:
Sen jest dobrą rzeczą, śmierć jeszcze lepszą, ale najlepiej byłoby wcale się nie narodzić.
Alvarez o modowaniu napisał/a:
Może przytoczę twierdzenie Liberty'ego, które jakoś tak idzie: planujesz jakiś projekt, wyznacz sobie termin, pomnóż potrzebny czas przez 2 a i tak nie zdążysz.

Wybrane fragmenty banterów:
Edwin napisał/a:
-Phi! Porównywać mnie do jakiegoś podrzędnego nekromanty! (Stanowczo na zbyt wiele sobie pozwala, muszę pokazać mu gdzie jego miejsce.) Prawdopodobnie przemawia przez ciebie zwykła zazdrość. Wy, maluczcy macie tendencje do zawiści wobec tych, którzy was przerastają. Ja zaś czynię to nie tylko talentem ale i wzrostem, karzełku.
-*Posłał Edwinowi szeroki uśmiech przemawiając serdecznym tonem* Jeszcze raz nazwiesz mnie „karzełkiem” a utnę ci na dole coś niezwykle małego, co może jednak mimo wszystko być ci drogie. Gdy zaś chodzi o te dyrdymały o talencie... znów przypominasz mojego żałosnego, byłego towarzysza...
Minsc napisał/a:
-Niebywałe, że ten chomik jeszcze oddycha. Znajdując się nieco bliżej ciebie wielkoludzie na pewno zaniechałbym tej czynności, powiedz, uważasz że pranie onuc urąga twej męskości, czy po prostu lubisz informować wrogów zapaszkiem o tym, iż się do nich zbliżasz?
-Boo być może jest niewielki Montaronie, ale jest też o wiele silniejszy niż się zdaje. A to, co czujesz to zapach prawdziwego mężczyzny, który przykryje każdy odór zła, na jaki trafi, co nie, Boo?.
Viconia napisał/a:
-Mmm... wciąż robisz wrażenie Viconio, moja ty hebanoskóra kusicielko. Zdajesz sobie sprawę jak działasz na otoczenie, prawda?
-Oczywiście samcze, dzięki temu jalukul, mężczyźni tacy jak ty – myślący kroczem zamiast głową – stają się łatwiejsi w kontrolowaniu

-cała prawda o Imoen :P
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
 
Geralt Riv 
Wieśmin


Wiek: 19
Posty: 146
Podziękowania: 5/10
Wysłany: 2015-10-03, 17:17   

...kot który...

Dobra kontynuuję.

Kot, który miauczy, duuużo kotów. Z kotów wyłoniła się tajemnicza postać w kapturze.
-Witaj Charname! Ty mnie nie znasz ja ciebie znam. Czyżbyś szukał Tuldora?
*kiwa głową z zakłopotaniem*
-Ha! Nie wiem czemu miałbyś szukać tego łajdaka, ale znam harmonogram domów rozpusty i karczem, w których bywa. Zapewniam cię, że nie znajdziesz, go nigdy, bez niego. Zdobędziesz go... jeśli wyświadczysz mi pewną przysługę...
-O co chodzi.
-Otóż chodzi o moją wyspę. Jestem Nobanion władca kotołaków i łakorysiów! Wszystkich kotów, lwów, tygrysów, gepardów, lampartów jestem przewodnikiem. Jednak wyczuwam jakichś spisek.

*przybliżył się ujawniając swoją kocią twarz i pokazał na dosyć okazały wąs*
-Widzisz ten wąsik? Zawsze rusza się, gdy coś jest nie tak. Ostatnio się poruszył chłopcze. Rozumiesz Charname?! On mnie nigdy nie zawiódł! Dobra, patrząc na twoją minę widzę, że nie masz ochoty na jakiekolwiek żarty. Chodzi o kotołaczkę Kirarę. Zawsze była moją ulubienicą, ale ostatnio stała się jakaś skryta. Nabrałem podejrzeń, gdy posiekałem zabójcę ze złodziei cienia. Rozumiesz?! Z-Ł-O-D-Z-I-E-I C-I-E-N-I-A!!! Zgadzasz się mi pomóc? Ze szczegółami zaznajomię cię w mojej siedzibie.
-Zabierz mnie do tej swojej nory...

*Pyk*
-Uch, jesteśmy, rozgość się. Kawa, herbata, grzaniec?!
-Dawaj te szczegóły kocie.
-Ok, ok. Więc masz tu list gończy od złodzieja i jego talizman zaświadczający o pobycie w gildii. Masz również kamień teleportujący na moją wyspę i na Athkatlę. Za śledztwo wynagrodzę cię magiczną zbroją, która mi nie jest potrzebna zbytnio i twój harmonogram oczywiście. Powodzenia!

Charname oniemiał czytając list gończy, w którym...
_________________
"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... jednym jesteś ty"
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Olos 
Gracz sezonowiec


Wiek: 25
Posty: 202
Podziękowania: 1/5
Wysłany: 2015-10-04, 13:25   

Geralt podrzucił fajny pomysł na NPC, który tez mi sie nasunął. Krasnoludzica NPC. Takiego tworu to chyba nie ma wśród obecnych modów. "Gnomki" czy "niziołkinie" są, a damskiego krasnala nie. Jakieś ciekawe gadki z Janem czy z Korganem byłyby możliwe. Imo ciekawa propozycja i w sumie nic przekombinowanego jak obserwator czy ilithid.
_________________
Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Geralt Riv 
Wieśmin


Wiek: 19
Posty: 146
Podziękowania: 5/10
Wysłany: 2015-10-04, 17:47   

Korgan: To mówisz, że... krasnoludy odrzuciły cię, ponieważ zgoliłaś brodę?
Krasnoludzica: Tak! Ile mam się powtarzać cholera jasna!
K: Wiesz... mnie się nawet podoba.
Jan: Mnie też!
K:Morda gnomie!
Kr: Odwalcie się moczymordy! W obozie miałam niemało takich doświadczeń!
K:Hej ośle! Jeszcze raz wtrącisz się do rozmowy z tą miłą panią, obedrę cię ze skóry, zrobię sobie z niej rękawice, ubiorę je i własnoręcznie wyrwę ci wnętrzności. Zrozumiałeś?!
J:T-tak.
_________________
"Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza... jednym jesteś ty"
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Aristo 
Legenda


Posty: 366
Podziękowania: 163/130
Wysłany: 2015-11-21, 12:25   

Zaczątek nowego zadania, pt. “Czarne koguty”

Razu pewnego, podróżując do Targowa, znacznie zboczyliśmy z traktu. Po dwóch dniach błądzenia natrafiliśmy na podrzędną dróżkę, która zaprowadziła nas do nie oznaczonej na mapie wioski położonej w dolince. Kilkanaście domostw, ani śladu karczmy, kuźnia zamknięta na cztery spusty. Tu chyba przygód nie zaznamy, a i o zapasy może być trudno. Ruszyliśmy w stronę najbliższej z chałup, będącej jednocześnie sklepem. Korgana naszła w międzyczasie ochota na fajkę, tyle że jak na złość nie mógł dobyć ognia. Krzesał, cmokał, pykał, klął na czym świat stoi, ale nie mógł dociągnąć się dymu. Przyglądał się jego poczynaniom stojący już wcześniej pod sklepem miejscowy pokraka o zagadkowym wyrazie twarzy. Zeźlony Korgan w końcu nie wytrzymał i poczęstował go solidnym kopniakiem. Paskudnik padł na ziemię i zwinął się jakby nożem pchnięty. Poleżał tak chwilę, po czym poderwał się mocno zmieniony na gębie i czmychnął prawie że na czworakach. Korgan, któremu tylko trochę ulżyło, wsadził tymczasem łeb do sklepu i warknął: Babciu, macie ogień?
- Ni mum. - odparła nie taka znowu stara sklepikarka – To porządny sklep, a nie szynk. No dalej, wejdźta, nie blokujta drzwi. Może coś wam się przyda na podróż.

Weszliśmy, jasna sprawa. Sklepik okazał się być nieźle zaopatrzony. Uzupełniliśmy suchy prowiant i inne zapasy. Babina cieszyła się jak dziecko, bo sprzedała na raz więcej, niż normalnie w dziesięciodzień. Przyniosła nawet z kuchni rozżarzony węgielek z pieca i przypaliła nim Korganowi fajkę. Język się jej rozwiązał; opowiedziała nam, że kowal się stąd wyprowadził, że ona to wdowa, że w wiosce nic ciekawego się nie dzieje: czasem ktoś się urodzi, czasem umrze, raz na parę miesięcy jakaś sąsiedzka kłótnia, raz na rok nożobicie. I tyle, potworów nikt tu od lat nie widział, o skarbach nie słyszał. Jednym słowem – nic tu po nas. I już zbieraliśmy się do wyjścia, gdy mój wzrok padł na siedzącą w kąciku młodą, niebrzydką kobietę, która, oparta skronią o ścianę, patrzyła nieprzytomnym wzrokiem gdzieś w dal.
- A to kto? - pytam – Córka wasza? Coś nie najlepiej wygląda.
- Ano córka, juści że tak. Źle sypia ostatnio, nieboga. Czarne koguty się jej co noc śnią. Potem wstaje rano zgrzana, zmordowana, zara leci prać pościel w potoku. Nie wim, co to z nią bedzie.
- Ciekawa sprawa. A co te koguty tam z nią robią? Pocierają czy oklepują twarz, czy może – nie dajcie bogowie – kolą?
- A bo ja wim, <PRO_LADYLORD>? Gdzie mnie, starej, do takich rzeczy. Ale może i kolą.
- Nie jest dobrze, matko. Przydałby się tu jakiś druid z tęgą lagą, żeby wypędził z dziewczyny, co złe.
- Ale skąd go wziąć? Ani we wsi, ani w okolicy druida ni ma.
- Ostatecznie może być i kto inny, najważniejsza w tym wszystkim jest laga. Nawet tu przed sklepem stał jakiś mikrus.
- Coo? Tyn do kurczoka podobny? <PRO_LADYLORD>, to kręt jakich mało! Ostatnio jak coś kupywał, to próbował mi wcisnąć fałszywą sztukę złota. A jak powi, że coś zrobi, to i dwa roki trza czekać! I taki miałby moją Kachnę lekować?
- Ktoś jednak powinien. Taka gorącość sama z dziewczyny nie ujdzie.
- Gorącość! Na Tymorę! To ruszajta już, <PRO_LADYLORD>. Może się wam kto zdatny do lekowania trafi po drodze, to przyślijta go tutaj albo wróćta i weźta córkę do niego.
- Tak, tak, zabierzta mnie stąd!
- niespodziewanie ożywiła się Kasia

No i cóż, nie pozostało nam nic innego, jak tylko ruszyć w dalszą drogę. Może spotkamy kogoś odpowiedniego.
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
memory, morgan, Namarcha
Aristo 
Legenda


Posty: 366
Podziękowania: 163/130
Wysłany: 2017-12-22, 17:51   

Rzecz następna - opowieść osiołka.

I już, wychodząc z wioski, minęliśmy ostatnie zabudowania, gdy jednak przytrafiło się nam w tym spokojnym miejscu coś zupełnie niespodziewanego. Oto dogonił nas zwykły, siwy osiołek i po cichu odezwał się tymi słowami:
- Przyjaciele, wyglądacie mi na takich, którzy to i owo już w życiu widzieli i nie dziwi was pewnie widok gadającego czworonoga. Nikt jednak nie powinien widzieć, że z wami rozmawiam, chodźcie więc za mną.
Zaciekawieni ruszyliśmy za osiołkiem, ale z bronią w pogotowiu, nie wiedząc, czy może to jakieś zło nie oblekło się w postać sympatycznego skądinąd bydlątka. Osiołek, co kilka chwil oglądając się za siebie, czy za nim idziemy, poprowadził nas za budynkami do jednego z ogródków warzywnych, skrytego za sadem i osłoniętego dodatkowo rzędem leszczyn.
- Ogródek mojego gospodarza, niech go Loviatar błogosławi - rzekł osiołek. - Tak właściwie to mnie tu nie wolno przychodzić, ale że jestem z wami, to ten łachmyta nic mi nie zrobi - i począł się rozglądać za co dorodniejszymi jarzynami.
- No, szlachetny osiołku - mówię - może byś powiedział w końcu, o co w tym wszystkim chodzi. Bo chyba nie zaprosiłeś nas tu na obiad.
- Szlachetny osiołku... Ech, przyjaciele! "Garstwa, terror i morderstwa" - tak mawia po kielichu mój wujo z Wrót Baldura, gdy go pytają o życiowe osiągnięcia, i do mnie to samo się stosuje. Tak czy owak, jesteście na tyle bystrzy, że pewnie już się zorientowaliście, że macie do czynienia z człowiekiem zamienionym w osła.
- No tak. I pomyśleć, że sklepikarka zapewniła nas właśnie, że nic ciekawego się tu nie dzieje.
- A pewnie - odrzekł osiołek racząc się gorliwie ogórkami - dla niej nic ciekawego się nie dzieje. Dla niej po prostu pewnego dnia sąsiad znalazł i przyprowadził do wioski zbłąkanego osła, a następnego dnia we wsi pojawił się też jakiś człek pomieszany na umyśle. Tyle może wiedzieć zwykła sklepikarka.
- O jakim człeku znowu mówisz?
- Nie spotkaliście go jeszcze? Starszawy, łysy gość w zielonym kubraku, który kręci się nieprzytomnie po wiosce i z którym nijak nie idzie się dogadać. Można by rzec, że to mój kompan i w normalnej sytuacji pewnie by mi pomógł. Teraz jednak sam potrzebuje pomocy nie mniej niż ja.
- Brzmi to wszystko intrygująco, nie powiem. Dalej jednak nic nam nie wyjaśniłeś. Jak doszło do tej przemiany i czego od nas oczekujesz? Do rzeczy, osiołku!
*****
Osioł ułożył się wygodnie na boku pomiędzy zagonkami sałaty i kapusty tak, by bez wstawania móc sięgać pyszczkiem po warzywa i, co i rusz coś pogryzając, wzniósłszy wzorem wielkich mówców jedno kopytko do góry, rozpoczął opowieść o takiej osnowie:
- Pochodzę z Wrót Baldura, a trudnię się po prostu zarabianiem pieniędzy wszelkimi możliwymi sposobami, później zaś ich wydawaniem, i tak w kółko. Możliwe zresztą, że moje życie nie różni się znacząco od waszego, bo i mnie przyszło w poszukiwaniu skarbów podróżować w wiele odległych miejsc. Owóż, jakiś czas temu wywiedziałem się od pewnego znajomka, który podróżował przez te okolice, że gdzieś tu stoi opuszczona i częściowo zrujnowana wieża. Znajomy tylko ją widział, do środka zaś wolał nie zaglądać, bo on niewiele ma w sobie z poszukiwacza przygód. Wieża - przynajmniej do tej pory - nie była okryta złą sławą, a tak właściwie to wcale nie jest sławna i w żadnych opowieściach bardów o niej nie usłyszycie. Tyle wiadomo, że postawił ją jakiś mag ze sto lat temu, a od lat może pięćdziesięciu - pewnie gdy mag umarł - stoi pusta. Nie spodziewając się wiele w niej znaleźć zajrzałem w te okolice niejako przy okazji, podróżując wraz z kompanami do innego miejsca. Wybraliśmy się jak zwykle we trzech: Łysy, ja i Anka. Jeśli o mnie chodzi, to moją specjalnością są zamki, pułapki, ogólnie złodziejska robota.
Tu osiołek na chwilę przerwał, spojrzał na swoje kopyta zdatne raczej do młócenia zboża niż operowania wytrychem, po czym, westchnąwszy smutno, zaczął mówić dalej.
- Łysy z kolei przez lata był magiem i doszedł w tej sztuce do sporej wprawy, potem zaś zajął się kapłaństwem i, przynajmniej dopóki nie ugotowało mu mózgu, potrafił już posługiwać się zaklęciami z obu sfer. Anka - niechaj bogowie mają litość dla jego duszy - był to wojownik jakich mało, a przy tym krotochwilnik, opój i wielki lubownik niewiast. Już zbliżając się do wieży przez las słyszeliśmy pokwikiwania orków, ale tuzin tych stworzeń nie był dla nas żadnym wyzwaniem i w krótkim czasie oczyściliśmy budynek. A wieża? - nic wielkiego. Zbudowana na planie koła o średnicy może trzydziestu stóp. Trzy kondygnacje: na pierwszej część magazynowa i biblioteka, na drugiej pomieszczenie mieszkalne, na trzeciej trudno nawet powiedzieć co, bo dach się zapadł i częściowo ją przywalił. Ogólnie wszystko było w opłakanym stanie, przegniłe, zbutwiałe. Nie znaleźliśmy nawet jednej użytecznej rzeczy. Na samej górze wypatrzyłem tylko skrytkę w ścianie, a w niej były trzy kamienie strażnicze, które wzięliśmy ze sobą, po czym zeszliśmy do osobliwie głębokiej piwnicy.
*****
Osioł zamyślił się na chwilę, po czym zaczerpnął tchu i podjął opowieść na nowo.
- Tam również znaleźliśmy same śmieci, ale też - rzecz dziwna - drzwi w ścianie. Za drzwiami, które nawet nie były zamknięte na zamek, ciągnął się tunel opadający nieco w dół, o długości jakichś czterdziestu stóp i tak najeżony pułapkami, że przepracowałem w nim ze dwie godziny, a i tak na koniec byłem poparzony i pokłuty. Tunel kończył się schodami prowadzącymi jeszcze niżej do podłużnej jaskini, ale, hmm, nic was jak dotychczas nie zastanowiło w tej opowieści, moi drodzy?
- No nie, nie. Co masz na myśli?
- Drzwi, wy geniusze, drzwi stare jak sama wieża, a dalej tunel! To nie było tak, że coś się przekopało z dołu do wieży, ale to właśnie ona została zbudowana w tym konkretnym miejscu, czy raczej nad jakimś konkretnym miejscem. Tylko że nam nie było dane zbadać tego wszystkiego do końca. Co prawda jaskinię początkowo przemierzaliśmy bez przeszkód, w końcu jednak dotarliśmy do głębokiej poprzecznej rozpadliny, na dnie której słychać było szum wody. Nad rozpadliną był most, ale żeby go opuścić, trzeba było wcisnąć odpowiednią kombinację kamiennych krążków. Łysy w końcu rozgryzł to z pomocą wskazówek umieszczonych na kamiennych filarach w jaskini, ale potem zaczęły się kłopoty. Opuszczenie mostu zaalarmowało wrogów, więc zaraz po przejściu na drugą stronę wywiązała się walka. Mniejsza o jakieś półorki czy ogry, które położyliśmy w końcu trupem, ale trzech ogrzych magów, gdy do tego w walce przeszkadza trochę pomniejszych stworów, to już nie byle co. Był tam jeszcze ktoś skryty w cieniu. Mogłem dojrzeć tylko blask jego oczu i rozbłyski magicznej energii między palcami, gdy tkał jedno zaklęcie po drugim. Żeby zbytnio nie przedłużać powiem po prostu, że walka przybrała cholernie zły obrót. W Ankę poleciało tyle magicznych pocisków, ognistych strzał i nie wiadomo czego jeszcze, że gdy padał martwy na ziemię, wyglądał jak skwarek.
Osiołek zamilkł na moment, a nam wydało się, że przez jego ciało przebiegł dreszcz. Szybko jednak wrócił do opowieści.
- My na ten widok od razu straciliśmy cały zapał i zaczęliśmy myśleć o ucieczce, tym bardziej że Łysy nie miał już zaklęć. W dodatku któryś z tych ch*jów rzucił jakiś czar wywołujący strach. Na mnie jakoś on nie podziałał, ale Łysy zaczął po tym wrzeszczeć, rzucił kij, różdżkę i biegał jak opętany. Mój strach nie był magiczny, ale naturalny, pozwalał mi odrobinę myśleć, zacząłem więc biec co sił w nogach w stronę jakiejś szczeliny w ścianie jaskini, przez którą wpadała smuga światła. Mój towarzysz, choć jeszcze z pewnością nie odzyskał nad sobą kontroli, biegł zaraz za mną. Naparłem z całej siły na coś, co wydawało się być rodzajem drzwi czy włazu, otworzyło się i wtedy...
*****
- I wtedy stanęliście oko w oko z solarem?
- Tak, i solar nas uratował, ale w zamian musiałem dać się zamienić w osła. Naprawdę, jak macie tak głupio żartować, to już lepiej siedźcie cicho - osiołek ze złości aż bił ogonkiem w ziemię. W końcu opanował się i zaczął mówić dalej, widać bardzo mu zależało na dokończeniu tej historii. - Znaleźliśmy się na zewnątrz, w lesie! Z tej jaskini da się po prostu wyjść bezpośrednio gdzieś do lasu, ale właz jest zapewne tak zakamuflowany, że ktoś niezaznajomiony może się nań natknąć najwyżej przez przypadek. Byliśmy na zewnątrz, ale cóż z tego, skoro powietrze za nami aż furczało od zaklęć rzuconych przez tamtych. Biegłem na złamanie karku, ale jednocześnie wiedziałem, że z tyłu zaraz coś we mnie walnie. Najpierw rąbnęło Łysego, który tylko jęknął i potoczył się po ziemi. Chwilę potem we mnie. Początkowo nic nie czułem, usłyszałem za to za sobą diaboliczny śmiech dochodzący od wejścia do jaskini. A potem z każdym krokiem zacząłem czuć się coraz bardziej nieswojo. Twarz zaczęła się wydłużać na kształt zwierzęcego pyska, ponad miarę urosły uszy, zbroja, moja zacna magiczna skórzana zbroja rozpadła się na kawałki, gdy ciało poczęło grubieć, tężeć i obrastać sierścią. Jeszcze tylko kilka kroków przebiegłem wyprostowany jak człowiek, a potem opadłem na cztery nogi zakończone kopytami i tak już zostało.
- Musiało być to jakieś zaklęcie powodujące zmianę kształtu.
- Ha, na Panteon! Jak to dobrze, żeście mnie oświecili, bo inaczej bym się nie zorientował! - poirytowany osioł podniósł się z ziemi. - Wiecie co, jeśli...
- Czekaj, ośle, nie denerwuj się. Chodzi o to, że takie polimorfowanie można łatwo rozproszyć zaklęciem.
- Tak myślicie, przyjaciele? Spróbujcie więc, proszę was bardzo. Nie mam się co prawda czym odwdzięczyć, ale wiem, gdzie gospodarz chowa pieniądze. Będąc w ludzkiej postaci z chęcią sprawię, by znalazły się one w waszych sakiewkach.
Rzucamy raz i drugi Rozproszenie magii. Ale choć przykładaliśmy się do rzucania, choć osioł uważnie wsłuchiwał się w inkantacje, choć stawał nieruchomo i nawet wstrzymywał oddech, żadnego efektu to nie przyniosło.
- No i nic - powiedział wreszcie z kwaśną miną. - Coś czułem, że tak będzie.
- Hmm, to jakiś bardziej złożony urok - powiadam. - Może jednak coś wymyślimy. Tak w ogóle to jak znalazłeś się w tej wiosce? Byliście tu przed wyprawą do tej wieży?
- Właśnie nie, a wtedy może mój żywot tutaj byłby znośniejszy. Po prostu uciekałem przed siebie do utraty tchu, a potem, zrozpaczony, błąkałem się po pustaciach, aż trafiłem w okolice tej dolinki, co i tak poczytuję sobie za spore szczęście. Zobaczył mnie jakiś chłop, który zabrał mnie do siebie z nadzieją, że może nikt się po tego zagubionego osiołka nie zgłosi. Oczywiście powiedziałem mu już pierwszego dnia, kim naprawdę jestem, ale tylko jemu. Wiecie, jak przesądni potrafią być ludzie na wsiach. Usłyszawszy gadającego osła uznaliby jeszcze, że to jakiś zły duch czy demon zagnieździł się w ciele zwierzęcia i mogliby mnie z miejsca zatłuc. Ten mój gospodarz też przecież nie przyjął tego wszystkiego do wiadomości tak spokojnie jak wy, ale gładką gadką i obietnicą nagrody udało mi się uśmierzyć jego obawy. Następnego ranka zrobił się we wsi rejwach, gdy ktoś odkrył nieznajomego leżącego za jedną z chałup. Był to właśnie Łysy, ale zmieniony nie do poznania. Nie wiem, czy to od tamtego zaklęcia, czy może go jeszcze złapali i coś mu robili, w każdym razie umysł ma jak niemowlę i nawet nie można się z nim porozumieć. To jakiś cud w ogóle, że tu trafił i dotarł bezpiecznie przez te lasy.
- No a ten gospodarz nie próbował wam jakoś pomóc?
*****
- Ten sknera i głupiec? - obruszył się osiołek. - A co on mógłby tu poradzić? Nic. Początkowo liczyłem na to, że czar sam przestanie w końcu działać, ale nic z tego. Tak więc to już trzeci dziesięciodzień tkwię tutaj w tej nikczemnej postaci żywiąc się paszą dla zwierząt i tym, co uda się od czasu do czasu zdobyć własnym przemysłem. A spróbuj tylko, osiełku, skubnąć gdzie jaką lepszą jarzynę czy coś innego, to zaraz spadają na ciebie kije - co mówiąc obrócił się ze zbolałą miną, żeby pokazać ślady razów na bokach. - Z gospodarzem moim, oby go pokręciło, żyję w dość napiętych stosunkach. Umówiliśmy się, że za wikt i opierunek będę mu służył grzbietem jak zwykły osioł, bo za takiego wolę tu na razie uchodzić. Poza tym jednak cieszę się względną swobodą. Pracy nie mam dużo, ale kiedy mimo to nie chce mi się robić, to chłop grozi mi, że mnie wyda. Ja mu znowu grożę, że gdy odzyskam ludzką postać, to się z nim odpowiednio porachuję. I tak sobie przyrzekłem, że gdy zaklęcie puści, to przed odejściem obrobię mu schowek do czysta, a tego jego synalka z kurzą gębą, który dokucza mi jak może, to chyba i sztyletem tu i ówdzie pogłaskam - nie będzie więcej dręczył bezbronnych osiełków.
- No no, ośle - mówię. - Wypadałoby jednak okazać nieco wdzięczności. W końcu ten ktoś przygarnął cię pod swój dach.
- Też coś - żachnął się osiołek. - Nie wziąłby mnie on, to wziąłby kto inny, może mniej skąpy. Mówię mu kiedyś: "To chociaż dałbyś, ch*ju złamany, coś lepszego zjeść, choćby i glonek chleba, a nie tylko ten owies i siano." A on na to, że nie, że trawę mogę sobie szczypać, że nie ma ze mnie aż tak bardzo pożytku, że jeszcze musi za mnie opłacać kopytkowe, że to, że tamto. Także widzicie, jaki to mój los. Uciec zaś nie bardzo stąd mogę. Sam daleko nie zajdę w tej postaci, bo w okolicy roi się od wilków i niedźwiedzi. To już chyba Łysy ma pod tym względem lepiej, bo choć nic nie rozumie i chyba nawet nie wie za bardzo, czy żyje czy nie żyje, dostaje od ludzi trzy razy dziennie po misce warzonki. Zresztą nie o samo jedzenie tu przecież chodzi. A wino? A gamratki? A podróże i przygody z mieczem w dłoni? Ech, teraz to już nie dla mnie, bogowie potrafią być okrutni...
Osioł zasępił się nie na żarty, a my nie bardzo wiedzieliśmy, jak mamy go pocieszyć. Zaraz jednak coś mu się przypomniało.
- Nie powiem, bycie zwierzęciem ma też czasem swoje dobre strony - tu osiołek wbił wzrok w ziemię i zaczął wiercić w miejscu krawędzią kopytka. - Na przykład młode wieśniaczki pluskają się całkiem nago w rzece nic sobie nie robiąc z mojej obecności. Aż szkoda, że nie ma jak sobie potem ulżyć. A ile się nasłucham różności, gdy tak wszyscy plotkują jedni na drugich nie podejrzewając, że ich rozumiem. Najgorsza ze wszystkich to jest chyba ta sklepikarka.
- A tak, dała i nam się poznać jako gaduła. Przynajmniej ta jej córka wydaje się inna.
- Ha, ta jej córka to w ogóle jest jakaś nawiedzona. Jednego razu, gdy właśnie napatrzyłem się na to i na owo nad rzeką, tak się we mnie rozpaliły chucie, że niektóre uśpione dotąd członki podniosły się do boju. Nie chcąc jednak wzbudzać tym niczyjego poruszenia albo i popłochu, wolałem udać się z powrotem do stajenki. Po drodze zobaczyła mnie w takim stanie ta Kasia i, chwycona widać jakąś żądzą, wzroku nie mogła ode mnie oderwać, a nawet kawałek za mną poszła.
*****
- Właśnie zgodziliśmy się zająć w miarę możności tym problemem.
- Sam bym z chęcią tu pomógł, nawet w tej oślej postaci - w ślepkach osiołka pojawiły się jakieś ognie - bo dziewka gładka i foremna, ale za coś takiego to już na pewno wylądowałbym na straganie z wędlinami.
Przejęła mnie zgroza, bynajmniej nie na wyobrażenie osiołka przerobionego na kiełbasy.
- No, wystarczy tego, ośle - niecierpliwię się. - Nie możemy tak długo tu sterczeć. Może wykupię cię od tego człowieka, o ile nie kosztowałoby to wiele, i zaprowadzimy cię na przykład do świątyni w Targowie. Tam powinni znaleźć jakiś sposób.
- Ech, teraz myślę sobie, że może to nic nie dać, skoro nie jest to zwykłe polimorfowanie. To zaklęcie może być jakoś powiązane z tym, kto je rzucał. Może trzeba go zabić, może rozbić jakąś filakterię, może po prostu poznać lepiej naturę czaru. Jeśli miałbym was o coś prosić, koledzy, to w pierwszej kolejności o zbadanie tego lochu. Skarby, które z pewnością można tam zdobyć, powinny wynagrodzić wasz trud.
- Możliwe, ale próbując je zdobyć możemy skończyć jak ty i twoi kompani. Niczego więc nie obiecujemy, ale też nie zaszkodzi wiedzieć, gdzie jest ta wieża.
- Jakieś sześć godzin drogi na północ od wioski. Daleko, więc i tutejsi wieśniacy tam nie chodzą i pewnie też niewiele o niej wiedzą. Jednakże mój gospodarz, gdy opowiadałem mu swoją historię, wspominał coś o jakimś staruszku imieniem Fugazy, który mieszka tu w wiosce i ponoć mówił coś kiedyś o tej wieży.
- Może uda się coś z niego wydobyć. Wspomniałeś też jeszcze o kamieniach strażniczych.
- A tak, choć nie dowiedzieliśmy się wtedy, do czego są one potrzebne. Możliwe, że byłyby przydatne gdzieś dalej. Z ich znalezieniem może być zresztą pewien problem. Każdy z nas niósł po jednym kamieniu. Mój straciłem, gdy spadło ze mnie ubranie, więc może leży dotąd w lesie. Drugi powinien być przy ciele Anki, pod warunkiem, że ciało jeszcze znajduje się tam, gdzie zginął. Wiecie, ono mogło wyglądać dość smakowicie dla tych ogrzych magów i innych. Łysy przyniósł swój kamień ze sobą, co sam widziałem, gdy wieśniacy, chcąc się czegoś o nim dowiedzieć, obszukiwali jego odzież. Ktoś we wsi powinien więc go mieć. Łysy zapisywał też na kawałku pergaminu kolejność wciskania guzików, by opuścić most w jaskini, więc może przy okazji i ten pergamin dałoby się odzyskać.
W tym momencie pożegnaliśmy już osła obiecując mu zgłębić tajemnicę opuszczonej wieży w czasie, który uznamy za stosowny. Ja zaś w dzienniku zapisuję: rozmówić się z dziadkiem Fugazym, odzyskać rzeczy Łysego, zbadać wieżę i to, co się pod nią kryje.
  
Podziękuj autorowi tego posta
 
 
Więcej szczegółów
Za tę wypowiedź podziękowali:
morgan, Remi, Namarcha, dradiel, neuromancer
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group